Dziś rządzą Kulczyk, Solorz i Czarnecki. A gdyby nie było wojny i PRL? Na listach najbogatszych byłby Wedel i Okocimski

Jan Wedel, jeden z najbogatszych biznesmenów przedwojennej Polski. Portret Stefan Norblin
Jan Wedel, jeden z najbogatszych biznesmenów przedwojennej Polski. Portret Stefan Norblin Muzeum Narodowe w Warszawie
Jan Wedel własnym samolotem sprowadzał czekoladki do swojego butiku w Paryżu. Okocimski był tak bogaty, że lewackie bojówki zorganizowały na niego zamach. Jaroszewicz kupował całe miasta. O ile bylibyśmy dziś bogatsi, gdyby to wszystko nie obróciło się gruzy?

- Żal mi tej Polski, bo gdyby nie wojna i cały PRL, to dziś żylibyśmy w zupełnie inaczej urządzonym kraju - tak w jednym ze swoich ostatni wywiadów Kordian Tarasiewicz opisuje współczesną rzeczywistość. Przedwojenny biznesmen, właściciel spółki Pluton, największej na polskim rynku firmy handlującej kawą zmarł jesienią ubiegłego roku w wieku 103 lat . Dziś eksperci, badacze i teoretycy biznesu zadają sobie to samo pytanie. Gdzie byłaby polska gospodarka gdyby nie wojna i 50 lat komuny?

- Poszukujemy wzorców i inspiracji z życiorysów Henry Forda, Warrena Buffeta albo Marka Zuckerberga tymczasem mamy swoje wcale nie gorsze - mówi dr Tomasz Ochinowski, psycholog, historyk biznesu, docent z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Wilk z Wall Street to cienias
Życiorysem Antoniego Jaroszewicza króla finansów przedwojennej Polski można by obdzielić kilka postaci takich jak ta z głośnego ostatnio filmu „Wilk z Wall Street”. Jaroszewicz doprowadzał do bankructwa zagranicznych konkurentów i przejmował ich kontrakty, grał o bajońskie sumy w Monte Carlo, a dla zgrywy śpiewał na scenie teatru Adolfa Dymszy.


Zbił fortunę jeszcze w carskiej Rosji, pierwsze duże pieniądze zarabiając na pośrednictwie w kontaktach pomiędzy jedną z firm farmaceutycznych, a wojskiem. Inwestował je w niepodległej Polsce. Założył Warszawski Bank Stołeczny, Bank Zjednoczonych Przemysłowców. W Wilnie powołał do życia giełdę towarową skutecznie wypierając z rynku spekulantów podbijających ceny mąki, soli, cukru i nafty. Był również właścicielem trzech fabryk metalurgicznych - produkował dla armii drut kolczasty, precyzyjne części broni oraz odrzutniki do karabinów. - Wojsko trzynaście razy myliło się w danych technicznych i wskutek tego straciliśmy pół miliona złotych - relacjonuje w spisanych po wojnie wspomnieniach pt. "Libretto Finansisty" wydanych w 1968 roku przez wydawnictwo Czytelnik.


- Rozmach inwestycji Jaroszewicza oszałamia nawet dziś. W zaledwie trzy lata stworzył potężną grupę spółek finansowo-przemysłowych - twierdzi Maria Barbasiewicz, autorka książki "Ludzie interesu w przedwojennej Polsce". Poświęciła Jaroszewiczowi jeden z rozdziałów, stawiając za wzór dynamicznego polskiego kapitału. Jaroszewicz zarabiał też na budowie dróg asfaltowych. Założył Towarzystwo Eksploatacji Lasów Augustowskich (obejmujące 220 tys. hektarów lasów, zatrudniające 7 tys. robotników). Był pierwszym eksporterem drewna, a jego poboczny biznes, fabryka Krasnoludek - eksportowała zabawki do USA.

Nie płacił łapówek, ale uznawał prowizje i premie wypłacane lobbystom za pomoc w osiągnięciu celów biznesowych. Krytykował krótkowzrocznych polityków, którzy zamiast budować zapasy amunicji w 1939 roku sprzedawali ją do Hiszpanii.

Jaroszewicz stał się tak bogaty, że wraz ze wspólnikiem wykupił 99 proc. terenów uzdrowiska Druskienniki. To popularny do dziś kurort na Litwie. Odkupił od Niemców część Gdyni nazywaną Kamienną Górą. Powstało tam Towarzystwo Kąpieli Morskich, przy czym biznesmen podzielił górę na parcele i oddawał je za symboliczną złotówkę osobom chętnym zagospodarować teren i wybudować sobie domek rekreacyjny. Co ciekawe, dziś w tym miejscu swoją olbrzymią rezydencję ma Ryszard Krauze.

Ze współczesnymi nowobogackimi łączył go szeroki gest. Meble, kryształy i zastawę do warszawskiego apartamentu kupił za 100 tys. dolarów u najdroższych europejskich producentów. Kiedy przyszło do zapłacenia cła uiścił je w złotych monetach rublowych.

Słodkie życie
Majątek Jaroszewicza: dobrze prosperujace firmy, kolekcja sztuki - 200 dzieł m.in. Biaciarellego, Canaletta, Kossaków i Chełmońskiego, apartamenty i wille wspołcześnie warte byłby miliardy złotych. Jednak za najbogatszego przedsiębiorcę przedwojennego uważano Jana Wedla, twórcę potęgi fabryki czekolady E.Wedel. Jan Wedel był dla przedwojennego biznesu inspiracją jak Steve Jobs dla współczesnych start-upów.

- Lubił rozmach i miał głowę do nowości. Uruchomił pierwsze automaty ze słodyczami w Warszawie. Otworzył biuro i sklep w Paryżu, gdzie latał własną awionetką. Jego RWD był jednym z pierwszych prywatnych samolotów w Polsce – wspominał biznesmena Kordian Tarasiewicz. Odnośnikiem uprzejmego traktowania klientów były sklepy Wedla, a standardy polityki marketingowej wyznaczały jego zasady. Wedel nie obniżał cen kosztem jakości produktów. Jego czekoladki były na ogół droższe niz fabryk konkurencyjnych. Do tego nigdy nie korzystał z obcego kapitału, a zyski przeznaczał na inwestycje w fabrykę.

Piwny miliarder
W całej branży handlowej majątkiem podobnym z Wedlem dysponował baron Jan Albin Goetz Okocimski, właściciel browaru Okocim. 300 mln złotych byłyby warte dziś tereny rolniczne i lasy, które biznesmen kupował jako lokatę kapitału na czarną godzinę. Do tego należałoby doliczyć wartość 80 hektarowej winnicy w Szwajcarii, kamienicy we Fryburgu i dwóch magnackich rezydencji. Okocimski sprawił, że na początku XX wieku browar w Okocimiu był szóstym co do wielkości zakładem w Austro-Węgrzech oraz największym na terenach Polski.


Przedsiębiorca przeżył zamach na swoje życie zorganizowany przez młodych socjalistów z Tarnowa. Napadając na bogacza chcieli zdobyć środki na działalność swojej bojówki. W zamachu zastrzelono jednego ze współpracowników biznesmena. Okocimski nie tylko nie przyłączył się do postępowania karnego, ale prowodyrowi zamachu ufundował stypendium. Uznał, że młodzi ludzie uwikłali się w zamach, bo źle pojmowali patriotyzm.

Po śmieci barona w 1931 roku interesy kontynuował jego syn, Antoni Jan. Po kryzysie na początku lat 30. był bliski odbudowania rodzinnej fortuny. Plany te przerwał wybuch wojny. Okocimski wyjechał z Polski, we Francji zgłosił się do Wojska Polskiego, po wojnie kiedy cały majątek rodziny znacjonalizowano osiadł w Nairobi, gdzie prowadził herbaciarnię. Sprywatyzowany ponownie browar należy do grupy Carlsberg. Dla porównania współczesna wartość notowanej na giełdzie Grupy Żywiec wynosi 4,4 mld złotych.

Ogołoceni z majątku i tradycji
Pozbawiony majątku Antoni Jaroszewicz po wojnie mieszkał skromnie w podwarszawskich Włochach, gdzie zmarł w 1970 roku. Z kolei Jan Wedel, próbował reaktywować swoją firmę, ale został wyproszony przez przedstawicieli rady robotniczej. Fabrykę czekolady przekazano Zjednoczeniu Przemysłu Cukierniczego. Ponownie sprywatyzowana trafiła na giełdę a później w ręce koncernu PepsiCo. Kiedy w 2010 roku, kolejny właściciel, koncern Fraft Foods zmuszony był sprzedać zakłady E.Wedel eksperci wyceniali ich wartość pomiędzy 800 mln, a miliardem złotych. Właścicielem do dziś jest japońska grupa Lotte.


Z kolei Kordian Tarasiewicz miał plan, aby wykorzystać powojenne zamieszanie do przejęcia polskich zakładów swojego głównego rywala - austriackiej firmy Meinl. Zgłosił władzom swoją kandydaturę na dyrektora i zarządcę magazynów kawy Meinl w Gdańsku. Spieniężył cały swój majątek, wziął kredyt i ruszył z odbudową swojej palarni kawy Pluton w Warszawie.

Kiedy skończył inwestycję, 1950 roku dekretem Bieruta odebrano mu działkę, na której stała fabryka. Zbankrutował, a władza przez wiele lat ścigała go nakazując oddawanie z każdej wypłaty 20 procent na pokrycie długu. Spłacił wszystko. Ciekawe, gdzie dziś zaszedłby ze swoimi interesami gdyby plan wypalił? Być może to on, a nie Julius Meinl tytułowałby się wiodącą europejską firmą na rynku kawy, z przychodami 125 mln euro rocznie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...