14 lutego miała miejsca premiera 2. sezonu serialu "House of Cards".
14 lutego miała miejsca premiera 2. sezonu serialu "House of Cards". Fot. zrzut ekranu YouTube.com / Netflix

W chwili, kiedy czytacie te słowa, fani serialu "House of Cards" w 41 krajach, gdzie obecny jest serwis Netflix, rujnują już swoje Walentynki: premiera drugiego sezonu miała miejsce w piątek dokładnie o 3:01 czasu waszyngtońskiego. Podobno pierwszy odcinek zaczyna się od istnego trzęsienia ziemi. Ale spokojnie, spoilerów nie będzie. Prosił o to na Twitterze sam Barack Obama.

REKLAMA
W piątek o godzinie 10 czasu polskiego Twitter eksplodował z radości: Na platformie Netflix pojawił się cały, długo oczekiwany drugi sezon kultowego serialu politycznego “House of Cards”.
Jego fani otwarcie piszą, że w tym roku zawalą Walentynki i że wielu z nich zamierza cały nadchodzący weekend spędzić tylko z Frankiem Underwoodem (kapitalna rola Kevina Spacey’ego) – złowrogim acz fascynującym kongresmenem bezwględnie walczącym o władzę w Waszyngtonie. Czego mogą się spodziewać w drugim sezonie?

"Jeszcze bardziej mroczny"
Po tym, gdy końca dobiegła pierwsza seria, producent “House of Cards” dołożył bardzo wielu starań, aby nie doprowadzić do wycieku scenariusza drugiego sezonu. Krytycy filmowi, którzy mieli szansę zobaczyć pierwsze jego cztery odcinki na pokazach prasowych musieli podpisać zobowiązania, że nie ujawnią kluczowych dla fabuły wątków, tzw. spoilerów. Wszyscy uchylając jednak nieco rąbka tajemnicy podkreślali zgodnie, że już w pierwszym odcinku widzowie będą naprawdę mocno zaskoczeni.
Hank Stuever
“Washington Post”

Nic wam o tej [szokującej scenie – przyp. red.] nie powiem, ale obstawiam, że internet nie będzie w stanie trzymać swojej kolektywnej buzi na kłódkę zbyt długo. Dlatego jeśli jesteście hardkorowymi fanami serialu i zbudowaliście swoje walentynkowe plany wokół oglądania go ze swoją sympatią, dobrym pomysłem będzie pozostać offline dopóki nie zobaczycie pierwszej godziny. CZYTAJ WIĘCEJ


Stuever, który widział cztery pierwsze odcinki, generalnie nie jest zachwycony serialem, oceniając, że ogrom złych emocji, niecnych intencji i cynizmu jest w nim tak duży, że staje się aż nudny – zwyczajnie brakuje pozytywnych akcentów. “To rodzaj post-telewizyjnego masochizmu” – pisze krytyk twierdząc, że drugi sezon jest jeszcze bardziej mroczny od poprzedniego.

James Poniewozik z “Time’a” zdradza natomiast w swojej recenzji ogólny zarys fabuły: kongresmen Underwood po utorowaniu sobie drogi ku wiceprezydenturze jest już tylko o krok od Owalnego Gabinetu, jednak stopniowo ma coraz więcej kłopotów ze swoją byłą kochanką i sojuszniczką – młodą dziennikarką Zoe Barnes. Zoe wpada na trop machinacji Franka i wraz ze swoją koleżanką po piórze Janine oraz byłym chłopakiem Lucasem starają się odkryć prawdę o brudnych zagrywkach kongresmena.
Jednocześnie bohater musi sobie dać radę z Raymondem Tuskiem, który będzie domagać się zapłaty za swoje polityczne przysługi dla Franka. Szyki mieszać będzie mu także własna żona – Claire, jej kochanek Adam oraz lobbysta Remy Danton.

Jednak także Poniewozik narzeka trochę na drugi sezon, pisząc, że dominujące “tony pozostają tak samo ponure, poważne i cyniczne”.
James Poniewozik
"Time"

Bohaterowie ze szkła i stali uprawiają seks nie dający radości i opowiadają kawały nie wywołujące śmiechu. Wyjątkiem jest oczywiście Underwood, którego można nie lubić, ale który jako jedyny w tym towarzystwie zdaje się przynajmniej dobrze bawić. CZYTAJ WIĘCEJ


Recenzent “Time’a” dodaje przy tym, że błyszczącej na ekranie postaci Underwooda brakuje równych mu przeciwników: kongresmen tak łatwo wszystkich ogrywa, że staje się to niemal oczywistością. Pamiętajmy jednak, że to opinia wypowiedziana po obejrzeniu tylko 4 pierwszych odcinków. Miejmy nadzieję, że z biegiem czasu będzie lepiej.
Kiedy Netflix w Polsce?
Jeśli jednak zanim sami zobaczycie serial (w Polsce udostępniony będzie na platformie nc+ 21 lutego), nie chcecie popsuć sobie zabawy, uważajcie na spoilery. O to, by nie zdradzać ważnych szczegółów kolejnych odcinków apelował nawet sam Barack Obama.

Netflix zaproponował zaś fanom serii specjalną nakładkę na Twittera – Spoiler Foiler, która “cenzuruje” ich osie czasu ze wszystkich słów mogących ewentualnie “spoilować” drugi sezon “House of Cards” (wcześniej obsługiwała ona też “Breaking Bad”).
Wydaje się jednak, że polskim fanom bardziej niż na takich aplikacjach zależy zwyczajnie na tym, żeby móc oglądać “House of Cards” tak samo szybko, jak jest to możliwe USA. Na razie trzeba czekać, ale może z przyszłym sezonem już się uda? W końcu plotki o wejściu Netflixa do Polski zdają się nie słabnąć