
A winne jest tradycyjne, polskie, domowe jedzenie. Babcia przesoli, mama posłodzi i mamy efekty. Ponad połowa niemowlaków jest źle odżywiana, co skutkuje otyłością lub niedożywieniem. Czy Danone lobbuje za słoikową żywnością?
REKLAMA
Najczęściej w posiłkach jest za dużo cukru i za dużo soli, wskazują przedstawiciele firmy Nutricia, należącego do Danona producenta żywności dla dzieci. – Rodzice i babcie nadużywają soli, ponieważ myślą, że niemowlakom smakuje tak, jak dorosłym. A to jest największym błąd, jaki możemy popełnić. Niestety, jedzenie dobre dla dzieci nie smakuje dorosłym, dlatego że nie jest właśnie tak doprawione jak dla dorosłych – mówi Grzegorz Mućko dyrektor Nutricia Polska cytowany przez agencję informacyjną Newseria.
Dodaje, że mamy czy babcie przygotowują jedzenie niezgodnie z wytycznymi dotyczącymi prawidłowej diety dla dzieci. Nieodpowiednie jest też źródło pochodzenia samych produktów.
Po takim wstępie koncern rozpoczyna kampanie edukacyjną: "1000 pierwszych dni o znaczeniu odżywiania w rozwoju dziecka". W ciągu pierwszych 3 lat życia zachodzi tzw. programowanie żywieniowe - pewne elementy diety np. białko czy dobre kwasy tłuszczowe występujące w diecie, programują nieodwracalnie organizm dziecka, wpływając na jego stan zdrowia w późniejszym okresie życia.
Nadmiar soli spożywany w dzieciństwie może odbić się poważnymi chorobami w dorosłym wieku. Sól podnosi ciśnienie krwi i powoduje wydalanie wapnia z moczem, co blokuje przyrost masy kości i jest przyczyną ich demineralizacji. Nutricia powołuje się na badania wskazujące, że dzieci w wieku niemowlęcym i powyżej pierwszego roku życia są źle odżywiane. Ponad 50 proc. z nich jest albo otyłych, albo niedożywionych. To przekłada się na kondycje kilkulatków. W tej chwili w Polsce jest już 17 procent otyłych dzieci do 15. roku życia, a w samej tylko grupie wiekowej 11-latków jest to aż 29 procent.
Trudno nie zauważyć, że w kampanii edukacyjnej zawieszono haczyk marketingowy. Firma publikuje dane o niedożywieniu, otyłości, odwapnionych kościach, a zarazem podaje gotową receptę: jedzenie ze słoiczków Bobovita, produkowanych przez koncern. Zamiast skrobać i gotować marchewkę, łatwiej jest podgrzać słoiczek. Tymczasem producenci żywności dla dzieci też mają sporo za uszami. Gotowe obiady były krytykowane, że zawierają słodki syrop glukozowo-fruktozowy, dzięki któremu nawet ekologiczna marchewka smakuje jak lizak.
W 2011 roku wyszło na jaw, że w obiadkach firmy Gerber 30 procent stanowiło mięso mechanicznie oddzielone – uboczny produkt krojenia mięsa. Gerber najpierw twierdził, że to dla dobra zbilansowanej diety, później wydał miliony złotych na kampanię reklamową, podkreślającą jakość przygotowywanych obiadów. Producent zaprosił do fabryki twórców portalu dziecisawazne.pl, jednak zamiast laurki powstał tekst o lobbowaniu za słoikową żywnością.
