
Zaostrza się rywalizacja między prawicowymi tygodnikami "wSieci" i "Do Rzeczy". Dziennikarze, którzy jeszcze niedawno pracowali w jednym piśmie, dziś wytaczają przeciwko sobie ciężkie armaty. Portal braci Karnowskich właśnie oskarżył środowisko "Do Rzeczy" o prowadzenie walki z pamięcią narodową, i to ręka w rękę z "Gazetą Wyborczą".
Spustoszenie jakie w niektórych umysłach czyni świat cywilizacji konsumpcji, postawienie zysku ze sprzedaży ponad inne wartości, w zeszłym roku spowodowało otoczenie rocznicy niemieckiej barbarzyńskiej agresji dywagacjami o tym iż... powinniśmy byli iść z Hitlerem. W tym roku ten sam młodzieniec, z poparciem potężnego wydawcy "Wprost" i "Do Rzeczy", wziął się za Powstanie Warszawskie. W tygodniku "Do Rzeczy" stoczył mężnie dyskusję o tym czy powstanie było czy nie było "obłędem", co zresztą z radosnym wyciem szczęścia przywitała niemiecka prasa.
Dziennikarze "Do Rzeczy", m.in. Wojciech Wybranowski, Cezary Gmyz i Piotr Gursztyn, mają pretensje do Karnowskich, że na ich portalu często publikowane są podobne "paszkwile", pod którymi nikt nie podpisuje się z imienia i nazwiska.
Inne wątpliwości redakcji tygodnika Lisickiego dotyczą kopiowania tematów i wzajemnego podbierania pomysłów.
Konflikt między środowiskami "Do Rzeczy" i "wSieci" trwa od początku, czyli od momentu, kiedy prawicowi dziennikarze podzielili się na dwa obozy. Mimo początkowych zapewnień, że nie mają zamiaru skakać sobie do gardeł, nie udaje się im pokojowo konkurować. Karnowscy ciągle mają pretensje do Lisickiego i spółki, że współpracują z wydawcą "Wprost" Michałem Lisickim. Z kolei druga strona odpowiada zarzutami o upolitycznienie "wSieci".

