
"Rihanna wypięła się na fanów"; "Zakpiła z Polaków", "Żenada" – tak w internecie komentowany jest dzisiaj koncert Rihanny w Gdyni. RiRi spóźniła się godzinę i śpiewała z playbacku. Fani byli zawiedzeni i wściekli. Ale do takiego stanu rzeczy należy się przyzwyczaić – to kolejny raz, kiedy gwiazda mainstreamu pokazuje, gdzie ma swoich wielbicieli. Polaków pocieszę: w Birmingham spóźniła się dwie godziny i wedle relacji niektórych mediów była pod wpływem narkotyków.
REKLAMA
Od niedzieli trwa wielkie oburzenie na Rihannę. Internet obiega tekst Łukasza Stafieja z portalu trojmiasto.pl, w którym dziennikarz opisuje, jak piosenkarka zakpiła z polskich fanów. Dwa główne zarzuty pod adresem gwiazdy: spóźniła się godzinę na koncert, kiedy fani marzli na zewnątrz, a do tego większość utworów zaśpiewała z playbacku. Przez co wykonania były "płaskie" i bez charakterystycznej dla Rihanny mocy.
O playbacku dywagować można sporo, widziałem nawet opinie, że bez niego się już dzisiaj nie da. Bo przecież trudno oczekiwać od gwiazdy śpiewania live, kiedy ma kilkanaście trudnych wokalnie utworów i do tego jeszcze musi tańczyć. Może coś w tym jest, chociaż kiedyś artyści dawali radę. Ale bezpowrotnie minęły czasy, kiedy to liczba sprzedanych płyt i frekwencja na koncertach warunkowały przetrwanie artysty – dzisiaj wszystkim rządzi internet i teledyski.
Gwiazda nie musi się męczyć, bo i po co – i tak ludzie kupią/obejrzą/ściągną. Jak będzie trzeba pomóc oglądalności, to się nakręci do piosenki teledysk, gdzie gwiazda robi coś kontrowersyjnego, albo pokazuje dużo ciała i miliony kliknięć gotowe. Po podbiciu świata przez "Gangnam Style" trudno mi już uwierzyć, żeby tzw. mainstreamowa publika naprawdę jeszcze oczekiwała jakiejkolwiek jakości od słuchanych wykonawców.
Smutne, ale prawdziwe i nie ma tutaj co płakać nad rozlanym mlekiem – to takie samo narzekanie, jak na tabloidyzację mediów, kiepskie filmy i tak dalej. Winny jest twórca, ale i odbiorca, tyle że wyłącznie odbiorca może zmusić twórcę do zmiany podejścia – nie dając mu zarobić. Co przy globalnej popularności osoby takiej jak Rihanna wydaje się niemożliwe, bo trudno oczekiwać, że nagle fani oddadzą bilety na wszystkie jej koncerty, nawet jeśli gwiazda gra za każdym razem z playbacku czy jej stan świadomości pozostawia wiele do życzenia.
Zupełnie czym innym jest jednak spóźnianie się na koncert. Polscy fani i tak powinni się cieszyć, że czekali na RiRi "tylko" godzinę. W Birmingham gwiazda przyszła dwie godziny później. Dodatkowo z relacji mediów wynika, że była pod wpływem narkotyków. Powód: imprezowała ze znajomymi do 3 rano. Czy można to nazwać inaczej niż chamstwem? Moim zdaniem nie. W końcu ludzie idą na koncert, a nie na spotkanie z Bogiem – mają swoje życie, plany, nie wszystko kręci się wokół tego jednego występu gwiazdy. Gwiazda z kolei, przekonana o swojej wszechpopularności i boskości, może myśleć inaczej – i uważać się za centrum wszechświata.
Tak, jest to brak szacunku dla fanów. Ale dopóki fani będą to tolerować, dopóty ich idole będą się spóźniać i śpiewać będąc pod wpływem lub z playbacku. Najwyraźniej polskim fanom – z nielicznymi wyjątkami, bo głosów oburzenia jest zdecydowanie mniej niż zachwytu – brak szacunku nie przeszkadza. Liczy się tylko to, żeby być jak najbliższej bogini z YouTube'a, nawet słuchanie muzyki zeszło na dalszy plan.
