
"Leśne dziadki przegrały z XXI wiekiem" – komentowali internauci obśmiewając Państwową Komisję Wyborczą, która ociągała się z liczeniem głosów oddanych w warszawskim referendum. Fakt, PKW to jedna z co najmniej kilku instytucji, którym bliżej do miana skansenu niż nowoczesnej organizacji. Skostniałe, zabetonowane, od lat z tymi samymi władzami… I nie do ruszenia, choć przywodzą na myśl słusznie minioną epokę.
Polski Związek Działkowców
"W swoich szeregach ma ludzi ze stali. Wierni jej wszyscy są wielcy i mali. Składa jej każdy daninę ze swej pracy. Wszyscy poddani dla niej jednacy" – tak brzmi fragment hymnu Polskiego Związku Działkowców, który pewnie otworzyłby ranking postkomunistycznych "betonów", gdyby taki istniał.
– To jest ewenement, klasyczny przykład przestarzałej instytucji, w której struktura ma dużo większe prawa niż jednostka. Właściciel gruntu zawsze jest zdany na PZD – mówi Andrzej Dera, poseł Solidarnej Polski, który jako właściciel działki na własnej skórze przekonał się, jak mocny jest związek. Kiedy kilka lat temu zaczął publicznie krytykować PZD, jego ogród zaroił się od kontrolerów, a sejmową skrzynkę zasypały listy z protestami.
Kółka Rolnicze
Ten kolos na glinianych nogach już się chwieje i pewnie niedługo dokona żywota, bo w kasie pusto, a długi wobec państwa ogromne (2 mln zł). Krajowy Związek Kółek i Organizacji Rolniczych istnieje od 1973 roku i przez cztery dekady wrastał w wiejskie środowiska. Dziś zrzesza ponad milion osób i ma rozrośniętą organizację, której utrzymanie kosztuje setki tysięcy złotych. Tyle że to też jakby osobne państewko, w dodatku rządzone od 1999 roku przez jednego człowieka – Władysława Serafina z PSL (tego od afery taśmowej).
Występ na konferencji prasowej szefa Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych Władysława Serafina był dość szokującą transmisją na żywo ze skansenu PRL. Zdumiewający był ten archaiczny język, podbity arogancją i pewnością swojej pozycji, zawierającą się w stwierdzeniu, że w Kółkach nie odwołuje się przewodniczącego. To była kwintesencja starego stylu. Najbardziej dziwi to, że ten właśnie związek w sprawach wsi praktycznie nie ma dziś konkurencji.
Spółdzielnie mieszkaniowe
Duże spółdzielnie mieszkaniowe też znają receptę na to, jak przetrwać okres transformacji systemowej. Trzymają się mocno, choć od kilku lat trwa wzmożona dyskusja o tym, jak oddać je mieszkańcom z rąk prezesów, którzy rządzą tam latami, tak jak Serafin w Kółkach Rolniczych albo Kondracki w PZD.
– Spółdzielczość została wypaczona. Mieszkańcy nie mają mocy jeśli chodzi o zarządzanie spółdzielnią, nie mają wpływu na opłaty. Transparentność jest zerowa – podkreśla.

