Odpowiadam na list Arcybiskupa Wacława Depo
Odpowiadam na list Arcybiskupa Wacława Depo Fot: Michał Niedbal/Agencja Gazeta

Arcybiskup Wacław Depo chciałby wprowadzenia listy zakazanych mediów. Według częstochowskiego hierarchy Katolicy, którzy np. przeczytają artykuły w zakazanym piśmie, będą musieli się z tego spowiadać. Hierarcha powinien raz jeszcze się zastanowić nad swoją propozycją.

REKLAMA
Drogi księże Arcybiskupie,
Z zaniepokojeniem przeczytałem o pomyśle Waszej Ekscelencji, aby powstała lista odpowiednich i nieodpowiednich dla Katolika mediów. Według księdza arcybiskupa osoba wierząca, która przeczyta artykuł, obejrzy materiał lub posłucha audycji w niewskazanych mediach, popełni grzech. Skoro Wasza Ekscelencja sugeruje, że katolicy powinni się spowiadać z tego, czego słuchali, odbieram ten pomysł właśnie w taki sposób.
Jestem osobą wierzącą, która nigdy nie przedstawiła poglądów sprzecznych z nauczaniem Kościoła. Czasami może polemizowałem z niektórymi księżmi czy publicystami portali "katolickich". Jednak polemika w Kościele istniała od samego początku jego istnienia.
Domyślam się, że również moje miejsce pracy znajdzie się na zakazanej liście. Dosyć często słyszałem odmowy udzielenia wypowiedzi przez księży tylko dlatego, że jestem z redakcji naTemat. Czasami żałowałem, że nie zdecydowałem się powiedzieć im "paru słów". Spokojnie mogłem im przecież wytknąć, że gdyby apostoł narodów święty Paweł – tak samo jak oni – obawiał się „nieprzyjemnego” środowiska, to nie byłoby w ogóle Kościoła. Niestety, tamci księża, w przeciwieństwie do św. Pawła, bali się.
Nie raz słyszałem odkładaną słuchawkę. Mówiono mi, że zamierzam ośmieszyć Kościół. Nawet autoryzacja tekstu ich nie przekonywała. Po prostu wiedzieli lepiej. Tak jakby dziennikarz nie mógł napisać nic pozytywnego o Kościele tylko dlatego, że pracuje w konkretnej redakcji. Nie raz pojawiały się przecież artykuły popierające duchownych w różnych kwestiach.
Rzetelnie opisywałem zaniedbania duchownych czy innych osób. Próbowałem się przy tym dowiedzieć od drugiej strony jak wyglądała sytuacja. Nie sądzę, by moje teksty były czymś grzesznym. Jako dziennikarz uważam, że jeżeli ktoś robi coś złego, to należy o tym napisać. Chociażby w przypadku ojców Marianów i Fawley Court (gdzie zakon okradł polską emigrację i zbezcześcił zwłoki ojca Jarzębowskiego).
Inną sprawą jest to, że nikogo w moich tekstach nie namawiałem do grzechu. Tymczasem wiem, że w tych mediach, które ksiądz Arcybiskup chce promować, jest wiele zła. Często osoby, które Wasza Ekscelencja chce przedstawić jako wzór, wyrażają pogardliwe opinie. Nie mówię, że inne media są święte, ale uważam, że wszystko zależy od człowieka, a nie od tytułu. I po jednej, i po drugiej stronie jest wiele dobra i wiele zła.
Jestem zaniepokojony tym, że Wasza Ekscelencja zamiast jednoczyć, chce dzielić. Ksiądz arcybiskup zamierza narzucić wiernym to, co dobre, a co złe, bez głębszej analizy. Dlatego prosiłbym o przemyślenie raz jeszcze swojej wypowiedzi. Czy na pewno Kościół powinien się takimi sprawami zajmować? Miał ksiądz pójść w świat i głosić słowo Boże. Natomiast mówienie ludziom, co mają czytać, jest czymś zupełnie innym.
Ksiądz swoją wypowiedzią jedynie powiększył niechęć do hierarchów kościelnych. Bo nie rozumiem dlaczego moje artykuły miałyby być powodem grzechu. Mam nadzieję, że Wasza Ekscelencja to przemyśli i zmieni zdanie.