Po rewolucji na Ukrainie chcą dać Polakom broń do ochrony miru domowego. "Dobry moment. Niech Sejm zajmie się projektem"

Czołowi politycy dostali gotowy projekt nowelizacji ustawy o broni, który pozwala na użycie broni palnej w celu ochrony miru domowego
Czołowi politycy dostali gotowy projekt nowelizacji ustawy o broni, który pozwala na użycie broni palnej w celu ochrony miru domowego Fot. Paweł Małecki / AG
"Broń palna w celu ochrony miru domowego" – taką kategorię chce wprowadzić do ustawy o broni i amunicji Ruch Obywatelski Miłośników Broni. Właśnie rozesłał do czołowych polityków i wszystkich klubów parlamentarnych gotowy projekt w sprawie. – Bezpośrednim bodźcem były wydarzenia na Ukrainie. W internecie odzew jest duży, więc liczę, że to poparcie społeczne zostanie dostrzeżone przez posłów. Najwyższy czas – mówi naTemat Andrzej Turczyn, wiceprezes ROMB.


Dlaczego akurat teraz polscy parlamentarzyści mieliby się zainteresować projektem ustawy, który daje możliwość posiadania broni do obrony domu?
– Nie bardzo wierzę w rozsądek polityków, natomiast oni podejmują działania, jeśli mają się do kogo wdzięczyć. Pomyślałem, że taki projekt zyska teraz poparcie obywateli, a wtedy także Sejm może się tym zainteresować – tłumaczy Turczyn, adwokat z Koszalina, który sam napisał projekt.


– Wszyscy widzą, co dzieje się na Ukrainie. W obliczu wszelkiego rodzaju kryzysów taka broń do obrony miru domowego jest rozwiązaniem korzystnym społecznie. Myślę, że zaczyna to dostrzegać coraz więcej osób – dodaje.

Na pewno dostrzegło to wielu internautów, bo na Facebooku post z listem do polityków skomentowało i udostępniło kilkaset osób. Bardzo pozytywnie zareagowali też użytkownicy "Wykopu". Tak brzmi najpopularniejszy komentarz:

Powinno być już tak od dawna, lecz nasz rząd ma nas za idiotów, którzy jak dostaną broń, to wyjdą na ulicę i będą się nawzajem zabijać. Jakoś w wielu państwach można uzyskać takie pozwolenie bez najmniejszego problemu i ludzie się nawzajem nie mordują.


"Nie chcemy powszechnego dostępu"
Ostatni raz podobny pomysł padł na przełomie 2009 i 2010 roku, kiedy sejmowa komisja Przyjazne Państwo pracowała nad szeroką zmianą ustawy o broni i amunicji. Jej propozycja zakładała, że będą trzy rodzaje pozwoleń na posiadanie broni palnej, w tym tzw. "obywatelska karta broni", która będzie uprawniała do posiadania pistoletów gazowych, broni łowieckiej i historycznej. Powodem złożenia wniosku o taką kartą mogła by być właśnie "ochrona miru domowego".

Ostatecznie nowelizacja z 2011 roku nie uwzględniła jednak takiej kategorii. Znacznie ułatwiono co prawda dostęp do broni, ale nie było mowy o jej posiadaniu do ochrony mieszkania. – To była istotna i korzystna zmiana, która spowodowała, że ciągle rośnie ilość pozwoleń na broń. Teraz chcemy jeszcze zracjonalizować przepisy, by dać prawo do broni praworządnym obywatelom. Z góry chciałbym zastrzec, że to nie jest tak, że chcemy doprowadzić do powszechnego dostępu do broni. To jest w Polsce niemożliwe i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę - przekonuje wiceprezes ROMB.


Czy jest szansa, że ktokolwiek zgłosi w Sejmie zaproponowany przez niego projekt? Na pewno Ruch mógłby liczyć na głos posła PO Jerzego Borowczaka, który już po zamachu w Norwegii publiczne mówił, że każdy "prawy obywatel" powinien móc posiadać broń do ochrony siebie i swoich bliskich.

– Jestem jak najbardziej na "tak", żeby nad takim projektem popracować. Wiem też, że minister sprawiedliwości Marek Biernacki ma tutaj dość liberalną opinię. Problem jest jednak taki, że większość kolegów w moim klubie jest przeciwna takim rozwiązaniom – zaznacz dziś w rozmowie z naTemat.

Wyczekiwanie na moment
I właśnie to, z punktu widzenia zwolenników dalszej liberalizacji przepisów, jest największy problem. Pojedynczy posłowie mogą deklarować wolę pracy nad ustawą (kilka lat temu m.in. poseł PO Krzysztof Czuma chciał szerszego dostępu), ale są nikłe szanse, że większość na to pozwoli. – To mimo wszystko nie jest dobry moment. Wydawałoby się, że po napadach na mieszkania, po sytuacjach, gdy ktoś użył broni w obronie własnej, prędzej będzie sprzyjająca atmosfera. A jednak do tej pory nic się nie zmieniło – narzeka Borowczak.

Jego ocena wpływu wydarzeń na Ukrainie na opinię społeczeństwa w tej kwestii jest zupełnie inna niż Turczyna. – Ludzie boją się tego, co wydarzyło się na Majdanie. I może dobrze, że tamci protestujący nie byli uzbrojeni, bo gdyby było inaczej, to byłaby regularna wojna. Polacy to widzą i jest to czynnik odstraszający – zaznacza.

Działacz ROMB liczy jednak, że przynajmniej uda się rozpocząć dyskusję o dostępie do broni. – Potrzeba nam kampanii edukacyjnej, bo stereotypów na ten temat jest bardzo dużo. Jeśli nie ma szans na zmianę prawa, to niech Sejm przynajmniej zajmie się tym projektem i o nim porozmawia! – apeluje.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

POWYBORCZY PORANEK

WYNIKI, ANALIZY, KOMENTARZE