"Leśne dziadki" – to określenie pasuje m.in. do Polskiego Związku Działkowców i Kółek Rolniczych
"Leśne dziadki" – to określenie pasuje m.in. do Polskiego Związku Działkowców i Kółek Rolniczych Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

"Leśne dziadki przegrały z XXI wiekiem" – komentowali internauci obśmiewając Państwową Komisję Wyborczą, która ociągała się z liczeniem głosów oddanych w warszawskim referendum. Fakt, PKW to jedna z co najmniej kilku instytucji, którym bliżej do miana skansenu niż nowoczesnej organizacji. Skostniałe, zabetonowane, od lat z tymi samymi władzami… I nie do ruszenia, choć przywodzą na myśl słusznie minioną epokę.

REKLAMA
Szefostwo ze średnią wieku 60+, jedynowładztwo, przestarzałe procedury, biurokracja, zwyczaje jak za komuny – od tego wzoru można odrysować instytucje-skanseny, które w Polsce wciąż funkcjonują i mają się świetnie. Państwowa Komisja Wyborcza to przykład pierwszy brzegu. Wcale nie tak drastyczny, jak wymienione niżej organizacje.

Polski Związek Działkowców


"W swoich szeregach ma ludzi ze stali. Wierni jej wszyscy są wielcy i mali. Składa jej każdy daninę ze swej pracy. Wszyscy poddani dla niej jednacy" – tak brzmi fragment hymnu Polskiego Związku Działkowców, który pewnie otworzyłby ranking postkomunistycznych "betonów", gdyby taki istniał.
W tym przypadku stwierdzenie, że to "państwo w państwie", trzeba traktować bardzo dosłownie. PZD ma własny hymn, flagę, 40-milionowy budżet, a przede wszystkim niemal kompletny monopol na rynku ogrodów działkowych. 19 groszy z metra kwadratowego - tyle kosztuje obowiązkowa (!) przynależność.

– To jest ewenement, klasyczny przykład przestarzałej instytucji, w której struktura ma dużo większe prawa niż jednostka. Właściciel gruntu zawsze jest zdany na PZD – mówi Andrzej Dera, poseł Solidarnej Polski, który jako właściciel działki na własnej skórze przekonał się, jak mocny jest związek. Kiedy kilka lat temu zaczął publicznie krytykować PZD, jego ogród zaroił się od kontrolerów, a sejmową skrzynkę zasypały listy z protestami.
Jeśli chodzi o "leśnych dziadów", tutaj też praktyka jest idealnie dopasowana do definicji. Na czele Polskiego Związku Działkowców nieprzerwanie od 45 lat stoi bowiem jeden człowiek - prezes Eugeniusz Kondracki. W archiwach miesięcznika "Działkowiec" z 1980 roku (wcześniej przez kilkanaście lat szefował Centralnej Radzie) znaleźć nawet można sprawozdanie z posiedzenia Krajowej Rady Związków Zawodowych, na którym kandydaturę Kondrackiego zgłosił niejaki towarzysz Domański. I tak nominat towarzysza trwa na stanowisku do dziś.

Kółka Rolnicze


Ten kolos na glinianych nogach już się chwieje i pewnie niedługo dokona żywota, bo w kasie pusto, a długi wobec państwa ogromne (2 mln zł). Krajowy Związek Kółek i Organizacji Rolniczych istnieje od 1973 roku i przez cztery dekady wrastał w wiejskie środowiska. Dziś zrzesza ponad milion osób i ma rozrośniętą organizację, której utrzymanie kosztuje setki tysięcy złotych. Tyle że to też jakby osobne państewko, w dodatku rządzone od 1999 roku przez jednego człowieka – Władysława Serafina z PSL (tego od afery taśmowej).
"Nie sposób skontrolować, kto płaci składki i z czego ta organizacja się tak naprawdę utrzymuje. Ma przestarzałą, niewydolną strukturę i nieprzejrzyste finanse. Serafin zgasił próby reformy związku" – oceniał na łamach "Rzeczpospolitej" poseł Jan Ardanowski, były wiceminister rolnictwa rządu PiS.
"Ja i moja organizacja chcemy mieć monopol na reprezentowanie zawodowych interesów rolników" – mówił z kolei w 2002 roku sam Serafin. Dopiął swego, bo w 2013 roku kółka rolnicze nie mają na wsi konkurencji. Tyle że właśnie monopol, a co za tym idzie brak kontroli, przyczyniły się do fatalnej sytuacji finansowej organizacji. Jak pisał w marcu "Puls Biznesu", Kółka Rolnicze od dekady są bankrutem i dlatego działają za pośrednictwem powiązanych z nimi fundacji i spółek. Te jednak też prędzej czy później nie spłacą długów.
I jeszcze kwestia stylu..:
Wojciech Mazowiecki o występie Serafina po "aferze taśmowej"

Występ na konferencji prasowej szefa Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych Władysława Serafina był dość szokującą transmisją na żywo ze skansenu PRL. Zdumiewający był ten archaiczny język, podbity arogancją i pewnością swojej pozycji, zawierającą się w stwierdzeniu, że w Kółkach nie odwołuje się przewodniczącego. To była kwintesencja starego stylu. Najbardziej dziwi to, że ten właśnie związek w sprawach wsi praktycznie nie ma dziś konkurencji.

źródło: "Polityka"


Spółdzielnie mieszkaniowe


Duże spółdzielnie mieszkaniowe też znają receptę na to, jak przetrwać okres transformacji systemowej. Trzymają się mocno, choć od kilku lat trwa wzmożona dyskusja o tym, jak oddać je mieszkańcom z rąk prezesów, którzy rządzą tam latami, tak jak Serafin w Kółkach Rolniczych albo Kondracki w PZD.
"Działają na mocy ustawy z 1982 roku. Często uznawane są za relikty minionej epoki, bo ich zarządy funkcjonują na zasadach przypominających działalność komitetów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Członkowie spółdzielni wybierają na przykład delegatów na walne zgromadzenia, podczas których wybierany jest zarząd" – zwraca uwagę dziennikarz "Forbesa" Wojciech Surmacz.
Krytycy przekonują, że w spółdzielniach panują nepotyzm i korupcja, a spółdzielcy są izolowani: nie mają wpływu na decyzje, które pozostają w gestii nieusuwalnych często zarządców. Sporo powiedzieć o tym może posłanka PO Lidia Staroń, która forsuje w Sejmie projekt ustawy ograniczający władzę prezesów i zwiększający możliwości szeregowych członków spółdzielni.
– Spółdzielczość została wypaczona. Mieszkańcy nie mają mocy jeśli chodzi o zarządzanie spółdzielnią, nie mają wpływu na opłaty. Transparentność jest zerowa – podkreśla.
Jak twierdzi Staroń. zarządcy spółdzielni stworzyli osobny organizm, w którym zakonserwowali stare rozwiązania, rodem z PRL-u. "Skansen" – znów pojawia się to słowo. – Projekt ustawy, który ja popieram, daje więcej praw. Możliwość zmiany administratora, wpływ na zarządzanie, uproszczenie uwłaszczeń, niezależna kontrola - to niektóre założenia – zaznacza, zapewniając, że Sejm może rozprawić się z komunistycznym modelem spółdzielni.
Tyle że tak jak w przypadku Kółek Rolniczych i Polskiego Związku Działkowców, można powątpiewać, czy prędko to nastąpi. Nad spółdzielniami debatujemy od kilku lat, PZD działa, choć wziął się za niego Trybunał Konstytucyjny, a Kółka pewnie same upadną, bo nikt nie ma pomysłu na reformę.