
Zaczęło się protestów uczniów, ale dziś protestuje już nie tylko Francja. Na ulice wychodzą studenci we Włoszech. W stolicy Belgii doszło do starć z policją. Doniesienia o niezadowoleniu uczniów i studentów docierają z Grecji i Irlandii. Co się dzieje? Rosja pewnie wszystkiemu się przygląda.
Patrząc z Warszawy, zaczyna to wyglądać jak fala, która dotyka kolejne kraje Europy. Młodzi ludzie czują, że nie mają warunków do nauki. Nie podoba im się brak dofinansowania szkół i uczelni, braki kadrowe, przepełnione klasy czy jakość nauczania. Boją się o swoją przyszłość, o wysokie koszty życia i mieszkań, swoją niezależność finansową. Protestują przeciwko cięciom w budżecie.
W każdym kraju co innego wybija się na pierwszy plan, ale przyczyny są podobne. "Bunt nastolatków, młodzieży, pokolenia Zet" – komentuje Internet. Jednak w sieci przewijają się też opinie o tym, że protesty mogą być podżegane przez dezinformację.
Protesty we Francji. Trwają już czwarty tydzień
Przypomnijmy. Wszystko zaczęło się od protestów uczniów we Francji. Pierwszy wybuchł 17 września 2026 roku w liceum Saint-Exupéry w Créteil, na przedmieściach Paryża, gdy do strajkujących nauczycieli przyłączyli się uczniowie i zablokowali wejście do szkoły. Powód? Braki kadrowe, nieobecność nauczycieli, przepełnione klasy, zły stan budynków, czy niedostateczne wyposażenie.
Nagrania z protestu błyskawicznie rozchodzą się w mediach społecznościowych. Dołączają kolejne szkoły. 1 października demonstracje obejmują już setki placówek w kolejnych miastach. Wybuchają ogólnokrajowe demonstracje z udziałem setek tysięcy uczniów, studentów, nauczycieli i rodziców. Dochodzi do starć i zamieszek. Komentatorzy przekonują, że Trump się myli, a prawdziwy powód, dla którego Francja się pali, to stan francuskiej szkoły.
Protesty trwają już czwarty tydzień. I rozlewają na kolejne kraje. Jak wygląda sytuacja w połowie października? Zobaczmy.
Protesty w Belgii. W Brukseli doszło do gwałtownych starć z policją
1 października buntownicze nastroje przeniosły się do francuskojęzycznej części w Belgii, gdy w Liège uczniowie szkół średnich wyszli na ulice, protestując przeciwko reformom edukacji i planowanym oszczędnościom rządu. Główna przyczyna? Sprzeciw przeciwko planowanym podwyżkom opłat za studia. A także obawy o gorszą jakość nauczania i warunków w szkołach oraz o ograniczenie zajęć dodatkowych i wycieczek szkolnych.
Demonstracje przybierają gwałtowny obrót, do akcji wkracza policja. W kolejnych dniach protesty obejmują już następne szkoły. W Liège dochodzi do aktów wandalizmu, płoną śmietniki i hulajnogi, wybijane są szyby. W pierwszym tygodniu października policja zatrzymuje ponad 200 osób. Agencja Reuters wprost pisze, że setki studentów w Belgii częściowo są zainspirowane niepokojami studenckimi w sąsiedniej Francji.
Do starć policji z młodymi ludźmi dochodzi też w Brukseli, gdzie 9 października odbywa się ogólny protest innych grup społecznych przeciwko planom rządu. Internet obiegają potem nagrania, jak stolica Belgii płonie.
A ekspert ds. komunikacji Reinout Van Zandycke – cytowany przez "The Brussels Times" – zwraca uwagę na podejrzane konta na TikToku, które nawoływały do kolejnych demonstracji we Francji i Belgii. Wpis na jednym z nich zdobył setki tysięcy polubień w kilka godzin.
Belgijski ekspert: Nie można wykluczyć wojny hybrydowej
Van Zandycke przypomniał, że media społecznościowe od dawna są wykorzystywane do mobilizacji młodych ludzi do protestów ulicznych – tak było np. podczas Arabskiej Wiosny w 2010 roku. "Zmieniają się tylko kanały. Teraz jest TikTok. 15 lat temu to był Facebook" – powiedział.
Dodał też, że obce mocarstwa czasami wykorzystywały takie platformy do destabilizacji państw, co oznacza, że zapewne "nie można wykluczyć wojny hybrydowej". Wspomniał o takich działaniach ze strony USA w przypadku Kuby w 2014 roku. I o Rosji, która "wcześniej stała za antyzachodnimi kampaniami w mediach społecznościowych".
A wielu młodych ludzi jest podatnych na tego rodzaju propagandę. "Niektórzy czują się sfrustrowani i niesprawiedliwie traktowani, co czyni ich bardziej otwartymi na takie wiadomości. Inni po prostu je ignorują" – powiedział.
Jak może być tym razem, można snuć domysły. Problemy dotyczące edukacji są faktem. Sami w Polsce doskonale wiemy, jakie są braki i potrzeby, i jakie rodzi to frustracje uczniów, studentów, rodziców i nauczycieli.
Portal EUnews – powołując się na NewsGuard – celuje jednak w działania rosyjskiej operacji dezinformacyjnej "Matrioszka". To ta sama sieć, przez którą rosyjskie boty bombardowały kampanię na Węgrzech – od kłamstw aż się uginało.
Jak czytamy, w ciągu dwóch dni miała ona rozpowszechnić 20 fałszywych materiałów dotyczących protestów. "NewsGuard" zidentyfikowało cztery przykłady fałszywych wiadomości, które wykorzystują filmy wyjęte z kontekstu, aby wyolbrzymić skalę i przemoc. Trzy filmy, jak wyjaśnia organizacja, nie mają nic wspólnego z trwającymi protestami" – przekazano.
Tymczasem akcji protestacyjnych młodych ludzi jest więcej.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Protesty we Włoszech. "Zróbmy tak, jak we Francji"
We Włoszech protesty związane ze szkołą zaczęły się 26 września. Tego dnia w kilku miastach uczniowie wyszli na ulice, sprzeciwiając się dekretowi ministra edukacji Giuseppe Valditary, który włoski rząd przyjął 24 września – chodziło m.in. o ograniczenie liczby niektórych uczniów cudzoziemskich w jednej klasie. Ale nie tylko.
Wśród postulatów, które wybrzmiewają w kolejnych dniach są remonty szkół, poprawa warunków nauki i większe nakładów na edukację niż na zbrojenia. Włoskie media cytują uczniów, którzy skarżą się na niesprawne grzejniki, czy uszkodzone drzwi i sufity.
Roznosi się też hasło: "Zróbmy tak, jak we Francji". Na pierwszy ogień idzie Turyn, gdzie 5 października uczniowie zajmują liceum Regina Margherita i instytut techniczny Carlo Ignazio Giulio – ustawiając krzesła jako barykady przy wejściach. Potem dochodzą szkoły w Rzymie, czy Neapolu.
Teraz, jak donosi PAP, włoscy studenci rozbili namioty przed siedzibą parlamentu w Rzymie i gmachami największych uczelni w kraju. To protest przeciwko wysokim kosztom życia i mieszkań oraz brakowi dostępu miejsc w akademikach. Problem zna też Polska – gdy ceny najmu poszybowały, studenci rzucili się na akademiki.
"Droga Italio, ile ty nas kosztujesz?" – to hasło rozbrzmiewa we Włoszech.
Grecja, Irlandia, Austria – tu też słychać o niezadowoleniu studentów
Gdzie jeszcze protestują studenci? Jak wynika z medialnych doniesień, 13 października mają się zebrać w Atenach – przed greckim Ministerstwem Finansów. Powód? Protest przeciwko wysokim czynszom, rosnącym kosztom utrzymania podczas studiów i trudnościom ze znalezieniem taniego zakwaterowania.
Tego samego dnia planowana miała być akcja w Wiedniu – przeciwko planom ograniczenia finansowania uniwersytetów, w tle również są obawy o pogarszające warunki kształcenia.
Z kolei 1 października protest studentów odbył się też w Dublinie – przeciwko opłatom za studia, kosztom utrzymania i problemom mieszkaniowym. A 12 października w Berlinie – uczniowie Französisches Gymnasium zablokowali wejścia do szkoły w geście solidarności z protestującymi we Francji.
Młodzi w Europie protestują. Rosja pewnie bacznie się przygląda
Na Kremlu pewnie bacznie to wszystko obserwują. Zawsze płyną stamtąd komentarze na temat różnych akcji protestacyjnych w Europie, USA czy na Bliskim Wschodzie. Często padała opinia, że "prawdopodobnie podsycane były przez siły zewnętrzne" – tak było w przypadku Gruzji, Serbii, czy Iranu.
Teraz demonstracje we Francji skomentował już i Dmitrij Pieskow, rzecznik Władimira Putina, i Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, a także Walentyna Matwijenko, przewodnicząca Rady Federacji Rosji, która postawiła diagnozę, że głos protestujących Europejczyków "nie jest brany pod uwagę, obecni politycy ich nie słuchają".
Z Moskwy popłynęły też porównania. "UE nie reaguje na samowolę policji we Francji. Proszę sobie tylko wyobrazić, jaka byłaby reakcja, gdyby coś podobnego wydarzyło się w Rosji" – uderzył w EU Michaił Uljanow, stały przedstawiciel Rosji przy organizacjach międzynarodowych w Wiedniu.
Pieskow powiedział zaś, że protesty francuskiej młodzieży to wewnętrzna sprawa Francji. Ale też nie obyło się bez porównania. Jak stwierdził – cytujemy za "Wiedmosti" – "w Rosji rząd i prezydent rząd robią wszystko, co w ich mocy, aby dalej ulepszać system edukacji, otwierać nowe placówki edukacyjne, nowe szkoły, nowe ośrodki edukacyjne". A uczniowie, którzy "palą swoje szkoły, kosze na śmieci, samochody, atakują policjantów, są złymi uczniami".




