
– Utrzymywanie tych obiektów jest po prostu próbą zakonserwowania naszej bojaźni, świadomości postsowieckiej, tego lęku, zakonserwowania na długi czas. Może na zawsze – powiedział o warszawskim pomniku "czterech śpiących" historyk Piotr Szubarczyk.
REKLAMA
Nadal nie wiadomo, jaki pomnik pojawi się przy Dworcu Wileńskim na warszawskiej Pradze. Na czas budowy metra usunięty musiał zostać Pomnik Braterstwa Broni, który stał w tym miejscu nieprzerwanie od 1945 roku.
Radni PiS zaproponowali niedawno, by w jego miejsce powstał obelisk rotmistrza Pileckiego. – Uważamy, że jest to miejsce idealne, gdyż [pomnik - red.] byłby symbolem zwycięstwa państwa podziemnego, żołnierzy wyklętych, polskich patriotów nad sowiecką zarazą i bolszewizmem – powiedział niedawno przewodniczący PiS w Warszawie Maciej Wąsik.
Część warszawiaków jest jednak temu przeciwna. Uważają, że pomnik na stałe wpisał się już w krajobraz warszawskiej Pragi.
– To jest infantylizm – uważa historyk i publicysta Piotr Szubarczyk, który udzielił wywiadu portalowi wPolityce.pl. – Pałac Stalina (niegdysiejsza nazwa Pałacu Kultury i Nauki - red.) też wrósł w okolicę. Stosunek do komunizmu u wielu ludzi jest uwarunkowany takim mechanizmem, jak u Pawłowa. Byli młodzi, byli zdrowi, z łatwością wstawali rano z łóżka i nic im nie dokuczało. Bo byli młodzi. Więc Polskę sowiecką zapamiętali dobrze – dodaje.
Szubarczyk jest zdania, że powinny zostać wyburzone wszystkie pomniki w stylu "czterech śpiących". – Na tych pomnikach, a jest ich wiele, są inskrypcje, że "wdzięczne jest społeczeństwo ziemi takiej, siakiej albo owakiej". A ja się pytam, czy naprawdę te monumenty fundowały społeczeństwa? Czy raczej odpowiednie dla miejsca organa, biura polityczne PZPR, wydziały propagandy? To nie są żadne dary społeczeństwa – uważa.
Źródło: wPolityce.pl
