Prokuratura postawiła Zbigniewowi Siemiątkowskiemu, byłemu szefowi Agencji Wywiadu, zarzuty w sprawie więzień CIA w Polsce .Temat ten jest gorąco komentowany jest w dzisiejszej prasie. Zdaniem "Rz" podważa to naszą wiarygodność jako sojusznika USA. Dziennik podkreśla zaś, że najważniejsze osoby w państwie nie muszą bać się Trybunału Stanu.

REKLAMA
– Proszę bardzo, niech mnie skażą za to, że jako szef wywiadu współpracowałem z wywiadem zaprzyjaźnionego kraju. A potem niech spróbują coś załatwić u Amerykanów – podkreślał już w styczniu Siemiątkowski.
Zdaniem Rzeczpospolitej, postawienie byłego szefa Agencji Wywiadu w stan oskarżenia, może skomplikować relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Cierpi nasza wiarygodność jako sprzymierzeńca USA, jako państwa włączonego w globalną walkę z terroryzmem. Ponadto po raz trzeci w historii III RP ujawniono nazwiska osób współpracujących ze służbami USA. Naruszenie tajemnic wywiadu może być równie groźne jak sądzenie polityków za ewentualne więzienia CIA w Polsce.
Gazeta podkreśla, że jesteśmy jednym krajem, który sądzi swoje władze w tej sprawie. Rumunia odrzuciła oskarżenia o więzienia CIA, a Litwa, choć przyznała się do nich, to jednocześnie umorzyła śledztwo.
"Rz" cytuje także Sławomira Petelickiego, który krytykuje działania prokuratury. - Kierowanie zainteresowania terrorystów na nasz kraj nie leży w naszym interesie – twierdzi były dowódca GROM.
O postawieniu zarzutów Siemiątkowskiego poinformowała jako pierwsza "Gazeta Wyborcza". Mają one dotyczyć przekroczenia uprawnień i naruszenie prawa międzynarodowego poprzez bezprawne pozbawienie wolności i stosowanie kar cielesnych. "Rzeczpospolita" twierdzi zaś, że ma on odpowiadać za "przestępstwo przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej".
Za udział w zorganizowaniu w Polsce ośrodka, w którym CIA miała przetrzymywać w podejrzanych o terroryzm, byłemu ministrowi spraw wewnętrznych grozi kara od 10 lat pozbawienia wolności, do kary dożywocia. Osoby powiązane z terroryzmem miały być przetrzymywane w latach 2002-2003 w bazie w Kiejkutach na Mazurach.
logo
Stare Kiejkuty - to tu miały znajdować się więzienia CIA fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Kłopoty mogą mieć także inni polscy politycy. Nieoficjalnie chodzi o nazwisko płk. Andrzeja Derlatki, który był zastępcą Siemiątkowskiego. Także o byłego premiera Leszka Millera, któremu może grozić postawienie przed Trybunałem Stanu. Wszystko zależy o tego, czy pozwolą na to materiały zebrane przez prokuraturę.
Tematowi ewentualnego istnienia tajnych więzień CIA w Polsce od początku towarzyszą prawie same spekulacje. Do tej pory żaden rząd ich nie potwierdził. Samo dochodzenie rozpoczęło się dopiero w 2008 roku. Prokuraturom w działaniu pomógł Sąd Najwyższy, który zwolnił z tajemnicy oficerów wywiadu
- Prawo do informacji nie jest prawem bezwzględnym. Względy bezpieczeństwa państwa są w tym przypadku ważniejsze - twierdzi Prokurator Generalny Andrzej Seremet w Kontrwywiadzie RMF. Podkreśla, że wszystkie informacje i materiały dotyczące tej sprawy są ściśle tajne i takie mogą pozostać nawet do końca śledztwa.
"Dziennik" twierdzi z kolei, że sprawa Siemiątkowskiego może się skończyć jedynie w sądzie, gdyż nie kierował on żadnym z ministerstw, gdy więzienia CIA miało funkcjonować w mazurskich Starych Kiejkutach. Gdyby jednak podobne zarzuty usłyszeli były prezydent Aleksander Kwaśniewski czy Leszek Miller, to mogliby odpowiadać przed Trybunałem Stanu za naruszenie konstytucji. Mowa o zakazach wypływających z niej: więzienia bez decyzji sądu, stosowania tortur i kar cielesnych (art. 40 i 41).
Zdaniem gazety to tylko prawnicza teoria, bowiem Trybunał jest instytucją martwą. - Kilkanaście razy do roku różne podmioty formułują niezwykle daleko idące zarzuty, ale nic z nich nie wynika. Od 1982 roku tylko pięć spraw było rozpatrywanych przez trybunał, a w dwóch zapadły wyroki – twierdzi profesor Marek Chmaj, konstytucjonalista z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej.
Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych mówił natomiast w Radiu Zet, że "nie widzi uzasadnienia dla interwencji pierwszego prezesa sądu najwyższego w tej sprawie". Jego zdaniem to, że do Kiejsut przewożono więźniów to jeszcze samo w sobie nic złego.