"Niech się mnie boi" — Mateusz Dallali, nieustraszony łowca Adama Gesslera

Mateusz Dallali w tej szafie gromadzi dokumenty związane z Adamem Gesslerem
Mateusz Dallali w tej szafie gromadzi dokumenty związane z Adamem Gesslerem fot: Antoni Bohdanowicz/Natemat.pl
Od prawie dwóch lat, jak cień wisi nad Adamem Gesslerem urzędnik miasta stołecznego Warszawy Mateusz Dallali. Dosłownie każdy jego ruch jest śledzony i weryfikowany. Dallali wie gdzie Gessler jada, z kim się spotyka. Zna doskonale historię człowieka, który chce uchodzić za gentlemena i potomka łódzkich żydów.

Mateusz Dallali jest specjalistą w dziale kontroli wewnętrznej Warszawskiego Zakładu Gospodarowania. Od prawie dwóch lat za pomocą niekonwencjonalnych metod ściga znanego restauratora. Urzędnik ma tylko jeden cel - doprowadzić do tego, że Gessler spłaci wszystkie swoje długi.


Zacznę banalnie. Dlaczego ściga pan Gesslera?

Bo muszę dociec prawdy. Zebrałem przeszło 47 stron maszynopisu różnych krzywd, które ten pan wyrządził. Nie mam zamiaru mu odpuścić.

A jak to się stało, że pan się tą sprawą zajmuje?


Sam się zgłosiłem na ochotnika. Na początku chciałem go bronić. Wychodziłem z założenia, że to co mówi jest prawdą, że rzeczywiście jest pokrzywdzony przez miasto. Jednak rzeczywistość okazała się inna. Wyszło na to, że potrafi na ładne oczka zebrać olbrzymie pieniądze i to nie tylko od miasta ale od wszystkich. Muszę używać niekonwencjonalnych metod by go ścigać. W pierwszej fazie wykorzystałem nawet prywatnego detektywa. Sporo mnie to kosztowało, ale to nic w porównaniu z jego długami wobec Warszawy.


Ile jest winien miastu?

Wkrótce będzie to około 50 milionów złotych. Swojemu dawnemu wspólnikowi wisi 5 milionów złotych, innym od kilku tysięcy do kilkuset.

W jaki sposób?

Jednemu pracownikowi nie wypłacił pensji. Podobnie było z zakładem pracy chronionej WSI „Warszawska” w której działali inwalidzi, wykonali dla niego różne roboty. Szyli mu stroje, obrusy, robili drobne prace dekoracyjne. Jednak po tym jak wszystko dostał od nich to kontakt się urwał. Oficjalnie nie ma żadnych pieniędzy, żadnego majątku. Nie prowadzi żadnej działalności. Więc nie ma z czego ściągnąć.


Przecież Przekąski Zakąski należą do niego...

Oczywiście, ale nie w oficjalnych dokumentach. On stoi za tym projektem, jednak prawnie nie można go uszczypnąć. Formalnie to tam tylko doradza, a pieniądze to albo pod stołem dostaje, albo od syna Adama juniora, który mu pomaga.


Tyle, że wszędzie Gessler pojawia się w mediach, promuje Przekąski, a także „U Kucharzy” jako swoje lokale...

Dokładnie. Wszyscy mówią, że te restauracje należą do niego. On nie tylko nie zaprzecza, ale także sam przedstawia się jako ich właściciel. Z tego powodu jeszcze bardziej się na nim zawziąłem. Nie mam zamiaru mu odpuścić. Nie powinien pozostać bezkarny. Potrafię go uderzyć po kieszeni.

W jaki sposób?

Rok temu doprowadziłem do tego, że „Tygodnik Powszechny” wycofał się ze współpracy. Miał pisać dla nich felietony. Jednak po moim telefonie do redaktora naczelnego zerwali z nim umowę. Byli w szoku, kiedy dowiedzieli się ode mnie co to za człowiek. Dodam, że przez przypadek doprowadziłem do spłaty części zadłużenia jego brata i żony (Piotra i Magdy, którzy choć oficjalnie nie są razem formalnie wg. Dallaliego są małżeństwem i prowadzą razem interesy), ale Piotr to mniejszy dłużnik.

W jaki sposób?

Przypadkiem odkryłem, że Piotr z Magdą mieli ziemię gdzieś na Mazurach. Znalazłem taki wpis: Plac Słoneczny 5, Urząd Gminy Sorkwity. Kiedy odezwałem się do wójta to złapał się za głowę i opowiedział o swoich problemach z panem Piotrem o dziwo. Sprawa trafiła do sądu, grunty został zabezpieczony z wpisem ostrzegawczym do Księgi Wieczystej. Nic nie umknie mojej uwadze.

Podobno wszędzie uchodzi za Żyda. Jedni mówią „cwany żyd Gessler znowu kradnie”, on sam mówi, że pochodzi z rodziny żydowskich patrycjuszy z Łodzi


To nie jest prawda! Nawet jego ojciec Zbigniew był w szoku, kiedy usłyszał o tym, jak Adam mówi, że jest Żydem.

Jak pan to odkrył?

Wynikało to z rozmowy z jednym ze świadków. To od niego usłyszałem też o reakcji ojca na jego rzekome żydowskie pochodzenie. Ktoś coś powie w rozmowie, ja to potem weryfikuję. Nawet docieram do tych, którzy mieli z nim do czynienia w latach osiemdziesiątych.

Na przykład?

Rozmawiałem z dziennikarzem „Polityki” Adamem Grzeszakiem, który pisał na początku lat osiemdziesiątych o tym, jak Adam Gessler został tymczasowo aresztowany jako podejrzany o malwersacje finansowe. To była dziwna sprawa, bo po trzech miesiącach wypuszczono go na wolność. Potwierdził mi to tamten dziennikarz.

Dużo pan poświęca czasu Gesslerowi?

Mam też inne obowiązki, z których się wywiązuję. Jednak Gessler ze względu na to, że jest największym dłużnikiem tego miasta wymaga najwięcej uwagi. Nazywają mnie w pracy naczelnym Gesslerologiem. Co parę dni sprawdzam co piszą o nim w mediach, raz na tydzień uzupełniam o nim dane. Np. jego syn Mateusz udaje, że od dwóch lat nie ma z nim kontaktu tymczasem widzieli się niedawno w Londynie.


Śpi pan po nocach?

Tak, a dlaczego pan pyta.

Bo zalewa mnie tyloma informacjami z życia Gesslera, że spokojnie mógłbym napisać nie artykuł, ale książkę. Skąd pan bierze na to wszystko czas, by go śledzić?

Nie jestem typowym urzędnikiem, który pracuje od ósmej do szesnastej. Jeśli sytuacja tego wymaga, to będę pracował po godzinach. Wiele pokrzywdzonych przez Gesslera ludzi jest schorowanych, więc zamiast ich zapraszać do siebie sam do nich jeżdżę. Nie zawsze mogę to robić w godzinach pracy.

Chyba też jeździ pan po kraju w poszukiwaniu śladów majątku Gesslera?

Zdarza się. Ostatnio zlokalizowałem ich dom w Kikołach Małych nad Narwią. Jego żona często z niego korzysta. To duża posesja otoczona wielkim płotem i z kilkoma bullterrierami. Niby posiadłość do nich nie należy, ale miejscowi sami mi opowiedzieli, że tylko oni tam się kręcą. Dodam, że tu nikt ich nie lubi.


Pan żyje Gesslerem?

Przyznam, że pasjonuję się tą sprawą.

A rozmawiał pan z nim kiedyś?

Nigdy.

Dlaczego? Przecież skoro Pan go bada, to chyba by się przydało spojrzeć mu w oczy?

Nie czuję takiej potrzeby. To świetny aktor, który potrafi opowiedzieć każdą bajkę. Na pewno próbował by mnie zbić z tropu. A to mi nie jest potrzebne.

A był Pan w jego knajpach?

Raz. Robiłem zakupy kontrolowane, by zdobyć paragon. Jednak nie dam mu zarobić, tak jak i nie chcę by inni dawali mu zarabiać. Mówi, że jego lokale przynoszą olbrzymie zyski, spędza wakacje w Meksyku, ale jakoś nie spłaca swoich długów. Trzeba powiedzieć tej bezczelności dosyć!

Nie boi się Pan, że Gessler prędzej Pana namierzy i w jakiś sposób uciszy?

Ja się go nie boję. On się powinien bać. Mnie i wszystkich których skrzywdził. Nie ręczę za nich i nie wiem do czego mogliby się oni posunąć. Ja wiem, że on w tej chwili ten tekst czyta. Choć tego nie będzie chciał okazać, to się boi. Musi się bać.

Załóżmy, że Gessler przejmuje się tym wszystkim i zaczyna spłacać długi. Świat się panu zawali?

Nie. Powieszę wyrok na ścianie i dalej będę się zajmował swoimi sprawami. Gessler to najcięższy przypadek, ale nauczył mnie wiele. Dzięki niemu szybciej i skuteczniej ścigam innych dłużników. Szukam śladów nie tylko w dokumentach sądowych, ale i w różnych publikacjach. Dzięki temu jestem bardzo skuteczny. Jednak pora bym i jego ostatecznie złapał.

Tuż przed opublikowaniem wywiadu dzwoni do mnie Dallali. Właśnie minął się z Gesslerem. Spojrzeli sobie w oczy. Gdyby tylko Adam wiedział z kim miał kontakt wzrokowy...

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...