Krzesła dla kasjerek stoją pod [url=http://shutr.bz/1aoaxgz]kasą[/url] - dla niepoznaki
Krzesła dla kasjerek stoją pod [url=http://shutr.bz/1aoaxgz]kasą[/url] - dla niepoznaki Fot. Shutterstock.com/Aleph Studio

– Kiedy szef przyniósł nam krzesło, myślałyśmy, że nas podpuszcza, że to jakiś podstęp. Dziewczyny nie chciały siadać, bały się zwolnienia – opowiada Gosia, pracownica jednego z większych centrów handlowych w Warszawie. Ona, podobnie jak tysiące pracowników w Polsce, nie może w pracy usiąść ani na chwilę. Ale nie wynika to ze specyfiki jej fachu, a z "widzi mi się" nadgorliwego szefa. Czy istnieje prawo, które zmusi go do poprawy warunków pracy?

REKLAMA
Gosia* pracuje jako recepcjonistka w jednej z najbardziej prestiżowych siłowni. Ona i jej zmienniczki mają być wizytówką firmy. W pracy – wedle menedżerskich wskazówek – powinny być uśmiechnięte, szczęśliwe i po prostu fit. Aby podkreślić ich aktywny styl życia, szef postanowił, że przez cały ośmiogodzinny dyżur muszą stać. – W ostateczności, gdy potrzebowałyśmy odpocząć mogłyśmy poprosić o zmianę kogoś z biura – tłumaczy Gosia.
Wizyta inspekcji pracy i finansowa kara nieco otrzeźwiła menedżera. – Szef przyniósł na recepcję krzesło barowe. Zbyt wysokie, by pracować na nim przy komputerze, bez oparcia, niewygodne – relacjonuje Gosia.
Gosia
recepcjonistka

Któregoś dnia, kiedy wreszcie odważyłyśmy się usiąść, spytał, czy krzesło nam odpowiada. Odpowiedziałyśmy, że nie, że nie da się na nim siedzieć. Jego reakcja wprawiła nas w osłupienie: Oto chodzi kochane, o to chodzi.

Krzeseł nie było wcale
W podobnej sytuacji był Maciek, student pracujący przy stoisku z e-papierosami. Jest wysoki i postawny, więc sześciogodzinny dyżur na stojąco nie sprawia mu problemów. – Gorzej, gdy zmiana trwa dwanaście godzin. Wtedy nie jest za wesoło – mówi. – Przez kilka miesięcy prosiliśmy szefową, by przywiozła nam fotel. W końcu się udało, ale nie wiem skąd opieszałość? Przecież jest tu trochę miejsca – dodaje.
26-letnia Ewelina na szczęście ma to już za sobą. Ale w czasie, gdy pracowała jako kelnerka, o chwili odpoczynku mogła zapomnieć. – Krzeseł nie było wcale. Gdy w knajpie nie było klientów ani menedżera, odpoczywaliśmy siedząc na barze – wspomina.
"Zmęczona ekspedientka to chyba kiepska reklama?"
O problemie sporo mówi się także w internecie. Gorąco jest na stronach, gdzie dyskutują sami pracownicy. Wyszukiwarka odesłała mnie od jednego forum do drugiego.
Anonimowa Internautka

Pracowałam w centrum handlowym, po 11 godzin dziennie. Krzesełka, czy stołka nie było żadnego. Wielka krzywda by się nikomu nie stała, gdyby pracodawca zapewnił chociaż jeden stołek. Zmęczona ekspedientka przestępująca z nogi na nogę, to chyba nie jest najlepsza reklama sklepu. Do dzisiaj bojkotuję te miejsca, w których ekspedientki nie mają krzesełek.


– Ja pracę w centrum handlowym polecam – pisze prowokacyjnie kolejna internautka. – Jeśli nie masz skłonności do żylaków, nie wychodzą ci żyły, a stopy nie bolą po dwunastu godzinach stania, to możesz tam pracować – czytamy.
Niedawno głośno o podobnej sprawie było w Koszalinie. Jedna z klientek sklepu Kaufland napisała skargę do głównej siedziby firmy we Wrocławiu oraz do Państwowej Inspekcji Pracy. – Robiąc zakupy stwierdziłam, że pracownicy sklepu są poniżani. Problem polega na tym, że kasjerzy stoją przy taśmociągu z zakupionymi towarami przez cały dzień swojej zmiany. Na pytania, dlaczego nie siedzą jak w innych marketach otrzymałam odpowiedź, że to dla... zmylenia Inspekcji Pracy. Obok pod ladą stoją krzesła, których nie wolno im używać – czytamy na portalu regiopraca.pl.
Pracownicy się skarżą, ale tylko w sieci
Sprawdziliśmy, jak sprawa ma się we wszystkich większych centrach handlowych stolicy. Niemal połowa sklepów, tzw. „wysepek” nie posiada krzeseł. Są to stoiska z biżuterią, e-papierosami, zegarkami, słodyczami, czy bielizną. W większości z nich jest miejsce na dodatkowy mebel, ale krzesełek brak. Przy „wysepkach” najczęściej pracuje się pojedynczo, tym trudniej o przerwę.
Pracownicy narzekają, ale sami rzadko korzystają z pomocy. A tę mogą uzyskać na przykład w Państwowej Inspekcji Pracy. PIP – wedle uzyskanych przez nas informacji – niemal nie otrzymuje skarg pracowników na nieuczciwego pracodawcę... – Nawet jeśli pracownik jest zatrudniony na umowę-zlecenie, bądź umowę o dzieło, inspektor pracy może skontrolować warunki w jego miejscu zatrudnienia. Najpierw musimy jednak otrzymać zgłoszenie – mówi Maria Kacprzak-Rawa z PIP-u. Wtedy pracodawca może zostać ukarany. W jaki sposób? – Na przykład pouczeniem, bądź mandatem, a te zaczynają się od dwóch tysięcy złotych. Wszystko leży w gestii inspektora pracy, który osobiście skontroluje miejsce pracy – dodaje.

*Imiona wszystkich bohaterów zostały zmienione