
Karolina Kukiełka kiedyś pracowała w jednym z największych banków na świecie, w bankowości inwestycyjnej – tam, gdzie decyzje o miliardach dolarów są na porządku dziennym. W Polsce mieszkała prawie całe swoje życie, wyjechała dopiero na studia – do Danii. Zaczęła pracować już wtedy, w końcu trafiła do bankowości. Dzisiaj zaś sprzedaje... pościele w Berlinie. Nam opowiada m.in. dlaczego tam, a nie w Warszawie i jak wygląda praca na Wall Street.
Lubiła pani swoją pracę?
Derywatywy?
Instrument pochodny, derywat (ang. derivatives, tłumaczenie „derywatywy” nie przyjęło się, w powszechnym użyciu są „derywaty”) – rodzaj instrumentu finansowego, który uzależniony jest od instrumentu bazowego. Cechą charakterystyczną instrumentów pochodnych jest to, że dotyczą przyszłej daty i przyszłej ceny, ponieważ zawierane są wcześniej. Instrumentem bazowym mogą być akcje, obligacje, wysokość stopy procentowej, wartość indeksu giełdowego, a także tak nietypowe wskaźniki jak liczba dni słonecznych, wielkość opadu śniegu, czy deszczu – derywaty pogodowe. CZYTAJ WIĘCEJ
Brzmi to tak, jak by miała pani bardzo mało czasu na życie prywatne...
I jak sobie Pani radzi?
Czyli biznes idzie całkiem dobrze, więc muszę zapytać: spędziła pani większość życia w Polsce... Dlaczego tam, a nie tutaj? Czemu Berlin, a nie Warszawa?
Jest prościej prowadzić biznes. Nie jestem ekspertem w kwestii tego, co jest wymagane w Polsce. W Niemczech świetnie to działa, jest ten system jednego okienka.
