Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki o słowach Kaczyńskiego ws. UE. Fot. shutterstock

Mateusz Morawiecki też nie przeszedł obojętnie wobec słów Jarosława Kaczyńskiego o wyjściu Polski z Unii Europejskiej. Były premier postawił sprawę jasno, że ci, którzy też są za tym, nie będą mieli miejsca w jego klubie Rozwój Plus. To był dopiero początek ostrych deklaracji.

REKLAMA

– Widzę, że w PiS zachodzą zjawiska coraz dalej posuniętej "suwpolizacji", czyli przejęcia tej partii przez Suwerenną Polskę – komentował w piątek w Radiu ZET były premier i szef klubu Rozwój Plus, Mateusz Morawiecki.

Morawiecki przybiera inny front ws. UE. Przejechał się po wypowiedzi Kaczyńskiego

Polityk zadeklarował jednoznacznie, że na listach jego formacji nie znajdą się osoby opowiadające się za wyjściem Polski z UE. – Podjąłem decyzję, że z naszych list nie będą startowali ludzie, którzy są za wyjściem Polski z Unii Europejskiej – podkreślił i dodał, że polska prawica musi mieć silną reprezentację, która potrafi skutecznie i twardo negocjować w UE, a nie "obrażać się na ludzi, na państwa, odwracać się tyłem, ściągać buta Chruszczowa i walić w pulpit".

W ocenie Morawieckiego Polexit to "kapitulacja, to osłabienie Polski". Były premier powołał się na doświadczenia swoich bliskich i znajomych z Wielkiej Brytanii, wskazując, że warto przeanalizować skutki Brexitu. – Mam bardzo wielu znajomych, przyjaciół, nawet rodzinę w Wielkiej Brytanii i wiem, co się stało po Brexicie. Powinniśmy przypatrzeć się, jak zmienia się sytuacja w państwie, które wychodzi z UE, a jest dużo silniejsze od nas. Dlatego uważam, że nawet rozmowa o Polexicie jest w tym momencie dawaniem paliwa Braunowi, dawaniem paliwa sfanatyzowanej części prawicy, a to jest z kolei woda na młyn Donalda Tuska – ocenił.

Na koniec pytany o relacje z ugrupowaniem, do którego jeszcze niedawno należał, zaznaczył, iż "nie dopuszcza scenariusza" zakładającego wspólny start Rozwoju Plus i Prawa i Sprawiedliwości z jednej listy. – Jesteśmy już dziś odrębną formacją polityczną – skwitował.

Afera po słowach Kaczyńskiego

Przypomnijmy, że wszystko zaczęło się od tego, jak w środę 28 października na Krynica Forum 2026, prezes PiS Jarosław Kaczyński przekonywał o konieczności reform w Unii Europejskiej. Wśród metod ich realizacji wymienił presję na opinię publiczną oraz wprowadzenie nowego traktatu z odroczonym terminem obowiązywania.

Stwierdził, że jeśli te wszystkie metody nie pomogą, to "są w końcowych przepisach Traktatu o Unii Europejskiej, a później także i w tych o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, przepisy mówiące o tym, na jakich zasadach państwo może wyjść z Unii Europejskiej".

– Twarda metoda, ryzykowna, ale jest naprawdę tak źle, tak bardzo źle, że warto zastosować i taką metodę, jeśli by te inne nie dały rezultatu. Oczywiście to wymaga determinacji, to wymaga uzgodnienia stanowisk. Te stanowiska w różnych sprawach wśród tych państw, o których mówiłem, są niekiedy od siebie, szczególnie chodzi o politykę wschodnią, odległe, ale są – mówił prezes PiS.

Jego słowa szybko się rozniosły. Reagowali na nie członkowie obozu rządzącego, którzy wskazywali na dążenie PiS do Polexitu i przekonywali, że Kaczyński zaczął kombinować z wyjściem z UE. Ostatecznie prezes PiS chyba zorientował się, że powiedział za dużo, i po słowach Tuska cofnął się rakiem. "Unia Europejska jest potrzebna, ale wymaga gruntownej reformy" – przekonywał później na platformie X.