“Tłucze głowy Polaków jak porcelanowe dzbany i brukuje nimi drogi. Dzieci nadziewane są na sztachety, a kobiety rozpruwane sierpami od góry do dołu, by konały jak najdłużej. W ruch idą piły, kosy, widły. Płoną majątki i kościoły, do których wierni Bogu i Ojczyźnie przyszli na mszę, lub później, gdy chcieli się w nich schronić” – pisze w czwartek Wojciech Mucha z “Gazety Polskiej Codziennie” powołując się na relacje świadków zawarte w pracy „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945”.
Niektórzy pytają: jak to się stało, że sąsiad mógł pójść na sąsiada? Otóż rzeź wołyńska nie była jakimś spontanicznym buntem chłopów. W tym wypadku mówimy o zorganizowanej zbrodni. Od pierwszego do ostatniego napadu za antypolską czystką stali członkowie OUN-B i UPA, świadomie mobilizujący chłopów i mordujący siekierami po to, aby właśnie stworzyć wrażenie wybuchu chłopskiej żakerii. Chodziło o to, aby przerazić Polaków, ale też ukryć fakt, że jest prowadzona zorganizowana, nowoczesna czystka etniczna. CZYTAJ WIĘCEJ
Czystka etniczna, czy ludobójstwo?
Prof. Motyka w rozmowie z “Polityką” mówił o “czystce etnicznej” i tak też rzeź wołyńska została określona w uchwale przygotowanej przez sejmową komisję kultury. Do słowa “czystka” dodano jednak sformułowanie “o znamionach ludobójstwa”. Z taką treścią uchwały, popieraną przez PO i RP, nie zgadzają się jednak kluby SLD, PSL, PiS i SP, domagając się jednoznacznego nazwania zbrodni ludobójstwem. Spór toczy się też o to, czy 11 lipca powinien być dniem pamięci męczeństwa Kresowian.
Dlatego też trudno jest mi powiedzieć, kto w tym sporze ma rację. Z jednej strony kwalifikacja prawna czystki na Ukrainie, jaką przyjął pion śledczy IPN, to właśnie “ludobójstwo”, z drugiej – trudno “rządowej” wersji uchwały zarzucić, że ten fakt kompletnie ignoruje – słowo “ludobójstwo” pojawia się przecież w treści uchwały.