
Jacek Protasiewicz nie jest już szefem kampanii PO ani przewodniczącym klubu PO-PSL w Parlamencie Europejskim. Europoseł sam zrezygnował z tych funkcji po incydencie na lotnisku we Frankfurcie. - Chcę także przeprosić wszystkich, którym moje niewłaściwe zachowanie sprawiło przykrość - powiedział.
REKLAMA
Protasiewicz zrezygnował z bycia szefem kampanii wyborczej PO i klubu PO-PSL w PE w piątek wieczorem. Tego samego dnia wcześniej TVN24 donosił, że partia i tak rozprawi się z europosłem i usunie go z tych funkcji. Europoseł poinformował już Donalda Tuska o swojej rezygnacji, a partia ją przyjęła.
W oświadczeniu wydanym przy tej okazji Protasiewicz podkreślił, że jeszcze raz przeprasza za incydent na lotnisku. - Okoliczności, które starałem się opisać rzetelnie i szczegółowo, nie usprawiedliwiają mojego zachowania - stwierdził eurodeputowany z Platformy.
Wygląda więc na to, że po prostu Protasiewicz dostał możliwość wyjścia z tej sytuacji z twarzą. Już w czwartek bowiem widać było, że politycy dystansują się od niego, a przez opinię publiczną europoseł został dość jednoznacznie skrytykowany. Po konferencji, na której Protasiewicz tłumaczył całe zajście, Donald Tusk zapowiedział, że porozmawia ze swoim podwładnym, gdy ten "ochłonie". Koniec kariery przepowiedział politykowi także Tomasz Lis. W pierwszym tygodniu marca PO ma wybrać osobę, która zastąpi na stanowiskach Protasiewicza.
Źródło: "Rzeczpospolita"
