Kenijska gazeta oskarża polskiego wolontariusza. Paweł Huk: Odbywa się polowanie na mnie
Kenijska gazeta oskarża polskiego wolontariusza. Paweł Huk: Odbywa się polowanie na mnie Archiwum własne

"Mężczyzna poszukiwany za defraudację pieniędzy sierocińca" – taki tytuł nosi artykuł o polskim wolontariuszu, który ukazał się w najważniejszej kenijskiej gazecie. Dziennik poinformował, że rozpoczął się pościg za Polakiem, który miał ukraść równowartość blisko 11 tys. złotych oraz popełnić inne przestępstwa. Okazuje się jednak, że Paweł Huk nie tylko nie jest o nic oskarżony, ale i będzie domagał się odszkodowania za napisanie nieprawdy. – Taka notatka niszczy wszystko, co ostrożnie staramy się budować. Jestem pewien swojej niewinności i będę o nią walczył – mówi w rozmowie z naTemat.

REKLAMA
O sprawie poinformowała nas pani Klaudia (nazwisko do wiadomości redakcji), która, jak twierdzi, z zainteresowaniem śledzi wszystkie artykuły dotyczące pracy Pawła Huka. Naszą czytelniczkę zaniepokoił artykuł, który ukazał się w ogólnokrajowej kenijskiej gazecie "Daily Nation".

Proszę o zainteresowanie się tą sprawą, ponieważ wiele osób może być oszukanych, a konta bankowe są nadal aktywne.


Kenijska gazeta napisała, że mężczyzna jest poszukiwany za defraudację pieniędzy sierocińca dla dzieci ulicy. Sprawą podobno zajmują się już nawet tamtejsi detektywi. Chodzi o równowartość 300 tysięcy kenijskich szylingów, czyli około 11 tysięcy złotych.
Fragment artykułu opblikowanego w "Daily Nation"

Policja mówi, że mężczyzna udawał wolontariusza w Fursa Center przez dziewięć miesięcy zanim ukradł pieniądze i popełnił inne przestępstwa. Rzecznik okręgowej policji B. Kigen powiedział "Daily Nation", że mężczyzna przebywał na wizie turystycznej, a działał jako wolontariusz. B. Kigen powiedział, że skontaktował się z policją w sąsiadującym okręgu Meru, gdzie oskarżony zdaje się ukrywać.


logo

Osobiste porachunki
– Gdy otworzyłem gazetę w poniedziałek rano oblał mnie zimny pot – mówi naTemat Paweł Huk, którego oskarżono o defraudację pieniędzy. – Tu nie znają pojęcia "etyki dziennikarskiej". Nawet nie wiedziałem, że odbywa się jakieś "polowanie" na mnie – mówi polski wolontariusz.
Okazuje się, że sprawa ma drugie dno. Autorem tekstu opublikowanego w "Daily Nation" jest mąż byłej już kierowniczki ośrodka, po której stanowisko przejął Paweł Huk. Ośrodek został zamknięty z powodu złych warunków, które wynikały także z tego, że brakowało pieniędzy na funkcjonowanie ośrodka. Na pozostawione przez kobietę nieprawidłowości są dowody w postaci rachunków i książki audytowej, w której widać niejasności. Kwoty, które zniknęły z konta nie zgadzają się z tymi, na które opiewają rachunki.
Paweł Huk twierdzi, że dziennikarz, który napisał artykuł oczerniający Polaka miał w tym swój prywatny interes. Jak wyjaśnia nasz rozmówca, poprzednia dyrektorka ośrodka chciała przejąć budynek ośrodka na swój "domek letni".
Tego samego dnia, w którym ukazał się artykuł, Paweł Huk udał się na miejscową komendę policji, aby dowiedzieć się, o co chodzi. – Nikt mnie nie zatrzymał, nie ma polecenia aresztowania mnie. Jestem w stałym kontakcie z tutejszą policją w sprawach związanych z dziećmi – mówi wolontariusz. Również cytowany przez gazetę policjant zaprzecza, jakoby z kimkolwiek na ten temat rozmawiał.
Wszystkiemu przygląda się polska dziennikarka Natalia Łuczak, która pojechała pomagać w sierocińcu prowadzonym przez Polaka. – Niesłuszne oskarżenia bolą. Bardzo łatwo kogoś oczernić w gazecie, a o wiele trudniej wybronić się z niesłusznych zarzutów – mówi.
Natalia Łuczak
Wspópracuje z Pawłem Hukiem

Nie jest prawdą, że istnieje jakakolwiek sprawa sądowa przeciwko Pawłowi. O "aferze" także dowiedzieliśmy się z gazety.


Paweł Huk zapowiada proces
Notatka o polskim wolontariuszu nie tylko oczernia jego dobre imię, ale ma także negatywny wpływ na działalność misyjną Polaków w Kenii. – Słowa mają potężną moc, a fundacja zbudowana jest na zaufaniu. Taki tekst niszczy wszystko, co ostrożnie staramy się budować – mówi wyraźnie wstrząśnięty oskarżeniami Paweł Huk.
Szef ośrodka dla dzieci ulicy "New Hope" oraz jego prawnik już skontaktowali się z wydawcą dziennika. – Nie możemy pozostać wobec tego obojętni. Występujemy do sądu o sprostowanie, przeprosiny gazety "Daily Nation" i zadośćuczynienie. Nie dla mnie, a dla dzieci. Pieniądze przeznaczymy na ośrodek i to wam obiecuję – słyszę od Pawła Huka.

Sprawą zainteresowała się nawet polska Ambasada w Nairobi, która skontaktowała się z współpracowniczką Pawła Huka. Wysłano jej zalecenie, by jak najszybciej opuściła Kenię. – Dlaczego nie zadzwonili, aby zapytać co się dzieje? Nie wiem, czy zależy im na faktycznej pomocy i naszym bezpieczeństwie, czy tylko na czystym sumieniu – mówi Natalia Łuczak. Również poseł John Godson, który jeszcze niedawno obiecywał wsparcie dla polskiego sierocińca w Afryce, przysłał informację, w której wycofuje się z wcześniejszych deklaracji.
O nierzetelnym artykule Natalia Łuczak powiadomiła już Kenijską Radę Dziennikarską. – Złamano etykę dziennikarską. Gazeta wydała sąd nad Pawłem i uznała go winnym zanim miała miejsce jakakolwiek sprawa sądowa. Nikt nawet nie kontaktował się z Pawłem, aby zapytać czy cokolwiek jest "na rzeczy" – mówi Natalia.
Gregory Mutuma
Prawnik Pawła Huka

Sprawa zasadniczo jest wygrana, pomimo, że nie wymienili Pawła imiennie - określenie "Polak pracujący jako wolontariusz" referuje prosto do Pawła i czyni mu szkodę, bo każdy, kto go zna będzie potrafił połączyć ten artykuł z jego osobą.


– Jestem pewien swojej niewinności i będę o nią walczył – zapewnia Paweł Huk. My zaś zapewniamy, że będziemy dalej przyglądać się tej sprawie oraz działalności Polaków na misji w Kenii.