protesty w Albanii
Wakacyjny raj Polaków w ogniu ulicznych protestów. Polska ambasada ostrzega Fot. Screen/YouTube/Associated Press

Stolica Albanii płonie. Takich obrazów w Tiranie dawno nie widziano. Na ulice wyszły tysiące studentów, doszło do starć z policją, w ogniu stanęła nawet siedziba Ministerstwa Edukacji. Polska ambasada wydała komunikat z ostrzeżeniem. To już kolejny kraj w Europie, gdzie w październiku wybuchają protesty studentów i uczniów. Sytuacja coraz bardziej może dawać do myślenia.

REKLAMA

Przypomnijmy – wszystko zaczęło się od Francji. Tam wielotysięczne manifestacje uczniów i studentów trwają już czwarty tydzień. W międzyczasie doszło do gwałtownych protestów w Belgii, studenci zaprotestowali też we Włoszech, w Irlandii, Grecji.

To głos sprzeciwu wobec braku dofinansowania do szkół i uczelni, braków kadrowych, przepełnionych klas, jakości nauczania czy cięciom budżetowym, ale też obaw o wysokie koszty życia, mieszkań i swoją niezależność finansową.

Teraz do grona krajów, gdzie młodzi ludzie wychodzą na ulice, doszła Albania – nowy raj Polaków, który rośnie w oczach. Jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się pod względem turystycznym krajów w Europie i na świecie. Polska ambasada właśnie wydała komunikat z ostrzeżeniem.

"Ambasada RP w Tiranie prosi o zachowanie szczególnej ostrożności"

"Trwają protesty i starcia demonstrantów z policją. Odnotowano przypadki użycia gazu łzawiącego, armatek wodnych, podpaleń oraz zniszczeń mienia. Unikaj zgromadzeń publicznych i rejonów objętych protestami. Śledź komunikaty lokalnych władz i koniecznie zarejestruj swój pobyt w Odyseuszu" – czytamy.

W systemie Odyseusz pojawiło się zaś następujące ostrzeżenie: "W związku z potencjalnymi kolejnymi protestami w Tiranie – okolicy ulicy  Durresit i placu Skanderbega Ambasada RP w Tiranie prosi o zachowanie szczególnej ostrożności. Zalecamy unikanie zgromadzeń i rejonów objętych demonstracjami, monitorowanie lokalnych mediów i postępowanie zgodnie z instrukcjami lokalnych służb".

Co się dzieje w Albanii? Tak jak w innych krajach uczestnicy protestów domagają się poprawy warunków na uczelniach, niższych kosztów kształcenia, większego wsparcia finansowego i lepszych perspektyw pracy po studiach. Ale tu pojawiły się również żądania dymisji premiera Ediego Ramy.

Dalsza część artykułu poniżej.

Albańczycy protestują od 13 października. Gwałtowne manifestacje w Tiranie

Protesty rozpoczęły się 13 października od zgromadzenia przed Ministerstwem Edukacji w Tiranie. W kierunku samego budynku i policjantów poleciały kawałki płyt chodnikowych, cegły, jajka i inne przedmioty. Policja użyła armatek wodnych, gazu łzawiącego i pałek. Doszło do pierwszych zatrzymań.

Kolejnego dnia protest przybrał na sile. Do studentów, którzy bojkotowali zajęcia, dołączyli uczniowie szkół średnich. Znów w ruch poszły kamienie, cegły, koktajle Mołotowa. Młodzi ludzie atakowali budynki, niszczyli metalowe bariery, przewracali kosze. W budynku Ministerstwa Edukacji pojawił się ogień. Pożar, jak podała agencja Reuters, wybuchł też w oddziale Raiffeisen Banku.

Policja zatrzymała ponad 50 osób, rannych zostało kilkudziesięciu policjantów. "Nawet najwięksi wrogowie Albanii nigdy nie wyobrażaliby sobie ani nie życzyliby sobie takiej sceny, jaka rozgrywa się dziś w Tiranie" – napisała na FB Albana Kociu, wicepremier Albanii.

Protestujący domagają się ustąpienia premiera Ediego Ramy

W czwartek 15 października sytuacja wciąż była napięta. Jak zauważały media, protesty w Albanii rozpoczęły się od postulatów studenckich, ale ostatecznie przerodziły się w sprzeciw wobec rządu. W tle pojawiły się m.in. zarzuty dotyczące korupcji, a także ogromne niezadowolenie społeczne z powodu umowy sprzedaży części południowego wybrzeża pod budowę luksusowego kurortu, za którym stoi m.in. zięć prezydenta USA Donalda Trumpa, Jared Kushner.

O potężnych protestach przeciwko tej inwestycji, które przez wiele dni trwały w czerwcu, pisaliśmy już w naTemat.

Również teraz, jak podaje Reuters, uczestnicy protestów domagali się ustąpienia szefa rządu. Premier Edi Rama, w oświadczeniu przesłanym agencji, odrzucił ich wezwania do rezygnacji.