W [url=http://www.shutterstock.com/pl/pic-113127745/stock-photo-illuminated-urban-hotel-sign.html?src=GHIPzUrSaPBVhhgHwje3Cg-1-19]hotelu[/url] zapominamy o rozumie i kulturze osobistej?
W [url=http://www.shutterstock.com/pl/pic-113127745/stock-photo-illuminated-urban-hotel-sign.html?src=GHIPzUrSaPBVhhgHwje3Cg-1-19]hotelu[/url] zapominamy o rozumie i kulturze osobistej? Fot. Shutterstock.com

Brak jakichkolwiek manier, mszczenie się na obsłudze, kradzieże, a nawet molestowanie seksualne - to wszystko największe przywary gości polskich hoteli, o których mówią nam pracownicy branży turystycznej. – W hotelu ludzie zapominają o rozumie. To właściwie zrozumiałe, w końcu zazwyczaj są na urlopie. Jednak wciąż nie potrafię pojąć, z jakiego powodu część klientów zapomina też o minimum kultury – słyszę od jednego z moich rozmówców.

REKLAMA
Zbliżająca się wielka majówka powoli rozpoczyna sezon urlopowy. Dla większości z nas nadchodzą więc najlepsze chwile, gdy wreszcie będzie można znaleźć trochę czasu na zasłużony odpoczynek od pracy, szkoły, a może i nawet rodziny. Dla pracowników branży turystycznej to jednak zapowiedź kolejnego nadchodzącego piekła. Wakacje w ich branży oznaczają bowiem konieczność ścierania się z tylko większym chamstwem i złodziejstwem, którego nie brakuje i przez cały rok.
- Bo w hotelu ludzie chyba zapominają o rozumie. To właściwie zrozumiałe, w końcu zazwyczaj są tu na urlopie. Jednak po kilku latach pracy w hotelu wciąż nie potrafię pojąć, z jakiego powodu naprawdę spora część naszych klientów absolutnie zapomina też o minimum kultury - mówi Hanna, pokojówka z jednego z najbardziej ekskluzywnych hoteli w Gdańsku - miasta, które odwiedzają co roku setki tysięcy turystów.
Przykład idzie z góry, czyli polityczna (nie)poprawność
Moja rozmówczyni potwierdza regułę, na którą od zawsze wskazuje wiele osób z branży hotelarskiej. - Przez jakiś czas pracowałam w takim dość przeciętnym hotelu w Liverpoolu, którego klienci na pewno nie należeli do elity. Często byli to kibice, których drużyna grała akurat z tamtejszą. Nawet pijani Brytole nie odstawiali jednak takich numerów obsłudze, jak niektórzy gości VIP tutaj - żali się.
I wspomina przede wszystkim historię wizyty polityków podczas jednej z ostatnich kampanii wyborczych, która stała się popularna już podobno we wszystkich trójmiejskich hotelach. - To, że pobyt grup polityków kończy się nie tylko zarzyganymi pokojami, ale i korytarzami jest jakimś rodzajem normy. Wtedy wszystkich i wszystko przeszły jednak panie posłanki, które postanowiły zemścić się na pokojówkach, które nie spełniły ich żądań i... usmarowały pościel kupą, na której zostawiły sarkastyczny liścik - wspomina z nieukrywaną złością Hanna.
Posłanki zemściły się tak, bo pokojówki nie były w stanie przynieść im kolejnych butelek z alkoholem i delikatnie zwróciły uwagę, że wystarczy użyć telefonu, by takie zamówienie spełnili inni pracownicy obsługi. - Smarowanie łóżka ekskrementami to już absolutny hardcore, ale niewiele lepiej zachowują się prezesi, którzy wpadają na letni weekend z swoimi żonami lub kochankami. W ubiegłym roku jeden z gości z nieukrywaną dumą i satysfakcją poprosił, bym podczas obsługi jego pokoju pozbierała ze stolika zużyte, spływające nasieniem prezerwatywy. Z chichotem patrzyła na to jego partnerka - opowiada.
Uwaga złodziej!
Nienajlepsze zdanie o gościach ma też Tomek, menadżer w jednym z trójmiejskich ośrodków wypoczynkowych. On zapewnia jednak, że prostactwo nie jest cechą wyróżniającą tylko zamożnych klientów, którym zbyt mocno uderza do głowy woda sodowa. - Przeciętny Kowalski też kiepsko odpoczywa bez buraczenia - stwierdza. Jego zdaniem, najczęstszym grzechem wypoczywających Polaków nie są jednak kiepskie maniery, które objawiają się w stosunku do obsługi, a lepkie ręce.
- Po szczycie sezonu musimy inwestować w dziesiątki sztuk nowego sprzętu, szczególnie ozdoby pokojów i armaturę. W tym drugim przypadku chodzi głównie o wielofunkcyjne "słuchawki" prysznicowe, a z pokoju ludzie potrafią zwinąć nawet grafikę z antyramy. Taką za 30 zł - stwierdza. I wyznaje, że po prawie dziesięciu latach w branży wciąż nie nauczył się rozpoznawać, który z gości jest do tego wszystkiego zdolny. Straty wlicza więc w normalne funkcjonowanie firmy, bo śledzenie każdego opuszczającego ośrodek klienta nie wchodzi w grę.
Na zupełnie inną przywarę gości hotelowych zwraca natomiast uwagę Basia, która przez trzy pierwsze lata studiów dorabiała nocami jako obsługa hotelowa w czterogwiazdkowym hotelu w Sopocie. - Molestowanie na takich zmianach to właściwie codzienność. Mniej lub bardziej udolne próby gwałtu czasami też. Zwykle wystarczy odpowiedzieć na nie spoliczkowaniem lub z pięści, ale raz musiałam użyć gazu, który na takie "okazje" przy sobie nosimy i skończyło się nawet złożeniem oficjalnego oskarżenia - mówi.
"Klepanie w tyłek to codzienność"
Paradoksalnie, dla Basi to jednak ta najnieprzyjemniejsza sytuacja skończyła się najmniejszymi problemami z klientem, bo po pojawieniu się ochrony hotelowej i policji mężczyzna niesamowicie spokorniał. Ci, których popęd schładzało spoliczkowanie potrafili tymczasem składać skargi i robić karczemne awantury na recepcji. A za takimi sytuacjami nie przepada szefostwo hoteli.
- Dlatego klepanie w tyłek, zaglądanie z pomocą palca za dekolt, czy strzelanie ze staniczka to rzeczy, do których w takiej robocie człowiek musi przywyknąć - ubolewa Basia. Dziewczyna dodaje też, że wbrew pozorom w ten sposób nie zachowują się tylko samotni panowie. - Najwięcej takich sytuacji jest raczej latem, gdy goście przyjeżdżają na dłuższy pobyt. Najpierw jest plaża z rodziną, a potem parę głębszych w barze i poszukiwanie szczęścia po korytarzach - ocenia.
Typowi "Polacy cebulacy"? Nie wszyscy moi rozmówcy są przekonani, że to właśnie my mamy najgorsze maniery. - Zagraniczniacy może po prostu kradną co innego. Po ich wizycie znikają raczej pościel i ręczniki - ocenia Tomek. Menadżer ocenia nawet, że jeśli chodzi o kulturę, to wydaje się jednak, że rodacy wypadają tutaj wręcz bardzo dobrze w porównaniu do innych. - Szczególnie od czasu, gdy Polska stała się modna wśród młodych Norwegów, którzy są non-stop nawaleni i traktują obsługę jak psy - podsumowuje.