Jarosław Kaczyński
Powiedział za dużo, po słowach Tuska cofa się rakiem. Kaczyński odkręca Polexit Fot. x.com / ForumKrynica

Jarosław Kaczyński lubi rzucać dygresjami, których z nikim nie konsultował. Gdy zaczął snuć wizje o Polexicie, politycy KO nie wierzyli własnemu szczęściu. Po ripoście Tuska prezes PiS próbuje wyplątać się ze swoich własnych deklaracji.

REKLAMA

W polskiej polityce istnieją rytuały niezmienne od dwóch dekad. Jeden z nich wygląda tak: Jarosław Kaczyński wchodzi na mównicę, odpływa w wielowątkowy, nieskrępowany żadną dyscypliną intelektualną strumień świadomości, rzuca skrajnie radykalną myśl, a gdy wybucha skandal – jego sztabowcy chwytają się za głowy, po czym sam prezes siada do klawiatury i krzyczy, że to manipulacja, wyrwanie z kontekstu, a tak w ogóle to "Tusk jak zwykle kłamie".

"Twarda metoda" Kaczyńskiego i kontratak Tuska

Po tym, jak podczas Krynica Forum 2026 lider PiS publicznie perorował o "twardej i ryzykownej metodzie" w postaci rozpoczęcia rokowań o wyjściu Polski z Unii Europejskiej, do gry wszedł Donald Tusk. Premier zrobił to, co w takich sytuacjach lubi najbardziej: wbił rywala w narożnik. Na stół wróciło pytanie o polexit – czy i jak rząd PiS mógłby wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej – i nagle przestało ono brzmieć jak political fiction.

"Jarosław Kaczyński ogłosił właśnie, że Polska powinna zacząć rokowania o warunkach wyjścia z Unii Europejskiej. O taką między innymi stawkę toczy się dziś w Polsce walka. Twarda walka. Nie zamierzam jej przegrać, nawet jeśli nie wszyscy zagrają ze mną" – napisał Tusk.

Tusk nie tylko przypiął Kaczyńskiemu łatkę grabarza polskiej obecności na Zachodzie, ale jednym zdaniem – "nawet jeśli nie wszyscy zagrają ze mną" – zdyscyplinował własnych koalicjantów z PSL i Polski 2050. Przekaz jest prosty: zapomnijcie o sporach o składkę zdrowotną, kredyty czy aborcję; tu waży się to, czy zostajemy w Europie, czy Kaczyński z Konfederacją wypchną nas do strefy wpływów Moskwy. Tyle że sojusz na prawicy wcale nie jest oczywisty, bo taśmy Konfederacji zdradzają taktykę Mentzena: niech sobie PiS powoli gnije. Prezes, który traci radykalny elektorat, musi więc licytować się na antyunijne hasła.

"Dzień bez kłamstwa dniem straconym" – prezes PiS w panice gasi pożar

W obozie Kaczyńskiego zapanował chaos. Gdy Kaczyński zaczął kombinować z wyjściem z UE, riposta Sikorskiego pozbawiła złudzeń nawet tych, którzy wierzyli w zapewnienia PiS, że o polexicie mówią wyłącznie przeciwnicy partii. Usłużne prezesowi media natychmiast zaczęły pisać to samo: że prezes wcale tak nie powiedział, że mówił co innego, tylko wszyscy źli ludzie niepoprawnie to zrozumieli. Sam Kaczyński rzucił się do odkręcania.

"Tusk jak zwykle kłamie. Najwyraźniej wychodzi z założenia, że dzień bez kłamstwa jest dniem straconym… Unia Europejska jest potrzebna, ale wymaga gruntownej reformy. Kryzys i zapaść w jej obecnym kształcie to efekt rządów Merkel i jednego z jej pomocników, Tuska. Nie ma co się dziwić, że Tusk broni układu, którego sam był beneficjentem jako szef Rady Europejskiej. My chcemy, aby z Unii korzystały nie elity, ale Polacy" – grzmiał lider PiS.

To nie pierwszy raz, gdy Kaczyński rzuca oskarżeniami wobec Tuska, by przykryć własną wpadkę. Ironia polega na tym, że Polacy z Unii już korzystają – także na wsi, gdzie PiS ma najmocniejsze zaplecze: polski rolnik to twardy eurorealista, a dopłaty i środki inwestycyjne zmieniły polską wieś.

Przypomnijmy: zaledwie kilkanaście godzin wcześniej Kaczyński ze sceny opowiadał o "twardej metodzie" opuszczania struktur na mocy traktatów, a teraz pisze, że "Unia Europejska jest potrzebna!". A cała awantura to oczywiście wina Tuska, posłusznego wykonawcy niemieckich poleceń, Angeli Merkel i brukselskich elit.