Piwko po treningu? Ekspert: to zguba współczesnych sportowców

Piłkarze Bayernu Monachium w czasie Oktoberfest. Zdaniem Jana Chmury w tej chwili zatruwają swe organizmy
Piłkarze Bayernu Monachium w czasie Oktoberfest. Zdaniem Jana Chmury w tej chwili zatruwają swe organizmy www.mirrorfootball.co.uk
Odpalam Google'a i wpisuję hasło "piwo po treningu". Wyskakują liczne dyskusje, fora, strony branżowe. Ludzie generalnie twierdzą, że jedno piwo po aktywności fizycznej pomaga. Że jest nawet wskazane. Ale z drugiej strony odwadnia i wyrabia charakterystyczny mięsień na brzuchu. NaTemat postanowiło sprawdzić jak jest naprawdę.



Dzwonię do profesora Jana Chmury, z wrocławskiego AWF. Pytam, czy sportowcom po wysiłku fizycznym poleciłby jedno piwo. Owszem, poleciłby, ale tylko pod jednym względem: - Załóżmy, że mamy piłkarza, który przegrywa ważny mecz. Albo sportowca, który pobiegł dużo poniżej swych oczekiwań. W tej sytuacji ja bym takiej osobie nawet podstawił pod nos puszkę czy butelkę piwa, bo ona zredukowałaby stres i odprężyła psychicznie takiego człowieka.

Kiedyś to była norma
Podobne plusy omawianego napoju widzi Artur Kujawiński, ultramaratończyk z Poznania. - Piwo? Często traktuję je jako nagrodę za włożony wysiłek. Na pewno ma duży plus psychologiczny, bo odpręża, rozluźnia i koi zmęczenie.

Tekst o właściwym spożywaniu piwa. Przy okazji Dnia Świętego Patryka

Stefan Białas kiedyś prowadził warszawską Legię, dziś jest ekspertem Canal Plus. Jego zdaniem stosunek do spożywania alkoholu po meczu albo treningu bardzo się w ostatnich latach zmienił. - Gdy jeszcze jako piłkarz trafiłem do ligi francuskiej na przełomie lat 70. i 80. normą było picie jednego piwa po meczu, robiła to cała drużyna. Ale to jest taka stara szkoła, teraz wiele się w tej kwestii zmieniło. Dziś najczęściej uważa się w klubach, że alkohol szkodzi, że jest trucizną - tłumaczy Białas w rozmowie z naTemat.

Franciszek Smuda u Rymanowskiego, o tym że jedno piwo to on rozumie:


Izotonik? To bzdura
W wielu źródłach internetowych spotkać można dziś tezę, że jedno piwo wskazane jest po treningu, bo wtedy napój ten działa jak izotonik. Zdaniem Chmury to nieporozumienie. - Jak izotonik? Naprawdę ktoś tak w internecie pisze? Zacznijmy od tego, że piłkarz, który "zasuwa" przez 90 minut, po meczu jest odwodniony. A przecież piwo działa moczopędnie i odwodniłoby go jeszcze bardziej. W dodatku alkohol zakwasza organizm. Tymczasem napój izotoniczny ma zupełnie inne funkcje, on właśnie organizm nawadnia i dostarcza mu potrzebnej w takich sytuacjach energii - mówi profesor.


Inni moi rozmówcy nie chcą jednoznacznie zabierać głosu w tej sprawie. Krzysztof Dołęgowski, czołowy polski biegacz i zarazem redaktor branżowego miesięcznika "Bieganie" mówi w rozmowie z nami: - Z tego co widzę wiele osób porusza ostatnio ten temat. Wynika to chyba z faktu, że każdy chciałby pić piwo a nie każdy jest pewien, czy mu to nie zaszkodzi. Ale są też zawodnicy, którzy otwarcie przyznają się do jego spożywania. Marcin Chabowski, czołowy maratończyk, wyznał w jakimś wywiadzie, że jest miłośnikiem piw regionalnych. Ja się jednoznacznie nie wypowiem w tej sprawie. Po prostu za mało o tym czytałem.

Colin2000
na forum strony bieganie.pl:

Z tego co sie orientuje Piwo posiada wiele witamin z grupy B a takze jest dobrym izotonikiem po intensywnym treningu - zawodach. Poniewaz podnosi cisnienie osmotyczne krwi



A Kujawiński dodaje: - Aby mówić o takich rzeczach jak funkcje izotoniku czy likwidowanie kwasu to musiałbym mieć konkretne badania. Z całą pewnością takie działanie mają aminokwasy w odżywkach. Ale piwo? Na to pytanie ci nie odpowiem.

Skoczkowie mogą się napić
Opłacalność spożywania alkoholu po wysiłku fizycznym zależy też od konkretnej dyscypliny sportu. W tych wytrzymałościowo-szybkościowych, opartych na mocnym i długim zaangażowaniu podanie sportowcowi piwa może mieć bardzo złe skutki. Przykład? Najlepszym jest bieg na 400 metrów, ewentualnie na 800. Inaczej ma się sprawa z dyscyplinami, gdzie wysiłek jest krótkotrwały, o charakterze zrywu. Tutaj piwo, pod warunkiem, że jedno, nie powinno zbytnio zaszkodzić. Dlatego skoczkowie w dal, wzwyż czy też skoczkowie narciarscy mogą spać spokojnie. I pić, byle spokojnie i w małych ilościach. Dla Piotra Żyły jest to z pewnością dobra wiadomość.

Piłkarze Bayernu Monachium już na stadionie potrafią świętować w piwem:


Recenzujemy biografię szwedzkiego piłkarza-skandalisty

Tyle tylko, że polscy sportowcy bardzo rzadko kończą na jednym piwie. A to, ile wypiją wieczorem czy w nocy może mieć fatalne skutki na treningu następnego dnia. Chmura objaśnia to na przykładzie następującej historii. Mamy piłkarza, zagrał dobry mecz, poszedł na balangę. Skończył o 3 nad ranem, po 4 puszkach piwa. Każda zawiera po 25g alkoholu etylowego, więc w sumie wchłonął go 100g. To trochę dużo. Alkohol neutralizuje wątroba, w tempie 10g na 1 godzinę, tak wynika z badań. O 11.00 jest trening. Wniosek? Wystarczy trochę policzyć i widzimy, że nasz pan piłkarz w trakcie zajęć będzie miał jeszcze 20g alkoholu we krwi.

Adam77
na forum strony bieganie.pl:

Temat piwa testuje na sobie i z tego co zauważyłem to 1 góra 2 piwa jak dla mnie są całkiem spoko. Czuję się po nich dobrze, po treningu i wcześniejszym posiłku jak najbardziej. Natomiast większe ilości ... niestety. Większe ilości piwa (zresztą ogólnie alko) zaburzają regenerację, wpływają negatywnie na trening w dniu następnym a i oczywiście bebech rośnie. Ale z drugiej strony wiadomo, że czasem trzeba dać w palnik . Ale naprawdę rzadko. Niestety imprezowanie nie idzie w parze z treningiem.



Wzmaga pożądanie, obniża wykonanie
Czyli z piciem trzeba uważać i to bardzo. Ale po trosze jest ono i sprawą indywidualną. Człowiek ma różną tolerancję na alkohol, ma też różne przyzwyczajenia. - Pracowałem kiedyś z pewnym piłkarzem, który nie mógł wyjść na boisko zanim nie "walnął" setki. Gdyby tego nie robił, nie byłby sobą. Zagrałby dużo gorzej - wspomina Chmura.

- To ktoś znany? - dopytuję.

- Na pewno skojarzyłby pan jego nazwisko, ale nie mogę go panu podać.

Portugalscy piłkarze to źli chłopcy

Nie chodzi raczej o Paula Gascoigne'a, genialnego reprezentanta Anglii z lat 90., który, występując w szkockim Glasgow Rangers, w przerwie każdego meczu musiał się napić koniaku. Dziś Gascoigne nie gra już w piłkę, nawet w niej nie siedzi. Jest alkoholikiem, na koncie ma kilka prób samobójczych.

Chmura generalnie nie radzi brać przykładu ze sportowca, o którym wspomina. Oprócz postawy na murawie alkohol wpływa też bowiem na postawę w łóżku. - Wzmaga pożądanie, ale obniża wykonanie - zwykł mawiać o tym profesor, który całą rozmowę kończy słowami: - Nie przesadzę, gdy powiem, że alkohol jest współczesną zgubą sportowców. Niech pan to wyraźnie napisze.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...