
Na pewno nie były sfałszowane, ale trudno też nazwać je w pełni demokratycznymi - tak w skrócie można opisać wnioski obserwatorów OBWE po wyborach parlamentarnych na Węgrzech, gdzie rządzący od 2010 roku Fidesz Viktora Orbana zapewnił sobie kolejne lata w pełni swobodnych rządów.
REKLAMA
- Węgierscy wyborcy mieli wczoraj realny wybór w głosowaniu przeprowadzonym w warunkach konkurencji. Ogółem, proces był przejrzysty i efektywnie zarządzany - tak komentował niedzielne wybory na Węgrzech Adao Silva, szef misji obserwatorów krótkoterminowych Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
Misja OBWE na Węgrzech nie mogła jednak nie wspomnieć o tym, że demokracja nad Balatonem znacznie różni się od wzorców panujących w większości państw europejskich. Szczególnie wówczas, gdy mowa o wyjątkowej pozycji, jaką Fidesz zapewnił sobie dzięki poprzedniej kadencji samodzielnych rządów.
- Rządząca partia cieszyła się nieuzasadnioną przewagą, w tym stronniczym przekazem mediów - mówił Silva. W ocenie szefa obserwatorów OBWE, ugrupowanie Viktora Orbana doprowadziło do sytuacji, w której przeciętny Węgier nie widzi już różnicy między partią będącą aktualnie u władzy a państwem.
OBWE krytycznie wypowiada się jednak przede wszystkim o pozycji medialnej Fideszu. Pluralizm tytułów prasowych jest bowiem na Węgrzech jedynie fasadowy w sytuacji, gdy ich wydawcy są mniej lub bardziej powiązani z partią kierowaną przez Orbana. Inni w świetle obowiązującego na Węgrzech prawa są tymczasem "kupowani" poprzez reklamy opłacane ze środków publicznych.
Przed ekipą Viktora Orbana jednak co najmniej cztery kolejne lata pełnej swobody w rządzeniu Węgrami. Po przeliczeniu prawie 100 proc. głosów wyniki niedzielnych wyborów stanowią, iż Fidesz zdobył 43,69 proc. głosów, koalicja lewicy i liberałów 26,22 proc, a nacjonalistyczny Jobbik aż 20,7 proc.
Źródło: TVN24.pl
