Barcelona
Zamieszki w Barcelonie. Fot. zrzut ekranu / X.com / RTVE Notícies

Fala protestów młodzieży, które szybko przeradzają się w niebezpieczne zamieszki, wciąż trawi Europę. W sobotę wieczorem na ulicach Barcelony doszło do starć z policją, dewastowania infrastruktury miejskiej i plądrowania sklepów. Aresztowano ponad 100 osób, w tym również wielu nieletnich.

REKLAMA

Przypomnijmy, że fala protestów zaczęła się od Francji. To właśnie tam od kilku tygodni trwają wielotysięczne manifestacje uczniów i studentów. W międzyczasie doszło do gwałtownych protestów również w Belgii, we Włoszech, w Irlandii, Grecji, a także w wakacyjnym raju Polaków, gdzie apelowała nawet polska ambasada.

Bunt młodych podpala Europę, a zrywy, które przeradzają się w akty wandalizmu, to tak naprawdę głos sprzeciwu wobec braku dofinansowania do szkół i uczelni, braków kadrowych, przepełnionych klas, jakości nauczania czy cięć budżetowych, ale też obawy o wysokie koszty życia, mieszkań i niezależność finansową.

Protesty sparaliżowały centrum Barcelony w sobotę

Teraz do fali protestów dołączyła także Hiszpania, a punktem zapalnym okazała się Barcelona. Manifestacje rozpoczęły się w sobotę 24 października w godzinach wieczornych. Początkowo zgromadzenia były organizowane głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Jak wynika z informacji przekazanych przez agencję Reuters, protesty szybko wymknęły się spod kontroli i eskalowały do poziomu bezpośrednich starć z policją. W ścisłym centrum Barcelony demonstranci zaczęli wznosić i podpalać barykady, dochodziło również do aktów grabieży. Funkcjonariusze aresztowali około 100 osób, wśród których znalazło się aż 27 nieletnich.

Zatrzymania były następstwem działań agresywnych grup, które obrzucały policjantów różnymi przedmiotami, podpalały publiczne kontenery na śmieci i dewastowały okoliczne witryny sklepowe. Najwięcej zniszczeń odnotowano w rejonie Plaça de Catalunya, słynnego deptaka La Rambla oraz ulicy Ronda Universitat.

Władze regionu odpowiadają na protesty w Barcelonie. "To zasługuje na stanowcze potępienie"

Prezydent Katalonii Salvador Illa Roca odniósł się do sobotnich wydarzeń, kategorycznie potępiając akty wandalizmu. Zapowiedział też pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności.

"W Katalonii nie ma miejsca na przemoc. Nigdy. Chcę podziękować Mossos d'Esquadra [katalońskiej policji - red.] za ich pracę w ochronie obywateli i lokalnych biznesów. Protestowanie to prawo demokratyczne. Agresja, zastraszanie i sianie zniszczenia – nie. Żaden powód nie usprawiedliwia przemocy. Kto protestuje, korzysta ze swoich praw. Kto atakuje lub niszczy, narusza je. I to zasługuje na stanowcze potępienie. Zadbamy o to, by ci, którzy się tego dopuszczają, ponieśli za to konsekwencje" – napisał w serwisie X prezydent Katalonii.

Sama katalońska policja również na bieżąco aktualizowała informacje o sytuacji w mieście za pośrednictwem mediów społecznościowych, wydając komunikaty ostrzegawcze.

"Agresywne grupy osób z zakrytymi twarzami podpalają kontenery, dewastują infrastrukturę miejską i rzucają kamieniami w policję w rejonie placu Catalunya w Barcelonie i jego okolicach. Dla własnego bezpieczeństwa zalecamy nie zbliżać się do tego miejsca" – informowali funkcjonariusze w sobotę wieczorem na portalu X.

W Madrycie również protestują, ale tym razem chodzi o emerytury

Warto zaznaczyć, że w sobotę manifestacje odbyły się nie tylko w stolicy Katalonii. Tego samego dnia na ulice wyszli również mieszkańcy Madrytu, jednak ich zgromadzenie dotyczyło innych kwestii i miało zupełnie inny przebieg.

Jak relacjonuje serwis Euronews, w stolicy Hiszpanii odbyła się demonstracja na rzecz obrony publicznego systemu emerytalnego. Inicjatorem wydarzenia był ruch zrzeszający seniorów, a akcję wsparły związki zawodowe, w tym Powszechna Konfederacja Pracy (CGT).

Wśród głównych postulatów zgłaszanych przez uczestników znalazła się waloryzacja emerytur na poziomie odpowiadającym rzeczywistemu wskaźnikowi inflacji. Domagano się ponadto zrównania minimalnej emerytury z aktualną płacą minimalną oraz zlikwidowania luki w świadczeniach między kobietami a mężczyznami. Manifestanci wyrazili też stanowczy sprzeciw wobec planów prywatyzacji publicznego systemu opieki, apelując o zagwarantowanie wystarczających środków do życia zarówno obecnym emerytom, jak i przyszłym pokoleniom. W przeciwieństwie do zamieszek w Barcelonie demonstracja w Madrycie przebiegła pokojowo.