
Elżbieta Bieńkowska, wicepremier i minister infrastruktury, w miniony weekend otrzymała Wiktora za 2013 rok w kategorii Polityk Roku. Wielu komentatorów nie może się nadziwić, że Akademia Telewizyjna właśnie ją postanowiła nagrodzić. Dla Ryszarda Czarneckiego z PiS jest to wręcz dowód na „putinizację” telewizji publicznej. – Za jedno „sorry”? To przykład lizusostwa i białoruskich standardów – przekonuje naTemat. – Bieńkowska zasłużyła, jak żaden polityk – ripostuje Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO.
REKLAMA
Minister Bieńkowska sama była zaskoczona decyzją kapituły. Bo, jak stwierdziła, w gronie nominowanych, gdzie znaleźli się m.in. Jarosław Gowin, Ryszard Kalisz i Jacek Rostowski, jest "najmniej politykiem". „Ale cóż, jedno słowo się powie i zostaje się politykiem i dostaje się Wiktora. Wielka klimatolożka” – powiedziała, odnosząc się do słynnego „sorry, taki mamy klimat” z telewizyjnego wywiadu.
Nagrodę dostał też inny polityk związany z PO - prezydent Bronisław Komorowski. Uhonorowano go Super Wiktorem za całokształt działalności” co dla niektórych tylko potwierdza tezę, że „swoi nagrodzili swoich”, a gala Wiktorów to „towarzystwo wzajemnej adoracji”.
„Wypowiedź polityka roku Elżbiety Bieńkowskiej świetnie oddała sens galowych rozstrzygnięć. (…) Wiktory już z założenia skazane są na zależność od polityczno-biznesowego towarzystwa. Choćby dlatego, że w komisji przyznającej nagrody zasiadają laureaci z poprzednich lat” – komentuje serwis Niezalezna.pl, nazywając Wiktory „kabaretem przyjaciół Wiktora”.
Z kolei Krzysztof Feusette z portalu braci Karnowskich opublikował prześmiewczy list wielbiciela Bieńkowskiej. O przemowie minister podczas gali wręczenia Wiktorów pisze: "Powiedziałaś znowu tak pięknie, że słów brakuje, by to opisać. Jakby chodziło o 'Złote Usta' czy 'Wpadkę Roku', a nie nagrodę, którą zgodnie z regulaminem honoruje się ludzi, którzy dzięki swej osobowości, wiedzy czy umiejętnościom zapisali się w pamięci telewidzów . Skąd ta skromność? Przecież akurat Ty, Elżbieta, zapisałaś się i osobowościowo, i wiedzowo, i umiejętnościowo. Więc proszę - wróć do telewizji".
Zdaniem Ryszarda Czarneckiego, europosła PiS, Bieńkowska nie zasłużyła na tytuł Polityka Roku. Właśnie dlatego, że w minionych 12 miesiącach wsławiła się przede wszystkim bon motem o klimacie. Polityk przyznaje co prawda, że jej awans na stanowisko wicepremiera był jednym z ważniejszych politycznych wydarzeń, ale Wiktory to nie plebiscyt na "Niespodziankę Roku".
– Sama przyznała, że została nagrodzona nie za dokonania w rządzie, a za tamtą wypowiedź. Ja wolałbym, żeby ministrowie nie mówili o toaletach "kible" i nie wyjaśniali katastrofy komunikacyjnej klimatem. Dziwię się, że kapitule tej nagrody to zaimponowało. To jest pani, która operuje językiem, jakim nawet mężczyźni nie operują. W dodatku klnie jak szewc – ocenia.
Według Czarneckiego fakt, że nagrody przyznano Bieńkowskiej i Komorowskiemu, dowodzi temu, iż telewizja publiczna wspiera jedną opcję polityczną. – To świadczy o lizusostwie TVP wobec władzy. Telewizja przestała udawać bezstronność – twierdzi.
Taki wniosek zdecydowanie odrzuca posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska. Jak podkreśla, nawet jeśli Akademia Telewizyjna doceniła wicepremier za szczerość przy okazji kryzysu na kolei, to nie ma w tym nic złego. – Użyła prostego języka. Powiedziała, jakie są realia. To nie była żadna wpadka i widzowie TVP doskonale o tym wiedzą – podkreśla. Zresztą, sama Bieńkowska doskonale wiedziała, że stwierdzeniem "sorry, taki klimat" wielu Polakom zaimponowała. Konsekwentnie powtarzała, że zależy jej nie na "PR-owskim prezentowaniu się", a na szczerości.
– Jeśli dodać do tego awans, który był uznaniem dla jej kompetencji, to wychodzi na to, że Bieńkowska jak nikt zasłużyła na tytuł Polityka Roku. Tym bardziej, że bardzo dobrze przejęła nowy resort. I nie zmienią tego głosu naszych politycznych rywali – dodaje Śledzińska-Katarasińska.
