
Kłopoty w biznesie, brak zainteresowania ze strony dziennikarzy – takie powody samobójstwa generała Sławomira Petelickiego podali śledczy. Wykluczyli zabójstwo, czyli wersję z "seryjnym samobójcą", która od początku forsowała prawica.
Decyzja o umorzeniu śledztwa w sprawie samobójstwa gen. Sławomira Petelickiego zapadła w czerwcu. Dziś, za sprawą "Rzeczpospolitą", poznajemy motywy, które skłoniły generała do targnięcia się na życie. Śledczy uznali, że chciał on "odejść honorowo", bo miał poważne kłopoty finansowe, a jego krytyka władz po katastrofie smoleńskiej sprawiła, że nie zapraszano go do mediów.
"Rzeczpospolita"
Bliscy generała zeznali, że ostatnie dni Petelickiego nie zapowiadały tragedii – miał zaplanowane spotkania. Inni twierdzą jednak, że generał był apatyczny, co wiązało się z brakiem "zającie równie ciekawego i dochodowego, jakie miał wcześniej" (chodzi o kontrakt w firmie doradczo-audytorskiej).
Jak mówi cytowany przez "Rz" gen. Gromosław Czempiński, doświadczenie Petelickiego można było lepiej wykorzystać. "Na całym świecie jest tak, że tych ludzi nie zostawia się po odejściu ze służby" – wskazuje.
"Rzeczpospolita"
Śledczy sporo czasu spędzili na weryfikowaniu spiskowych teorii, jakie pojawiły się tuż po śmierci gen. Petelickiego. Prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił na przykład, że generał znajdował się na "krótkiej liście osób, które bardzo dużo mówią, w związku z czym są zagrożone". Sprawa samobójstwa stała się dla prawicy pretekstem do przypuszczeń, że krytykom rządu Tuska grozi śmierć.
Czytaj także:
Źródło: "Rzeczpospolita"
