
Publiczne uczelnie w ramach oszczędności zamykają kierunki zaoczne. Tylko Uniwersytet Jagielloński w ostatnich dwóch latach nie uruchomił 17 z 92 takich kierunków. Z kolei młodzi ludzie coraz częściej wybierają studiowanie w trybie dziennym.
Minęła era przepełnionych sal wykładowych – donosi "Gazeta Wyborcza". Jeszcze w 2005 roku studiowało prawie 2 mln osób, ale z roku na rok liczba studentów maleje. W tym roku będzie ich 1,6 mln, w 2020 – 1,2 mln.
Okazuje się jednak, że mimo niżu demograficznego na studiach dziennych liczba słuchaczy rośnie. Dlaczego? Jak wskazuje w nieopublikowanym jeszcze raporcie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, kandydaci wolą studiować za darmo niż płacić za kierunki zaoczne czy wieczorowe.
Na takie oczekiwania odpowiadają też uniwersytety. Uniwersytet Jagielloński w ubiegłym roku nie uruchomił 11 spośród 92 kierunków zaocznych, a w tym roku zamyka kolejne sześć. Z kolei Uniwersytet Świętokrzyski w Kielcach zredukował ofertę studiów zaocznych o 40 proc.
Trwa też gorączkowe poszukiwanie nowych źródeł dochodów. Rozkwita kształcenie ustawiczne – uczelnie inwestują w studia podyplomowe i kursy oraz otwierają uniwersytety dziecięce czy młodzieżowe. Mile widziani są również studenci zza granicy.
"Gazeta Wyborcza"
Kilka dni temu zakończyła się rekrutacja na większość kierunków dziennych. Najbardziej oblegana okazała się kryminologia, nowy kierunek na Uniwersytecie Gdańskim. Jak co roku wysoko w rankingach popularności są też studia medyczne oraz związane z obcymi językami i kulturami.
Czytaj także:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
