
Szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz w maju odgrażał się, że podległe mu służby wkrótce dopadną sprawców rasistowskich ataków, które szczególnie nasiliły się w Białymstoku. Po kilku miesiącach jedyny czyn udowodniony przez policję członkom bojówek skrajnej prawicy to tymczasem... kradzież serka homogenizowanego.
Wiele środowisk zajmujących się ochroną swobód obywatelskich i prawami człowieka wskazuje, że Polska coraz mocniej brunatnieje. Trudno temu zaprzeczyć choćby przyglądając się licznym ostatnimi czasy przypadkom ataków skrajnie prawicowych bojówek na debaty uniwersyteckie. Kiedy podobne akcje się nasiliły, a neonaziści zaczęli atakować mieszkania imigrantów, rząd zapowiedział z nimi ostrą walkę - Idziemy po was! - grzmiał kilka miesięcy temu nowy minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Na celowniku podległych mu służb miał znaleźć się szczególnie Białystok, gdzie incydentów z udziałem skrajnych bojówek było najwięcej.
Po kilku miesiącach skuteczność ministra Sienkiewicza w walce z neonazistami postanowili sprawdzić dziennikarze stacji RMF FM. Choć w Białymstoku bywają ostatnio nawet najwyżsi dowódcy Centralnego Biura Śledczego, a miejscowi funkcjonariusze mają walkę z przejawami rasizmu postawioną z najważniejszy cel, ich praca na razie nie przynosi żadnych wymiernych skutków.
Choć służby podobno dobrze wiedzą kim są ludzie stojący za ostatnimi atakami na mieszkania przybyszów z Indii i Czeczenii, nie udało im się zebrać żadnych obciążających ich dowodów. Dowodem na bezsilność ministra Bartłomieja Sienkiewicza, który zapowiadał tak twardą walkę z rasizmem, niech będzie fakt, iż Romanowi Osicy i Maciejowi Nyczowi z RMF FM udało się ustalić, że jedynym czynem, który jaki białostoccy policjanci udowodnili podejrzanej grupie neonazistów była... kradzież serka homogenizowanego w jednym z supermarketów.
Tymczasem mieszkańcy Białegostoku wciąż nie mogą doczekać się ukarania sprawców serii podpaleń, których tłem była nienawiść na tle rasistowskim. A sam minister Sienkiewicz przyznał w jednym z wywiadów, że tego typu zjawiska się w naszym kraju nasilają. - Co oni mają wytatuowane i czy krzyczą na uniwersytecie, czy pod blokiem dają w mordę - to w gruncie rzeczy bez znaczenia. Państwo nie może na to pozwolić. Przemoc dewastuje stosunki społeczne - mówił. Dziś okazuje się, że państwo jest wobec nich jednak bezsilne.
Czytaj także:
Źródło: rmf24.pl
