
Definitywnie kończę karierę. Ale nie, zaraz, może jednak wrócę. Albo dobra, jednak się żegnam - Andrzej Gołota już kilkakrotnie w ostatnich latach zmieniał zdanie co do swojej przyszłości. Teraz jak grom z jasnego nieba huknęła wiadomość, że po raz trzeci zmierzy się z Amerykaninem Riddickiem Bowe. Tym razem nie będzie to jednak boks, a wrestling.
Wiadomość została przekazana na X Dniach Marketingu Sportowego w Warszawie. - O godzinie 3.00 nad ranem zakończyliśmy negocjacje w tej sprawie. Oni zmierzą się po raz trzeci - powiedział Michael Brill z agencji SMG Europe. Tej samej, która współorganizowała pojedynek Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką.
To właśnie Adamek jest ostatnim na dość długiej liście niedawnych pogromców Gołoty. W 2009 roku panowie zmierzyli się w pojedynku, który był szumnie awizowany jako Polska Walka Stulecia. Gołota nie miał jednak nic do powiedzenia w walce z dużo szybszym i świetnym technicznie rodakiem, już po pierwszych sekundach było widać, że prędzej czy później padnie na deski. Wytrzymał do piątej rundy. Już wtedy, z racji nie do końca sprawnej ręki, niektórzy kibice nazywali go "jednorękim bandytą".
Bowe ostatnią walkę stoczył w 2008 roku. Pokonał na punkty Gene'a Pukalla choć przyznać trzeba, że cała walka wyglądała tak, jakby mierzono się o tytuł mistrza świata emerytów. Takie było tempo i dynamika uderzeń.
Teraz pewnie też media będą nakręcać atmosferę przed nadchodzącym starciem. Będzie się mówić, pisać o wielkim rewanżu za dwie walki sprzed lat, uznawane dzisiaj za jedne z najlepszych w historii zawodowego boksu. Przypomnijmy - Andrzej dwukrotnie kapitalnie walczył, prowadził u sędziów na punkty, ale za każdym razem go dyskwalifikowano. Bo uderzał poniżej pasa.
Obaj panowie długo dochodzili do siebie po tamtych walkach. Bowe przyjął na głowę tyle ciosów Polaka, że, jak twierdzą eksperci, już nigdy nie wrócił do dawnej dyspozycji. I z miesiąca na miesiąc stopniowo tracił na sportowej jakości.
Na razie wiadomo tylko tyle, że ich trzecie starcie odbędzie się w tym roku. Nie znamy jeszcze dokładnej daty i miejsca. Wiadomo tylko tyle, że będzie to nie boks, a wrestling. Czyli panowie będą udawać, że coś sobie robią. Podobnie jak będą udawać, że w profesjonalnym sporcie jeszcze cokolwiek znaczą.
Mam nieodparte wrażenie, że w tej chwili ktoś w stronę nas, kibiców, wyprowadza cios poniżej pasa.
