
W Koalicji Obywatelskiej radość z "prezentu". Bo Jarosław Kaczyński na Forum w Krynicy oznajmił, że Polska powinna rozważyć rokowania ws. wyjścia z Unii Europejskiej. Sam przyznał, że to metoda "twarda i ryzykowna", ale uznał, że "jest tak źle, że warto". W KO słychać, iż tak dobrego politycznego paliwa dawno za darmo nie dawali. Ekipa Tuska jednego tylko zdaje się nie dostrzegać.
Publicznie w obozie rządzącym oczywiście słychać zatroskanie. Gdy Jarosław Kaczyński zaczął kombinować z wyjściem z Unii Europejskiej, Radosław Sikorski natychmiast rozpisał na X, co to oznacza: granicę celną z Niemcami, kontrole paszportowe, koniec dopłat i KPO. Donald Tusk dorzucił, że o taką stawkę toczy się dziś walka i że nie zamierza jej przegrać, nawet jeśli nie wszyscy zagrają razem z nim. To zdanie było szpilą wobec Prawa i Sprawiedliwości, ale też dyscyplinującym sygnałem dla ludowców, Lewicy i tych, którzy stoją w zgliszczach po Polsce 2050.
Strach przed Polexitem to najtańsze paliwo wyborcze KO
Kuluary brzmią jednak inaczej niż oficjalne komunikaty. Na tzw. offie od posłów Koalicji Obywatelskiej można usłyszeć teksty typu "Kaczyński wygrał nam wybory".
I to oczywiście prawda, że prezes PiS dał rywalom jakiś tam prezent. Przez dekady na pytanie, czy Polska wyjdzie z Unii Europejskiej, na Nowogrodzkiej zarzekali się, że Polexit to wymysł radykałów. A teraz Jarosław Kaczyński sam dostarczył materiał na serię spotów konkurencji: korki na granicy, cła, wkurzeni brakiem dopłat rolnicy (polski rolnik to twardy eurorealista), utracone fundusze, a obok cytat z Krynicy.
Jarosław Kaczyński
prezes PiS na Forum w Krynicy
Ja mam jednak z tą KO-wską euforią spory problem. Strach przed Polexitem to dla ekipy Tuska oczywiście paliwo najtańsze i wypróbowane. Wizja wyprowadzenia Polski z UE jest tematem, który zawsze mobilizuje elektorat centrowo-liberalny, a przy okazji zwalnia rząd z odpowiedzi na pytania mniej wygodne: o mieszkania, ceny i inne niespełnione obietnice.
Skoro stawką jest bycie w Europie, kto by się czepiał szczegółów? To powinno działać nawet lepiej niż ostatnio grane hasło o "czasach przedwojennych", które bardziej zachęca do szybkiej emigracji w bezpieczne strony, niż okopania się wokół marszałka Donalda.
Zobacz także
Do kogo naprawdę mówił Kaczyński? Gra o wyborców Mentzena i Brauna
Ale polexitowy straszak działa tylko na tych, którzy opuszczenia Unii się boją. A Kaczyński w Krynicy nie mówił do nich. Prezes rzucił tym jokerem w stronę wyborcy, którego traci na rzecz Mentzena i Brauna, polityków mówiących o wyjściu z UE nawet dużo bardziej otwarcie i bez żadnych eufemizmów. Dla tego elektoratu Polexit nie jest wizją katastrofy, lecz spełnieniem marzeń.
Jakiś czas temu sondaże pokazywały, że już co czwarty Polak chce Polexitu. Nie mówimy więc o niszy, a ćwierci kraju nad Wisłą. Jeśli PiS zdoła zatrzymać radykałów wybierających się do obu Konfederacji, odzyska to, czego mu ostatnio brakowało: zmobilizowane własne jądro. Przy wyborach zapewne znów rozstrzyganych przede wszystkim frekwencją to będzie miało kluczowe znaczenie.
Prezes ma przy tym wyjście awaryjne. Gdy wiatr mocniej zawieje ze złej dla niego strony, wystarczy cofnąć się rakiem i "odkręcić Polexit", odpalając klasykę: "Tusk kłamie, Merkel, elity, manipulacja". Ci, którzy mieli usłyszeć, swoje usłyszeli. A umiarkowanemu elektoratowi można powiedzieć, że nikt nigdzie nie wychodzi. Ryzykowna, ale wyrachowana gra.
Zatem KO, która liczy, że przeciwnik właśnie sam się pogrzebał, tysięczny już raz popełnia klasyczny błąd. Przekonanie, że w październiku 2026 roku wygrane są już wybory parlamentarne 2027, to najkrótsza droga, żeby je przegrać.






