Państwo wspomogło rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Na zdjęciu obchody pierwszej rocznicy na rosyjskim lotnisku.
Państwo wspomogło rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Na zdjęciu obchody pierwszej rocznicy na rosyjskim lotnisku. Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Państwo wypłaciło zadośćuczynienia, zapomogi i renty rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej – łącznie ok. 68 mln zł. Ale nikt nie dostał odszkodowania, które jest normą po katastrofach cywilnych linii lotniczych. Część rodzin walczy o nie w sądzie.

REKLAMA
Prezydencki Tu-154M był samolotem wojskowym, więc nie miał ubezpieczenia. Podobnie jak większość jego pasażerów. Dlatego to państwo, a dokładnie Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa, zajęło się pomocą rodzinom, które straciły bliskich w katastrofie smoleńskiej. Ale skala tej pomocy jest dużo mniejsza niż ze strony prywatnych linii lotniczych, których samolot uległ katastrofie – zauważa „Gazeta Wyborcza”.

Wypłata zadośćuczynień trwała od lata 2010 r. Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa w porozumieniu z rządem zaproponowała dla rodziców ofiar, ich dzieci i małżonków po 250 tys. zł. (…) Oprócz tego do Prokuratorii wpłynęło kilkadziesiąt wniosków o zadośćuczynienia od osób spoza kręgu małżonkowie-rodzice-dzieci. Było to dalsze rodzeństwo - bratankowie, siostrzeńcy, byli małżonkowie zmarłych osób. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

Jako jedyna nie przyjęła zadośćuczynienia Jadwiga Kaczyńska. Część rodzin stara się także o odszkodowanie – od 750 do 2 mln zł. Dodatkowo zaraz po katastrofie rodziny dostały po 10 tys. zł zapomogi, a dzieci do zakończenia nauki i niepracujący małżonkowie będą dostawali od 1,5 do 3 tys. renty. Rodzinom swoich pracowników pomagają też instytucje – BOT, MON czy Kancelaria Prezydenta.
Część rodzin aktywnie komentuje toczące się w sprawie śledztwo. Po konferencji Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która wykluczyła tezę o wybuchu Dorota Skrzypek, żona zmarłego prezesa NBP skrytykowała śledczych za wolne prowadzenie postępowania i niemożliwość wydobycia z Rosji najważniejszych dowodów.

Źródło: "Gazeta Wyborcza"