
Rosja to ogromne zagrożenie dla Niemiec i Europy – powiedział Friedrich Merz na zjeździe bawarskiej chadecji.
W Monachium trwa zjazd CSU, bawarskiej partii-siostry CDU niemieckiego kanclerza. Friedrich Merz wystąpił na nim z przemówieniem, na którym wezwał do jedności w obliczu spadających notowań chadecji i "podgryzania" jej przez skrajnie prawicową AfD.
Kanclerz został przywitany raczej ciepło i na początku przemówienia podziękował za współpracę i wsparcie Markusowi Söderowi, przewodniczącemu CSU, a później – swojemu ministrowi spraw wewnętrznych Alexandrowi Dobrindtowi – twarzy zaostrzenia polityki migracyjnej i wzmocnienia służb: – Jesteś jednym z najlepszych ministrów spraw wewnętrznych, jakich RFN miała.
"Rosja chce destabilizować Niemcy"
– Jesteśmy zwalczani przez ekstremistów z lewa i prawa, dlatego chadecja musi być dziś bardziej zjednoczona niż kiedykolwiek wcześniej – zaczął. – Nie oddamy naszego kraju tym siłom.
– Chodzi o Niemcy i Europę. Nie mniej i nie więcej. Chodzi o przyszłość naszego kraju i naszego europejskiego kontynentu – dodał.
Wspomniał o radykalizmie partii Lewica, która przejmuje właśnie władzę w Berlinie, a jest partią nieprzyjazną służbom państwowym (które w Berlinie są w szczególnie trudnej sytuacji), wspierającą siły proislamistyczne i posądzaną o antysemityzm. Mówił także o radykalizmie AfD: jej prorosyjskości i antyukraińskości, które zagrażają Niemcom.
Jak dodał Friedrich Merz, Niemcy same nie rozwiążą problemów, które dzielą z resztą Europy, przede wszystkim kwestii bezpieczeństwa. – Powiedzmy, jak jest: stoimy w obliczu ogromnego zagrożenia ze Wschodu. Agresja Rosji na Ukrainę głęboko wstrząsnęła europejskim ładem pokojowym. Widzimy również, że Rosja każdego dnia chce destabilizować Niemcy. Ostatecznie chodzi o to, czy w Europie liczyć się będą rządy prawa, czy rządy silniejszego. Nie chcę powrotu do najmroczniejszych czasów naszego kontynentu – podsumował. Odpowiedziały mu głośne brawa z sali.
– To zagrożenie nie ogranicza się do Ukrainy. Wszędzie w Europie przeżywamy cyberataki, akty sabotażu, próby ataków na infrastrukturę krytyczną – 4 lipca na lotnisku w Lipsku – i próby destabilizacji naszego społeczeństwa obywatelskiego. Wszystko to zagraża naszej wolności, dlatego inwestujemy w ochronę naszej wolności: w policję, w służby w ratownicze, w Bundeswehrę. Proszę mi z tego miejsca pozwolić: (…) wielkie podziękowania dla żołnierek i żołnierzy Bundeswehry za to, że w razie potrzeby gotowi są bronić naszej wolności także z bronią w ręku – mówił, na co zebrani odpowiedzieli brawami. – Jesteśmy z Was dumni.
Jak podkreślił, bezpieczeństwo to wspólny problem Europy i środkiem do jego osiągnięcia jest integracja europejska, a niemiecka chadecja jej nie odpuści.
Zobacz także
Kordon wokół AfD zostaje
Merz ponownie wyraził też sprzeciw wobec jakichkolwiek zmian w polityce "zapory ogniowej", polegającej na izolowaniu skrajnie prawicowej partii AfD. To odpowiedź na pojawiające się w jego własnym ugrupowaniu głosy nawołujące do współpracy z tą formacją. A także na poruszenie po wyborze polityka AfD na przewodniczącego landtagu Saksonii-Anhaltu, gdy okazało się, że dostał on dodatkowe pojedyncze głosy wsparcia – najpewniej od chadeków.
– Każdy, kto uważa, że musi oddać głos na tych ludzi, nie ma miejsca w chadeckiej Unii. Nie ma dla niego miejsca wśród nas – oświadczył Merz w Monachium.
Podkreślił tu różnice między chadecją a mainstreamowymi partiami lewicowymi, jeśli chodzi o tolerancję dla radykalizmu i przemocy w polityce. Jak wspomniał, choć między chadecją a Zielonymi i SPD są różnice, obie te partie mają zasługi dla Niemiec i "byłaby szkoda", gdyby współrządząc w Berlinie ze skrajną lewicą, legitymizowały radykałów.
Ostrzegł, że Niemcy są pod presją właśnie partii ekstremistycznych oraz zagranicznych wrogów – w tym Rosji, która stanowi "ogromne zagrożenie" i dąży do destabilizacji kraju.
Kanclerz podkreślił, że to właśnie na partiach chadeckich spoczywa odpowiedzialność za przeforsowanie reform gospodarczych, które wzmocnią stabilność społeczną Niemiec i przypomniał o tych wprowadzanych właśnie w obszarze emerytur, ochrony zdrowia oraz opieki długoterminowej. – Musimy przywrócić naszą gospodarkę na ścieżkę wzrostu. Potrzebujemy przedsiębiorstw, które inwestują. Potrzebujemy konkurencyjnego przemysłu. I nie zmęczę się powtarzaniem: Niemcy muszą pozostać krajem przemysłowym – stwierdził Merz.
Merz za obniżeniem podatku od prądu
Jednym z kluczowych elementów wywołujących niezadowolenie zarówno przemysłu, jak i indywidualnych odbiorców (co wpływa zwłaszcza na wschodzie kraju na popularność radykałów) są ceny energii. Merz w Monachium zapowiedział obniżenie podatku od energii elektrycznej.
– Jeśli tylko jest to wykonalne – a uważam, że jest – to w przyszłym roku podatek od energii elektrycznej musi zostać obniżony – powiedział. Dzięki temu mieszkańcy Niemiec mieliby więcej pieniędzy w portfelach.
Już w umowie koalicyjnej chadecja (CDU/CSU) oraz SPD uzgodniły, że podatek od energii elektrycznej dla wszystkich odbiorców zostanie jak najszybciej obniżony do unijnego poziomu minimalnego. Dotąd rząd zdecydował jedynie o jego obniżeniu dla przemysłu oraz rolnictwa i leśnictwa. W czwartek, po przedstawieniu prognoz podatkowych, minister finansów Lars Klingbeil (SPD) stwierdził – mimo przewidywanych wyższych wpływów do budżetu – że nie ma przestrzeni finansowej na takie rozwiązanie.
Rzecznik rządu przekazał w piątek, że rząd podtrzymuje cel obniżenia podatku od energii elektrycznej, zaznaczając jednocześnie, iż jest to uzależnione od finansów. Zapewnił też, że rozmowy w tej sprawie między Merzem a Klingbeilem trwają. Autorka: Monika Margraf






