Państwowa Komisja Wyborcza nie nadąża za współczesnymi mediami.
Państwowa Komisja Wyborcza nie nadąża za współczesnymi mediami. Fot. Wojciech Olkusnik / Agencja Gazeta

Państwowa Komisja Wyborcza przez ponad 14 godzin nie była w stanie podać wyników po stosunkowo mało skomplikowanym głosowaniu, jakim jest referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Podobnie było przy okazji innych głosowań. Dlaczego to wszystko trwało tak długo, a "Leśni Dziadkowie", jak przezwali ich internauci, nie są w stanie nadążyć za postępem technicznym i potrzebami nowej rzeczywistości medialnej.

REKLAMA
Oficjalne wyniki warszawskiego referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz odczytano dziennikarzom koczującym pod biurem Komisarza Wyborczego w Warszawie o 11.21. Na pytania, dlaczego to trwało tak długo dziennikarze usłyszeli tylko: "Ustaliliśmy wspólnie, że nie komentujemy wewnętrznych prac komisji" oraz "Nie udzielamy informacji". Tyle. Równie groteskowo wyglądała kartka z wynikami wywieszona na drzwiach biura. Tak samo było przy ważnych z punktu widzenia polityki krajowej wyborach w Rybniku, Elblągu i na Podkarpaciu.
Końca nie mają kpiny i negatywne komentarze. Wyzłośliwia się Faktoid i komentatorzy na na Twitterze.
Konto KomorowskiPL nie jest kontem Prezydenta RP, ale profilem humorystycznym.

Pewne opóźnienie zrozumiałe jest w przypadku wyborów do Sejmu i Senatu, ponieważ frekwencja w nich jest wyższa, przez co liczenie kart zajmuje więcej czasu. Poza tym pracochłonne jest przeliczanie głosów na mandaty, ponieważ tutaj nie wystarczy tylko prosta kolejność – trzeba brać pod uwagę wynik całej partii i innych kandydatów na liście.
Jednak nawet przy bardziej skomplikowanym sposobie przeliczania głosów wyniki można podać szybciej. Oficjalne, pełne wyniki niedawnych wyborów w Niemczech podano już po 7 godzinach. Tyle, że tam głosowało 44 mln osób, a nie nieco ponad 300 tysięcy. Ale pojawiają się nawet porównania z krajami afrykańskimi.
W Polsce, jak każdym kraju demokratycznym przekonanie o prawidłowym przebiegu procesu wyborczego jest fundamentem legitymizacji władzy. I ten fundament buduje właśnie Państwowa Komisja Wyborcza. Ten organ działa od 1991 roku i zajmuje się techniczną stroną organizacji wyborów. Jej skład ma być jak najbardziej apolityczny, więc jej członków wskazują prezesi: Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Krajowe Biuro Wyborcze, które jest organem PKW, ma na działanie niemal 50 mln zł. Jak widać nie potrafi ich optymalnie wykorzystać.
Co gorsza, działanie PKW ukazuje nie tylko słabość naszej administracji publicznej, ale dla wielu komentatorów jest podstawą do kwestionowania uczciwości głosowania. Prawica zarzuca, że serwery do przeliczania głosów znajdują się w Rosji. W kraju, który wysyła obserwatorów do innych państw i pozwala sobie na recenzowanie uczciwości wyborów na Ukrainie czy na Białorusi procedura powinna być przejrzysta i poza wszelkimi podejrzeniami.

Dlatego politycy powinni poważnie zastanowić się nad reformą Państwowej Komisji Wyborczej i Krajowego Biura Wyborczego (bo to ono zajmuje się organizacją głosowań i systemu liczenia głosów). Nie zrobiono tego przy okazji uchwalania Kodeksu wyborczego, który zebrał rozproszone przepisy regulujące głosowania.
Teraz jednak, kiedy do wyborów parlamentarnych i prezydenckich zostały prawie dwa lata, jest na to czas. Warto spróbować dojść do ponadpartyjnego kompromisu w tej ważnej, ale jednak technicznej sprawie, by jedna partia nie mogła zarzucać drugiej zmiany prawa na swoje potrzeby. Już po wyborach na Podkarpaciu apelował o to Michał Kolanko z serwisu 300polityka.
Widać, że panowie sędziowie starają się nadążać za współczesnością. Już w 2004 roku sekretarz KPW Kazimierz Czaplicki wziął udział w dyskusji z internautami portalu Onet.pl, a od 2001 roku wyniki wyborów pokazywane są nie tylko jako suche tabelki, ale interaktywne wizualizacje. Jednak to nadal za mało.
Może dlatego, że członkowie Państwowej Komisji Wyborczej to ludzie z poprzedniej epoki. Jej sekretarzem (i jednocześnie szefem Krajowego Biura Wyborczego) jest niezmiennie od 22 lat Kazimierz Czaplicki, rocznik 1945. Średnia wieku członków Komisji to nieco ponad 65 lat – bliżej wieku emerytalnego niż dalej. Z tym wiążą się też kłopoty z przeszłością. Sekretarz Czaplicki pracował w Radzie Państwa i Biurze Rad Narodowych. Jego zastępca Stanisław Kosmal jest oskarżany o skazywanie opozycjonistów w stanie wojennym, co z radością wytyka prawica.
Dzisiaj przewodniczącym PKW jest Stefan Jaworski. Jego poprzednik, Ferdynand Rymarz, sprawował tę funkcję przez 13 lat. Wieczność. Taka instytucja nie potrzebuje dzikiej karuzeli stanowisk, ale należy się zastanowić nad wprowadzeniem kadencyjności. Może to odmłodziłoby nieco skład i zdynamizowało pracę szacownego gremium.
Za PKW nadal ciągnie się też sprawa współpracy z rosyjską komisją wyborczą. Urzędnicy z Polski pojechali do Moskwy by uczyć się technologii przeprowadzania wyborów. Niektórzy piszą wprost: "technologii fałszowania wyborów". Dlatego prezes PiS zapowiedział, że przed kolejnymi wyborami jego partia zorganizuje własną straż strzegącą ich uczciwości.
Ale krytyka nie zraziła urzędników PKW i zaprosili Rosjan do Warszawy. Teraz serwery się zepsuły, co zapewne opóźniło podanie wyników. Zatrważająca jest też ilość błędów, o jakich informuje RMF FM. To dowodzi braku staranności poszczególnych komisji.
Państwowa Komisja Wyborcza potrzebuje popchnięcia jej w XXI wiek. Sami członkowie raczej się na to nie zdecydują – to ludzie z poprzedniej epoki. Niestety nawiązania do niej coraz częściej dotyczą nie tylko wieku sędziów PKW, ale także trybu ich pracy. A to już spore zagrożenie dla stabilności władz w naszym kraju. Bo chyba nie chcielibyśmy słyszeć w kontekście naszych wyborów starego powiedzenia Józefa Stalina: "Nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy".