![[url=http://shutr.bz/1eyvKqf] Muzycy odpoczywają na ławce na Jackson Square [/url], w tle widać prace wystawione przez ulicznego sprzedawcę sztuki.](https://m.natemat.pl/d55ee8e6c61bfa4116db82f85398e4d7,1500,0,0,0.jpg)
Dzielnica Francuska to chyba najchętniej odwiedzana przez turystów dzielnica Nowego Orleanu. W rzeczywistości jednak to miejsce nie ma zbyt wiele wspólnego z Francją, a obecnie wielu jej mieszkańców to potomkowie uchodźców z Włoch. Jest to najstarsza dzielnica miasta i chociaż w rzeczywistości wcale nie jest duża, to można spokojnie, nie wychodząc przez kilka dni poza jej granice, dobrze się bawić i obkupić na całego. Turyści i podróżnicy są zgodni. To tutaj najlepiej szukać noclegu wybierając się do Nowego Orleanu.
REKLAMA
Dzielnica Francuska
Dzielnica faktycznie została wybudowana przez Francuzów i to im zawdzięcza swoją nazwę. Pod koniec XVIII wieku duża część miasta spłonęła. Odbudową zajęli się panujący nad miastem w tamtym czasie Hiszpanie, którzy nie starali się w żaden sposób odtworzyć oryginalnej architektury.
Zaprojektowali nowe budynki w zgodzie z wówczas panującymi trendami. Trafimy więc tutaj na wiele sielskich domków w stylu hiszpańskim z początków XIX wieku, a obok nich ocalałe z czasów sprzed pożaru kamienice w stylu francuskim. Zdobne elewacje są zwykle pomalowane na pastelowe kolory, a na przysłoniętych ażurowymi konstrukcjami tarasach mieszkańcy uprawiają bujne rośliny. W oddali można zobaczyć współczesne wieżowce z Central Business District, jest to bardzo ciekawy kontrast.
Miasto jest z każdej strony otoczone wodą i panuje tutaj łagodny, ciepły klimat. Ponieważ w Dzielnicy Francuskiej wszystko co potrzebne znajduje się niedaleko, zarówno mieszkańcy, jak i turyści bardzo często decydują się na porzucenie samochodu i czasem, przez kilka dni z rzędu po prostu wszędzie spacerują. To sprawia, że w mieście czuć przyjemny, wakacyjny klimat.
Kolebka jazzu i miasto duchów
Na ulicach zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorami występują artyści i muzycy. Ponieważ Nowy Orlean uważany jest za kolebkę jazzu, odbywa się tutaj wiele ciekawych koncertów i wydarzeń z nim związanych. Wieczorami najpopularniejszym miejscem będzie Bourbon Street, to tutaj znajduje się najwięcej klubów i restauracji. Bez problemu znajdziemy kluby, w których regularnie odbywają się imprezy z muzyką graną na żywo.
Miasto stara się wspierać swoją lokalną scenę, dlatego większość artystów będzie pochodziła właśnie stąd. Najsympatyczniejsze będą jazzowe imprezy, nie jest jednak tak, że ten rodzaj muzyki ma tutaj monopol. Jeżeli wolisz bawić się do disco albo nawet hip-hopu, to też raczej znajdziesz coś dla siebie.
Nowoorleańczycy lubią imprezować i są bardzo otwarci dla turystów, ale jak wiadomo z alkoholem bywa różnie, dlatego żeby nie zepsuć sobie wyjazdu, warto być ostrożnym. Wracając do hotelu raczej zamów taksówkę. Turystycznym „must see” jest Lafitte's Blacksmith Shop, tawerna uważana za najstarszy, nieprzerwanie działający bar w całych Stanach Zjednoczonych. Dookoła tego miejsca powstało już kilka legend. Najbardziej znana z nich głosi, że jej pierwotnym właścicielem był słynny w Louisianie pirat Jean Lafitte.
Uliczny muzycy, artyści i szamani
W ciągu dnia należy koniecznie zajrzeć na Royal Street. Tutaj otwartych jest kilka naprawdę ciekawych galerii, pojawiają się artyści sprzedający swoją sztukę, a także sklepikarze, którzy w swojej ofercie mają czasem bezcenne (a innym razem zupełnie bezwartościowe) antyki i stare przedmioty z historią. To dobre miejsce nie tylko dla tych, którzy chcieliby wydać trochę pieniędzy.
Uliczne stanowiska są pełne rzeczy ciekawych, których oglądaniu warto poświecić chwilę. Żeby dobrze się bawić niekoniecznie trzeba wydawać krocie. Warto zajrzeć także do któregoś z ezoterycznych sklepików. Być może macie ochotę na wróżby? Nowy Orlean to wręcz miasto duchów. Tutaj dosłownie co drugi, leciwy budynek, ma swojego własnego ducha, który podobno regularnie ukazuje się mieszkańcom. Niewielu turystów potwierdza te rewelacje, niezaprzeczalnie jednak, panuje tu dość niezwykły klimat...
Łatwo poczuć się tutaj jak w filmie. Swoje usługi świadczą bowiem nie tylko artyści, ale także kapłanki voodoo i szamani. Dzielnica Francuska jest dość równomiernie upstrzona „magicznymi sklepikami”, w których ekscentryczni ekspedienci pomagają znaleźć coś idealnego spośród oferujących swoje pozytywne wibracje kryształów i amuletów. Znajdziemy ich także na słynnym Old French Market, bazarku, którego historia zaczyna się ponad 250 lat temu. Oprócz mnóstwa pamiątek dla turystów trafimy także na świeże warzywa i owoce, oraz ciekawe rękodzieło i przeróżne rupiecie w tej bardziej „pchlej” części targu.
Zwiedzając Dzielnicę Francuską nie da się ominąć Jackson Square to bardzo ładne miejsce, w którym można się zrelaksować, jeśli uda nam się akurat trafić na ulicznych muzyków, którzy radzą sobie z podjętym tematem (jak wszędzie zdarzają się świetni i słabi). Jest też dość spora szansa, że spotkamy tutaj kogoś, kto zaproponuje nam postawienie tarota, lub inną wróżbę. Warto skorzystać. A nóż dowiemy się czegoś interesującego? Tutejszy folklor jest naprawdę wyjątkowy. Nic dziwnego, że Nowy Orlean to jedno z ulubionych miast turystów w Stanach Zjednoczonych.
Ceny lotów z Warszawy są przez większość roku na podobnym poziomie. Warto jednak pamiętać o polowaniu na okazję z alarmem cenowym. We wrześniu, bilety kupimy już za 2400 zł w dwie strony.
