Rządowy program Emp@tia to "unowocześnianie na siłę"?
Rządowy program Emp@tia to "unowocześnianie na siłę"? Fot. https://empatia.mpips.gov.pl/

Ministerstwo Pracy gorączkowo broni się przed zarzutami, że wyrzuciło w błoto prawie 50 mln zł wydając je m.in. na stworzenie portalu dla osób potrzebujących opieki społecznej. Jednak ci, którzy na co dzień pracują z biednymi i bezdomnymi, nie mają wątpliwości. „Totalny brak wyobraźni, „oderwanie od rzeczywistości”, „unowocześnianie na siłę” – mówią o Emp@tii w rozmowach z naTemat.

REKLAMA
Rządowy projekt Emp@tia wzbudza kontrowersje przede wszystkim dlatego, że na jego przygotowanie przeznaczono kilkadziesiąt milionów złotych, a samo utrzymanie portalu, za pośrednictwem którego potrzebujący mogą składać wnioski o pomoc, będzie kosztowało 2 mln zł rocznie.
Jednak kluczowe jest też pytanie, czy taka wirtualna opieka społeczna w ogóle jest potrzebna i czy znajdą się chętni, by z niej korzystać? Na nie odpowiadają dla naTemat pracownicy Domów Pomocy Społecznej oraz dr Kazimiera Król, członek rady programowej Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Poznaniu.
"Będziemy realizować, bo musimy"
– Kiedy dowiedziałam się, że osoby potrzebujące, a szczególnie bezdomne, mają przez internet wnioskować o wsparcie, byłam bardzo zdumiona. Jako praktyk uważam, że to pomysł oderwany od rzeczywistości. Ale cóż, przy rządzących to przecież mały człowiek jestem... – mówi Lidia Leońska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Poznaniu.
Instytucja, w której pracuje, zajmuje się umieszczaniem w Domach Pomocy Społecznej m.in. upośledzonych umysłowo dzieci i osób w podeszłym wieku. Jej zdaniem nie ma szans, by Emp@tia się tam sprawdziła. Z oczywistego powodu, na który zwraca uwagę wielu komentatorów – podopieczni DPS-ów raczej nie korzystają z internetu.
– Moje dzieci pewnie potrafiłyby wypełnić wniosek na stronie i go wysłać. Natomiast z pomocy społecznej korzystają przede wszystkim ci, którzy takich kompetencji nie mają. A co tu dopiero mówić o bezdomnych. Nie wyobrażamy sobie chyba, że będą chodzili z laptopem pod pachą. Dużą część z nich nie posiada nawet dokumentów, więc pomysł, że będą przez internet aplikowali o pomoc, jest kompletnie niezrozumiały – zaznacza.
– Wydano na to kupę pieniędzy, ale my jesteśmy tylko realizatorami zadań, więc tak czy inaczej musimy w programie uczestniczyć i przyjmować wnioski. Czy chociaż jeden wpłynie? Mam duże wątpliwości – dodaje.
Najpierw niech nauczą obsługiwać komputer
Podobnego zdania jest Grażyna Zabielska, dyrektor Domu Pomocy Społecznej "Betania" w Lublinie. Proponuje, by pomysłodawcy Emp@tii wyobrazili sobie, że starsi i schorowani ludzie, którzy nigdy z komputerem nie mieli do czynienia, siadają przed monitorem i używają podpisu elektronicznego, by potwierdzić swój wniosek. – Ja w to nie wierzę. Mamy trzech pracowników socjalnych i to oni pomagają podopiecznym, załatwiają za nich wszystkie sprawy. Komputer nie zastąpi człowieka, więc dziwię się inwestycji w coś, co nie jest potrzebne i pewnie nie będzie używane – podkreśla.
Jak mówi, osoby korzystające z pomocy ośrodka mogłyby co prawda korzystać z portalu w asyście pracownika, ale po pierwsze najpierw trzeba mieć sprzęt, a po drugie pracownik powinien zostać przeszkolony. – Żaden z tych warunków dziś nie jest spełniony. My planujemy kupno komputerów, ale służyłyby one do kontaktowania się z rodzinami podopiecznych, które mieszkają za granicą. Wydaje nam się, ze to lepsze wykorzystanie. Dziś, z tego, co się orientuję, tylko jeden podopieczny w ogóle używa komputera – stwierdza.
Ministerstwo Pracy informuje, że w ramach projektu kupiono 3,5 tys. laptopów, na których pracownicy opieki będą mogli np. przeprowadzać wywiady środowiskowe. O szkoleniach nic jednak nie wiadomo, a choć cały system miał być wprowadzony już cztery miesiące temu, w wielu MOPS-ach wciąż panuje dezorientacja. Resort odpowiada, że "trwa podłączanie poszczególnych gmin".
– Jedyny plus, jaki dostrzegam w tej koncepcji, to budowanie sieci informacji pomiędzy Powiatowymi Urzędami Pracy, Ośrodkami Pomocy Społecznej i innymi podmiotami. Dzięki temu mogę wejść do bazy i widzę np., czy ktoś ma zasiłek z urzędu pracy czy nie. Taka wymiana danych się przyda – komentuje Lidia Leońska.
Rząd wyprzedza rzeczywistość
Kazimierę Król z Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Poznaniu najbardziej oburza zaś fakt, że resort pracy przystąpił do realizacji projektu bez konsultacji z tymi, którzy o pomocy potrzebującym wiedzą najwięcej. Chodzi m.in. o streetworkerów. – Oni bezpośrednio docierają do bezdomnych. Nie rozumiem, dlaczego akcja realizowana jest w oderwaniu od ludzi. Zresztą, jestem zdziwiona, że w wirtualną pomoc społeczną wkłada się tyle pieniędzy, a brakuje środków na godziwe warunki rozmowy z klientami Domów Pomocy Społecznej czy na wspomnianych streetworkerów. Tutaj są prawdziwe potrzeby – ocenia.
– Zabrakło wyobraźni. Być może potrzebny jest portal informacyjny dla instytucji polityki społecznej, ale kiedy tam weszłam i zobaczyłam, że przy wniosku trzeba złożyć podpis elektroniczny, pomyślałam, że to już unowocześnianie na siłę. Może dochodzić też do nadużyć, bo wnioski o pomoc mogą nie być poparte wcześniejszym zbadaniem sprawy przez pracownika socjalnego – dodaje.
Król nie jest też przekonana, że do pracy w ośrodkach pomocy potrzebne są laptopy. – Ja swoim studentom mówię, że być może w przyszłości wirtualna pomoc się rozwinie, ale nigdy nie może zastąpić pracownika socjalnego. Zakupiono laptopy i niektóre leżą niewykorzystane. Laptop przy wywiadzie środowiskowym to rzecz zbędna – przekonuje.