
Prezydent Warszawy zapewnia, że dzięki referendum zmieniła sposób komunikowania się z wyborcami i to może dać jej trzecią kadencję w stołecznym ratuszu. Przekonuje jednak, że głosowanie było niepotrzebne i popiera prezydencki projekt ograniczenia możliwości organizacji głosowań nad odwołaniem władz samorządowych.
Hanna Gronkiewicz-Waltz przyznaje, że podczas kampanii referendalnej przekonała się, że dzisiaj obywatele oczekują nie tylko sprawnego zarządzania miastem, ale także rozmowy. A także głośnego mówienia o dymisjach współpracowników, którzy zawiedli. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" wyjaśnia, że wcześniej także wymieniała niesprawnych dyrektorów, ale robiła to po cichu. Odrzuca też zarzuty o niedopełnienie obowiązków organizacyjnych przy referendum.
Hanna Gronkiewicz-Waltz
prezydent "Warszawy"
Hanna Gronkiewicz-Waltz przyznaje też, że dzięki kampanii referendalnej PO wyciągnęła wnioski na zbliżające się kampanie wyborcze – przede wszystkim rozmowa z obywatelami. Jednak najpierw ugrupowanie musi się uporać z problemami wewnętrznymi, jakie pojawiły się podczas wyborów struktur. Aby zmniejszyć ich prawdopodobieństwo w warszawskiej PO urzędująca prezydent zastąpiła Małgorzatę Kidawę Błońską, która w bezpośrednim starciu mogłaby przegrać z Marcinem Kierwińskim, człowiekiem Grzegorza Schetyny. Gronkiewicz-Waltz zapewnia, że głośny problem pompowania kół w stolicy nie występuje.
Wydaje się jednak, że po referendum wszystko wróciło do normy – taki wniosek można wysnuć z awantury z remontem trasy AK w Warszawie. To jedna z najważniejszych przelotówek w stolicy, którą dziennie przejeżdżają dziesiątki tysięcy aut z całej Polski. Rozpoczęto tam remont – i od razu cała okolica oraz Trasa Toruńska (przedłużenie trasy AK) się zakorkowały. Okazało się, że na remont... nie było zgody ratusza.
czytaj także:
Źródło: "Rzeczpospolita"
