
Platforma Obywatelska drży przed internetowymi zagrożeniami, dlatego skróciła elektroniczne głosowanie na szefa partii do sześciu dni. Nie brakuje też wątpliwości, czy wybory w internecie zapewnią tajność głosowania. Właśnie dlatego z rywalizacji o przywództwo miał się wycofać Grzegorz Schetyna.
Członkowie PO będą mogli głosować na nowego przewodniczącego partii na dwa sposoby: listownie bądź elektronicznie. Partia wraz z firmą TNS Polska stworzyła specjalny system głosowania, który ma maksymalnie utrudniać ewentualne ataki hakerów i przeciwdziałać fałszerstwu. To jednak nie uspokaja platformerskich konserwatystów, którzy poddają w wątpliwość pomysł internetowych wyborów.
"Rzeczpospolita"
Powodów do obaw dostarcza też ostatnie doświadczenie z prawyborów prezydenckich wewnątrz PO, które odbyły się w 2010 roku. Wtedy członkowie partii głosowali na kandydata podając swój numer PESEL, co teoretycznie mogło zagrażać tajności wyborów. Teraz, ze względów bezpieczeństwa, materiały wyborcze wydrukowane zostały w czterech drukarniach, a eksperci z TNS przetestowali wcześniej system internetowy.
Listowne głosowanie już ruszyło, a zakończy się o północy 19 sierpnia. Z kolei internetowe uruchomione zostanie 1 sierpnia i potrwa sześć dni. Do walki o fotel szefa Platformy stanęli Donald Tusk i Jarosław Gowin. Ten drugi wezwał urzędującego prezesa PO do debaty. "Badania pokazują, że takiej debaty chce dwie trzecie Polaków. Trzeba im okazać szacunek. Trzeba im przywrócić nadzieję. Ja jestem gotów" – napisał w liście otwartym.
Czytaj także:
Źródło: "Rzeczpospolita"
