"Mieszkanie prawem, nie towarem"? A gdzie prawo własności?
"Mieszkanie prawem, nie towarem"? A gdzie prawo własności? Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Fala oburzenia na policję wylała się po awanturze o skłot w OdNowa w Warszawie. Tymczasem ci ludzie to po prostu przestępcy, którzy włamali się do czyjejś kamienicy. Naruszyli prawo własności, które jest fundamentem naszego systemu politycznego i prawnego. Powinni ponieść odpowiedzialną tak jak ci, którzy kradną jedzenie ze sklepów. Oni też są potrzebujący.

REKLAMA
Eksmitowanych mieszkańców skłotu OdNowa przy Nowogrodzkiej w Warszawie przyszła bronić Wanda Nowicka, wicemarszałek Sejmu z Twojego Ruchu. Sami skłotersi uzasadniali, że zgodnie z przepisami są "posiadaczami samoistnymi".
Z tym, że jest to prawo ustanowione stosunkowo niedawno w porównaniu z prawem własności, które jest tak stare, jak rodzaj ludzki. I zdobywając prawo do "posiadania samoistnego" skłotersi naruszyli prawo własności. Zasiedlili budynek, który najzwyczajniej w świecie do nich nie należy?
Samozwańczy lokatorzy niosą na transparentach hasło "mieszkanie prawem, nie towarem". Ale znacznie ważniejsze i znacznie starsze jest prawo do własności. To z niego wyprowadza się cała złożona filozofia libertarianizmu. Tymczasem anarchiści przekonują nas, że nie własność jest ważna, ale "równość" i "sprawiedliwość społeczna" (cokolwiek to znaczy). Nie mogę się zgodzić z takim poglądem.
Skłotersi często wysuwają argument, że zajęta przez nich nieruchomość nie była używana, że deweloper, który ją kupił, czekał tylko aż ona zniszczeje i będzie mógł ją wyburzyć. I chociaż uważam, że na tym właśnie polega własność (jak pewnie już zauważyliście mam dość radykalny pogląd na jej temat), to wyobrażam sobie funkcjonowania prawa, które wymaga od właścicieli dbania o nieruchomość. Bo z własnością wiąże się też odpowiedzialność.
Ale z drugiej strony odpowiedzialność i dbanie o dom (lokatorzy wyremontowali OdNowę) nie może być uzasadnieniem dla łamania prawa własności. Bo sprowadzając ad absurdum można wyobrazić, że wejdę do domu wystawionego na wynajem i od kilku tygodni czekającego na lokatorów, zajmę go i uznam, że będę się nim zajmował lepiej niż prawowity właściciel.
Mam też problem ze stawianiem kogokolwiek ponad prawem z powodu "zbyt niskich dochodów". Bo kiedy uznać, że ktoś jest wystarczająco biedny, by mógł w majestacie prawa zająć czyjeś mieszkanie? Czy skoro pozwala mu się zająć kamienicę, to znaczy, że może też brać zakupy bez płacenia? A może prawo do "samoistnego posiadania" powinno się rozszerzyć także na samochody, komputery i bilety na koncerty The Rolling Stones?
Jak mówili uczestnicy wczorajszej demonstracji, część z nich pracuje, ale nie stać ich na mieszkanie. Jasne, życie bywa trudne i niesprawiedliwe, ale zawsze można poszukać tańszego mieszkania, znaleźć dodatkową pracę i żyć oszczędnie. Poza tym część skłotersów to ludzie zarabiający całkiem przyzwoicie i wybrali taki tryb życia. Część ludzi wybiera życie złodzieja, część ludzi z wyboru zostaje piratami drogowymi, a niektórzy zaczynają ćpać. Im też mamy na to pozwolić?