
Osławiony warszawski podpalacz aut znowu grasuje. Bo choć aresztowano go wreszcie w związku z serią podpaleń z lutego, od kilku tygodni znowu jest na wolności dzięki korzystnej opinii psychiatrycznej. W sobotę ponownie zatrzymała go policja. Tym razem właściwie na gorącym uczynku.
REKLAMA
Jak poinformowała stołeczna policja, patrol zauważył w sobotę Jacka T., gdy ten pospiesznie oddalał się od pewnego auta. To wzbudziło podejrzenia funkcjonariuszy. Kiedy auto nagle stanęło w płomieniach, mieli już pewność, że podpalacz znowu grasuje i udali się za nim w pościg. Na komendzie okazało się, że tym razem Jacek T. miał prawie promil alkoholu we krwi. Podczas przeszukania dobrze znanego policji młodego mężczyzny znaleziono przy nim zapalniczki, które prawdopodobnie służyły mu do kolejnego podpalenia w jego przestępczej karierze.
Tak, to znowu on...
Bo Jacek T. na dobre wpisał się już do historii najbardziej znanych polskich przestępców-podpalaczy. Jeszcze kilka tygodni temu siedział w areszcie śledczym w związku z podejrzeniem go serię podpaleń aut, do których doszło w lutym przy ul. Oleandrów, Nowowiejskiej i Natolińskiej. Jednak w roku 2012 także został aresztowany za podpalenie siedmiu samochodów zaparkowanych również przy ul. Oleandrów.
Bo Jacek T. na dobre wpisał się już do historii najbardziej znanych polskich przestępców-podpalaczy. Jeszcze kilka tygodni temu siedział w areszcie śledczym w związku z podejrzeniem go serię podpaleń aut, do których doszło w lutym przy ul. Oleandrów, Nowowiejskiej i Natolińskiej. Jednak w roku 2012 także został aresztowany za podpalenie siedmiu samochodów zaparkowanych również przy ul. Oleandrów.
Dlaczego wymiar sprawiedliwości nie potrafi skutecznie poradzić sobie z tym człowiekiem? Odpowiedź jest dość prosta. Już przy okazji wydarzeń z lutego przypominaliśmy w naTemat, że Jacek T. to syn znanego w stolicy i bardzo wpływowego prawnika, który prawdopodobnie wydatnie pomaga synowi uniknąć wieloletniego pobytu w zakładzie karnym.
Pierwszy raz Jacek T. za podpalenia aut został aresztowany już w 2011 roku, ale po kilku dniach wspólnicy ojca pomogli wyciągnąć go zza krat za poręczeniem majątkowym. Zimą 2012 nadal podpalał. Po wielu dniach śledztwa wreszcie go złapano, ale sąd rejonowy uznał, że nie ma podstaw do aresztowania. Innego zdania okazał się później sąd okręgowy, który uchylił decyzję niższej instancji.
Ile jeszcze?
Kiedy tamta sprawa przycichła, Jacek T. usłyszał kolejny zarzut – zniszczenia drzwi w jednym z urzędów, ale zarazem prokuratorzy podzielili mu wcześniejsze zarzuty. W tym na dwa łagodniejsze. Nawet, gdy po naciskach medialnych aresztowano Jacka T., szybko wyszedł na wolność. – Naszą rolą było zatrzymanie. O wszystko inne proszę pytać sąd i prokuraturę – mówił nam Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji już kilka miesięcy temu.
Kiedy tamta sprawa przycichła, Jacek T. usłyszał kolejny zarzut – zniszczenia drzwi w jednym z urzędów, ale zarazem prokuratorzy podzielili mu wcześniejsze zarzuty. W tym na dwa łagodniejsze. Nawet, gdy po naciskach medialnych aresztowano Jacka T., szybko wyszedł na wolność. – Naszą rolą było zatrzymanie. O wszystko inne proszę pytać sąd i prokuraturę – mówił nam Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji już kilka miesięcy temu.
"Pozostaje tylko pytanie - ile jeszcze? Skoro wiadomo, że sprawca może pozostawać bezkarny, może to początek swoistej mody na podpalanie samochodów. I zastanawia mnie jeszcze jedno - jaka byłaby decyzja sędziego, gdyby to jego limuzyna obróciła się w popiół?" - pytała już kilka miesięcy temu dziennikarka i blogerka naTemat Ewa Rychlik.
