Polska, piloci, F-16
W Polsce brakuje pilotów na F-16. Fot. shutterstock

W Polsce brakuje wyszkolonych pilotów na F-16. Według najnowszych medialnych ustaleń jest ich na ten moment około czterdziestu, a powinno być przynajmniej siedemdziesięciu. I to problem, który ot tak nie da się rozwiązać. Kluczowy jest tutaj czas.

REKLAMA

Jeszcze niedawno głośno było o tym, że Polska przyjmuje kolejne samoloty F-35 (w maju pierwsze F-35 wylądowały w Łasku), ale podstawową maszyną bojową wciąż jest F-16. A tych, jak dowiedziała się "Rzeczpospolita", mamy w służbie 47 (to stan już po ubiegłorocznej katastrofie – co oznacza dla naszej armii utrata kosztownego F-16, wyjaśnialiśmy w naTemat). W tej sytuacji wyszkolonych do obsługi takich maszyn powinno być przynajmniej 70 osób (1,5 pilota na samolot – tak twierdzą niektórzy eksperci).

Brakuje pilotów w polskiej armii

A tymczasem w Polsce jest około 40 wykwalifikowanych pilotów F-16 – wyliczono. "Rz" zestawiła to z danymi z 2018 roku, gdy w Wojsku Polskim było właśnie siedemdziesięciu takich pilotów i obsadzenie etatów wynosiło ok. 90 proc. Za taki stan rzeczy odpowiada kilka czynników, na które wskazują osoby z tego środowiska.

Po pierwsze szkolenia: przygotowanie takiego pilota do obsługi F-16 obejmuje najpierw naukę w Polsce, a następnie specjalistyczne szkolenie m.in. w Stanach Zjednoczonych. A u nas rocznie szkolonych jest zaledwie kilku pilotów samolotów odrzutowych. Jeden z rozmówców gazety zaznacza, że obecnie znacznie więcej młodych adeptów lotnictwa rezygnuje w trakcie szkolenia, jeszcze przed jego ukończeniem. A inny dodaje, że przeszkodą są także zbyt wygórowane wymagania medyczne dla polskich kandydatów na pilotów.

Do tego dochodzą koszty i czas. – Wyszkolenie jednego pilota, któremu z pełnym zaufaniem możemy powierzyć stery F-16, trwa dwa lata. Koszt takiego szkolenia zamyka się w astronomicznej kwocie ok. 5,18 mln dol., czyli ponad 21 mln zł – mówił w rozmowie z PAP dyrektor Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej (WIML) płk dr hab. Grzegorz Kade.

Problemy pojawiają się na etapie szkolenia

Dziennik zwraca uwagę też na szerszy problem. Choć Polska dynamicznie modernizuje lotnictwo i wprowadza do służby myśliwce F-35 (od wiosny F-35 już śmigają po polskim niebie), to F-16 wciąż stanowią fundament potencjału bojowego Sił Powietrznych. Gdy we wrześniu ogłoszono alarm nad polskim niebem, wojsko poderwało myśliwce po rosyjskich uderzeniach. A te wszystkie maszyny wymagają odpowiedniego zaplecza kadrowego.

Co więcej, brak odpowiednio rozwiniętego szkolnictwa wojskowego może wkrótce być odczuwalny także w innych obszarach. Od 2028 roku do Polski mają trafiać śmigłowce szturmowe AH-64E Apache (łącznie 96 maszyn; w marcu, po tym, jak offset 96 Apache podpisano w Łodzi, Tusk ogłosił przełomową inwestycję), z których każda wymaga załogi złożonej z dwóch pilotów. Jak wyliczono, do 2032 roku sama obsada tych helikopterów to około 200 lotników. Aby utrzymać współczynnik gotowości bojowej na poziomie 1,5, potrzeba ich niemal 300 (podczas gdy ambicje armii sięgają ponad 400 pilotów).

"I choć na zakup AH-64E Apache wydamy ok. 40 mld zł, to może się okazać, że bez wydania kilkuset dodatkowych milionów zł i wprowadzenia odpowiedniego systemu szkolenia nie będziemy mogli w pełni korzystać z tego sprzętu" – wskazała "Rz".