Zakupy w Londynie z perspektywy nudziary

© Ben Benoliel / LN-CC
Kto tak naprawdę lubi robić zakupy? Nie wiem, na pewno nie ja. Centra handlowe są strasznie męczące, z kolei eleganckie butki zdają się być często przesadnie zobowiązujące. Londyn jest jednak miastem, które według wielu zostało stworzone na shopping. Jest tutaj mnóstwo ciekawych, niezależnych „concept stores”, a także butików wielkich marek, często nie do znalezienia w Polsce. Ja do Londynu raczej nie wybrałabym się po ubrania. Tym bardziej, że prawdopodobnie i tak kupiłabym tylko (setną) czarną bluzkę i jeansy.



No chyba, że do Late Night Chameleon Cafe

To koncepcyjny dom handlowy, który bardziej niż sklep przypomina szaloną instalację artystyczną. Można znaleźć tu ubrania takich marek jak Balenciaga, Jil Sander i Dries Van Noten przemieszane z undergroundowymi projektami japońskich nieznanych powszechnie marek, jak np. SASQUATCH czy Wack Maria.




Pojawia się tu też dobra selekcja projektów wschodzących designerów z całego świata. Towary wyeksponowane są w dość niecodzienny sposób, co sprawia, że wizyta w LN-CC bardziej przypomina odwiedziny w galerii sztuki. Obok ubrań znajdziemy pięknie wydane książki i muzykę. W przestrzeni Late Night Chameleon Cafe znalazło się miejsce także na studio fotograficzne i salę klubową.

Więcej o Late Night Chameleon Cafe.



Na pewno odwiedziłabym także któryś z trzech londyńskich butików Aesop.



Kosmetyki tej marki można dostać w Polsce, są u nas jednak nieco droższe niż w Londynie. No i nie chodzi tylko i wyłącznie o produkt, a właśnie o doświadczenie.



Butiki Aesop uważane są za najpiękniejsze na świecie. Projektowane zwykle przez świeżych, utalentowanych designerów, którzy dostają bardzo minimalne wytyczne od klienta i mogą wykazać się kreatywnością.

Kosmetyki są pięknie wyeksponowane na ścianach, a wnętrza intrygujące do tego stopnia, że Aesop już od jakiegoś czasu nie wydaje zbyt dużo na PR, bo rozpisują się nich wszystkie magazyny o modzie, designie i wnętrzach.

Więcej o Aesop.



Po zabawne prezenty zajrzałabym na Hoxton, do Hoxton Street Monster Supplies



Ich produkty to dzieło studia We Made This. Minimalistyczny design, połączony z klasycznym angielskim lookiem i pisarskim humorem.

W Monster Supplies można kupić między innymi: nić dentystyczną dla potworów (sznurek), środki konserwujące dla zombie (lakiery), świeże paznokcie (migdały). Hitem jest sól ekstrahowana z ludzkich łez. Dostępna jest sól pochodząca z łez radości, smutku, wściekłości, kichnięć i krojenia cebuli. Bardzo poetycko, prawda?




W Hoxton Street Monster Supplies znajduje się też centrum pisarskie, w którym dzieci od ósmego do osiemnastego roku życia mogą spotkać się na prywatnych zajęciach z profesjonalnymi pisarzami i innymi wolontariuszami.

Tutaj można dowiedzieć się więcej o Ministry of stories, odpowiedzialnym za sklep.

Ci, którzy szukają wyjątkowych przedmiotów w naprawdę kultowym miejscu, muszą zajrzeć jeszcze na Brick Lane.



Co można tutaj znaleźć? To zawsze będzie trochę niespodzianka. Na Brick Lane działają ciekawe vintage'owe butki i galeryjki. Pomiędzy nimi na ulicy rozstawiają się uliczni handlarze. Nie ma tutaj wypieszczonych, pachnących ciuszków i pięknie wyeksponowanych gadżetów. Trzeba grzebać! I jest to sport naprawdę opłacalny, bo na przykład pomiędzy przeróżnymi szpargałami do kuchni w starym stylu, znaleźć można prawdziwe perełki. Nie każdy handlarz wie, kto to Dieter Rams, a stare piękne młynki do kawy Brauna przetrwają dziesięciolecia. Mój dobry przyjaciel twierdzi, że kupił swoje cacko właśnie na Brick Lane. Inna znajoma dorwała tutaj vintage'owy płaszcz Alexandra McQuenna.

Na tanie loty do Londynu jest dość łatwo trafić. Bilety na początek kwietnia można kupić już za 300 zł, a w majówkę można polecieć za około 400 zł.