Wywiad Jakiego pokazał, czego muszą bać się politycy PiS. Dorasta elektorat, który może ich zmieść

Katarzyna Zuchowicz
Europoseł Patryk Jaki nie powiedział tego wprost. Ale z wywiadu, którego udzielił "Rzeczpospolitej", można wysnuć jednoznaczny wniosek. Na prawicy dostrzegli zagrożenie w młodzieży szkolnej, która w symulacjach wyborczych przed wyborami do parlamentu często chętniej głosowała na Lewicę niż PiS . To pokolenie – lat 14-17 – jest dziś bardziej świadome, co dzieje się w kraju niż może się wydawać.
Patryk Jaki mówił o młodzieży, która przechodzi proces "wrogiej indoktrynacji". W wielu szkołach w prawyborach wygrała Lewica. Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta
Zacytujmy najpierw Patryka Jakiego. Europoseł PiS mówił w "Rz", że jego partia musi odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego mimo obiektywnych sukcesów większość ludzi dalej wybiera partie opozycyjne. Stwierdził, że to m.in. z powodu procesu "wrogiej indoktrynacji i socjalizacji społeczeństwa", która trwa na naszych oczach, czyli "zamiany flagi biało-czerwonej na tęczową, społeczeństwa wolnościowo-konserwatywnego na lewackie".

Ten proces, jego zdaniem, przechodzi młodzież. "Jeżeli prawica nie zareaguje na te procesy u fundamentów, to po tej kadencji, za cztery lata, kolejne kilka milionów ludzi skończy proces 'socjalizacji' – prawica nie będzie miała czego szukać w Sejmie" – powiedział.
Patryk Jaki

Jeżeli nie wyciągniemy wniosków z faktu, że młodzież, która przechodzi proces "wrogiej socjalizacji", może potem nie oceniać władzy pod względem „jakości rządzenia", a świata idei – przegramy na lata. To będą procesy nieodwracalne. Czytaj więcej

"Chcą wolności, nie ograniczeń"
Patryk Jaki musiał znać wyniki prawyborów, które w pierwszych dniach października odbyły się w kilkuset szkołach w całej Polsce. I w wielu z nich pokazały, że PiS ma się czego bać.


– Gdy obecne 16- i 17-latki, za kilka lat pójdą do wyborów, to myślę, że na 90 procent nie zagłosują na PiS. Młodzież, z którą ja również mam do czynienia, gdy osiągnie dorosłość, w większości może być zagrożeniem dla PiS – uważa Katarzyna Prądzyńska, nauczycielka z Koła.

Uczy w Zespole Szkół Technicznych i w Szkole Podstawowej. Większość jej starszych uczniów pochodzi z małych miasteczek i wiosek. Sama zauważa, że to nie jest Warszawa, ani inne duże miasto. – Nastroje uczniów są antypisowskie i bardziej lewicowe niż związane z Koalicją Obywatelską i PO – potwierdza widoczny już trend. Wyczuwa to podczas rozmów z uczniami. – Oni nie rozumieją pewnych ograniczeń, które wprowadza PiS. Chcą większej wolności dla siebie. Dla nich najważniejsza jest wolność. Wolność wyboru, wypowiedzenia się, wolność pod każdym względem. Według nich PiS ogranicza ich wolność – mówi na Temat.

Symulacje wyborcze w wielu szkołach w Polsce to potwierdziły. Młodzież nie postawiła w nich na partię Kaczyńskiego. Wręcz przeciwnie. Dosłownie zepchnęła ją na szary koniec. Gdyby w tych szkołach uczniowie mogli dziś wybierać parlament, u nich wygrałaby Koalicja Obywatelska. Albo wręcz Lewica. Nawet Konfederacja czasem miała lepszy wynik niż PiS.

– Myślę, że będziemy mieli do czynienia z dziwnym fenomenem w następnych wyborach. To Lewica może być drugą siłą. To efekt wypalania się centrowej partii jaką jest PO – przewidywał tuż przed wyborami prof. Jacek Wódz, socjolog polityki z Uniwersytetu Śląskiego.

Tak głosowali uczniowie w niektórych szkołach w Polsce. W LO w Poznaniu, o czym głośno było na całą Polskę, KO zdobyła 51 proc. głosów, Lewica 28 proc., a PiS jedynie 5 proc.

• Katowice, III LO im. A. Mickiewicza: – Lewica – 40,6 proc., KO – 30,3., Konfederacja – 17,1., PiS – 7,3, PSL – 4,6.

• Puck, I LO im. S. Żeromskiego: – Lewica – 36,67 proc., KO – 22,56, PiS – 13,33, Konfederacja – 13,07, PSL – 11,79.

• Wrocław, VIII LO: – KO – 40 proc., Lewica – 33, Konfederacja – 12 proc., PiS – 7, PSL – 3 proc.



U nich wygrałaby Lewica
Niektóre szkoły same organizowały prawybory. Ale była też wielka akcja "Młodzi głosują", którą zorganizowało Centrum Edukacji Obywatelskiej. Wzięło w niej udział ponad 900 szkół. Suma sumarum zwycięzcą został PiS (25 proc.), za nim znalazła się Lewica (23 proc.), Koalicja Obywatelska (22) oraz Konfederacja (21 proc.).

Ale i tak wynik Lewicy wśród młodych był imponujący. "Gdyby jednak głosowanie ograniczyć do szkół ponadpodstawowych wyniki byłyby diametralnie różne. Wybory wygrałaby właśnie Lewica (26 proc.) przed Konfederacją (23 proc.), Prawo i Sprawiedliwość zdobyłoby zaś tylko 20 proc. i znalazłoby się za Koalicją Obywatelską" – analizował jednak dr Jędrzej Witkowski z Centrum Edukacji Obywatelskiej.

Dlaczego Lewica tak wysoko? Na profilach FB dorośli analizują.
Komentarz internauty

Lewica to teraz ludzie młodzi i na nich młodzież głosuje. Państwo nowoczesne, z dużą swobodą obywatelską na wzór państw skandynawskich, które należą do najbardziej szczęśliwych w Europie.

– Lewicy nie było przez ostatnie lata. A teraz to ona zaczyna bardziej zagospodarowywać młodych ludzi niż KO. Wcześniej nikt się nimi nie interesował. Myślę, że to Robert Biedroń stał się dla nich topowym politykiem – odpowiada Artur Sierawski, nauczyciel historii w jednej z warszawskich szkół.

Wyniki prawyborów nie zaskoczyły go. U niego w szkole były podobne. Lewica wysoko, PiS otrzymał około 3 procent. – Już od jakiegoś czasu obserwujemy, że młodzież idzie w kierunku lewej strony, choć radykalizuje się też z prawej i to powinno niepokoić. Jednak widać, że bardzo dużą wagę przywiązują do różnorodności, tolerancji, poszanowania odmienności drugiego człowieka. Wielu moich uczniów chodzi na Parady Równości, na strajk klimatyczny – mówi. "To potężna, niezagospodarowana grupa"
Jego zdaniem nastolatkowie w wieku 14-18 lat to potężna, niezagospodarowana grupa jako elektorat. – To nie są dzieci, które nic nie rozumieją. Oni interesują się sprawami państwa. Rozmawiamy o trójpodziale władzy, pytają o podatki, wiedzą, że mamy wysoki deficyt, że jest inflacja – dodaje.

– Z punktu widzenia PiS ta grupa wiekowa być może jest zagrożeniem. Bo to jest siła, w której zaczął rodzić się bunt. Myślę, że pan Jaki to dostrzegł. To pokolenie jest naprawdę bardzo świadome. Poprzez dostęp do internetu, możliwości komunikowania się. W szkole też szukają pola do dyskusji, sami inicjują takie rozmowy – zauważa w rozmowie z naTemat.

Katarzyna Prądzyńska obserwuje zmianę wśród młodych ludzi od protestów przeciwko reformie sądów i Czarnych Protestów. A wraz z nią wzrost zainteresowania tym, co się dzieje w kraju.

– Uczniowie mają większą świadomość tych wydarzeń niż Lecha Wałęsy. Mniej interesuje ich czas jego osiągnięć, interesuje ich teraźniejszość. Wchodzą w dorosłość. Mówią, że to będzie ich czas i nie chcą, żeby wyglądał tak, że będą wychodzić na ulice i protestować. Chcą żyć, ale mądrze i nie ograniczani przepisami, które w nich godzą – tłumaczy.
Katarzyna Prądzyńska

Młodzież staje się coraz bardziej świadoma. Coraz bardziej ją to interesuje, bo zaczyna dostrzegać, że polityka PiS coraz bardziej dotyka również ją i ją ogranicza, A oni nie chcą ograniczeń. Granice są otwarte, bywają na Zachodzie i mówią, że tam jest zupełnie inaczej. Mówią, że nie dość, że szkoła ich ogranicza, to teraz zaczyna ich jeszcze ograniczać państwo.

Opowiada, że młodzi nie rozmawiają ogólnikami. Oni podają konkrety. – Kompletnie nie rozumieją ustawy o edukacji seksualnej i karania za to. Samych siebie podają jako przykłady. Mówią wprost, że mając po 16 lat zaczynają współżyć i chcą wiedzieć jakie środki antykoncepcyjne stosować. Część z nich jest otwarta na związki homoseksualne. Nie w sensie małżeństw, ale tego, że nie można ograniczać ludzi, jeśli są inni. Jeden chłopak mi powiedział, że przy Lewicy będzie wolny, a nie wytykany palcami. Uczniowie mówią o in vitro. – W jednej klasie usłyszałam: "Ale przecież to jest przyrost naturalny. Z jednej strony PiS chce wyżu demograficznego, a z drugiej strony zakręca kurek" – opowiada nauczycielka.

Jak słyszę, młodzi nie rozumieją też pensji minimalnej i większego ZUS dla przedsiębiorców: – Mówią, że to nie jest już państwo kapitalistyczne, tylko, że wracamy do komuny i że państwo jest centralnie sterowane. Uczeń mówi, że chciałby otworzyć zakład samochodowy, planuje zatrudnić pracowników. I pyta, dlaczego ma mieć z góry narzucone, ile ma im płacić? Jak jeden będzie lepiej wykonywał pracę, a drugi gorzej. I obaj mają dostać tylko samo? Sama młodzież podaje takie przykłady.

I teraz można się zastanawiać, co Patryk Jaki miał na myśli, mówiąc o reagowaniu na procesy "wrogiej indoktrynacji od fundamentów". Bo, że w szkołach, to chyba nie ma wątpliwości.

Pytanie zatem, co dalej. Jak polityka PiS dotknie szkoły w ciągu najbliższych czterech lat? Proces indoktrynacji już się zaczął. Akcja z uderzeniem w edukację seksualną to to tylko jeden z elementów.