To (jeszcze) nie jest kraj dla hybryd plug-in. Sprawdźmy, czy takie auto będzie idealne dla ciebie

Marcin Długosz
W tym roku z polskich salonów wyjechało zaledwie 700 hybryd plug-in (gwoli formalności dodajmy: aż trzysta z nich to samochody ze znaczkiem Volvo). Porozmawiajmy o tym, kim są klienci wybierający takie właśnie pojazdy i czy… powinieneś być jednym z nich.
Fot. mat. prasowe
Jeżeli jesteś osobą, dla której przysłowiowa szklanka zawsze jest w połowie pusta, to zapewne stwierdzisz, że rodzimy rynek samochodów o napędzie całkowicie elektrycznym oraz hybryd plug-in (czyli wozów "półelektrycznych") jest bardzo, ale to bardzo mały.

Jak bardzo? Bazując na danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (stan na koniec października): w naszym ponad 38-milionowym kraju zarejestrowanych jest zaledwie 7884 pojazdów osobowych tego typu.

A co, jeżeli spróbujemy na ową sytuację spojrzeć z optymizmem? Wówczas okaże się, że sytuacja rozwija się w dobrym kierunku i to naprawdę dynamicznie – aż 3250 ze wspomnianych powyżej samochodów zarejestrowano bowiem w tylko ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy roku 2019, co daje stuprocentowy wzrost, jeżeli zestawić to z tym samym okresem w roku poprzednim.

Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że gdy 31 grudnia wystrzelą korki od szampana, nad Wisłą zarejestrowanych będzie już około 9 000 elektryków i hybryd ładowanych z gniazdka. Pogdybajmy dalej: pod koniec roku 2020 naprawdę realną opcją może być liczba 20 000.
Fot. mat. prasowe


Kto zazwyczaj kupuje taki wóz?

Gdy spojrzeć na dane sprzedażowe lidera w owej kategorii, czyli Volvo Cars, okaze się, iż w 2019 r. polscy klienci nabyli 100 sztuk hybrydowej odmiany modelu XC90, co stanowiło aż 10 proc. sprzedaży "okrętu flagowego" tej marki.

Przejdźmy do SUV-a o rozmiar mniejszego: półelektryczne Volvo XC60 rozeszło się podobnej liczbie, jednak owa setka samochodów stanowiła 2,5 proc. całości sprzedaży tego modelu.

Wnioski? Cóż, te nie będą jakkolwiek zaskakujące – główną klientelą hybryd plug-in są dobrze prosperujące firmy oraz osoby zamożne. Mechanizmy są proste: im samochód droższy, tym dopłata do takiego napędu staje się (proporcjonalnie) mniej odczuwalnym wydatkiem.

Oczywiście trudno liczyć na to, iż pojazdy zelektryfikowane w najbliższym czasie zaczną trafiać masowo "pod strzechy", pozostaje metoda małych kroków oraz świadomość faktu, iż to właśnie klienci korporacyjni wpływają za coraz większą popularyzację takich samochodów. A to prędzej czy później musi sprawić, że e-auta – coraz bardziej przystępne cenowo – będą mogli nabywać również statystyczni Kowalscy.
Fot. mat. prasowe


Dlaczego firmy tak kochają hybrydy?
Osoba, która nabywa samochód prywatnie, nie musi zaprzątać sobie głowy sprawami takimi, jak ograniczenia emisji CO2. Jednak sprawy wyglądają inaczej w przypadku korporacji międzynarodowych, które trzymają się swojej polityki flotowej, ustandardyzowanej we wszystkich oddziałach na terenie Unii Europejskiej.

W największym uproszczeniu: będąc pracownikiem wyższego szczebla w takiej firmie, mogącym wybrać swój nowy samochód służbowy, możesz wybierać jedynie spomiędzy modeli, których emisja dwutlenku węgla nie może przekroczyć precyzyjnie określonej granicy.

Tak więc możesz postawić albo na samochód spalinowy, który siłą rzeczy musi mieć odpowiednio małe gabaryty i pojemność silnika, albo znacznie większą, bardziej luksusową i dynamiczną hybrydę. Zakładam, iż pytanie "którą z tych opcji wybierzesz", jest retoryczne.
Fot. mat. prasowe


Czy taki samochód opłaci się każdemu?
Cóż, mówiąc o korzyściach związanych z wyborem samochodu hybrydowego – czy to ekonomicznych, czy ekologicznych – istotną kwestią jest to, jak często będziesz przemieszczać się w trybie bezemisyjnym, korzystając wyłącznie z napędu elektrycznego.

Rzućmy ponownie okiem na dane firmy Volvo Cars – okazuje się, że używane w Polsce hybrydy plug-in tej marki na prądzie przemierzają 35 proc. swoich przebiegów. Dla porównania: średnia unijna wynosi 42 proc., tak więc jest naprawdę nieźle, choć mamy jeszcze sporo do nadgonienia.

Oczywiście kluczową kwestią jest w tym przypadku rozwój odpowiedniej infrastruktury, gdyż im więcej szybkich ładowarek na naszych drogach, tym częściej można korzystać z trybu bezemisyjnego.

Wracając do kalkulacji ekonomicznych: czy hybryda plug-in jest samochodem dla każdego? Niekoniecznie. Jeżeli należysz do osób, które zazwyczaj przemierzają długie dystanse autostradami, nabijając w ten sposób roczne przebiegi powyżej 50 000 kilometrów, pomyśl lepiej o samochodzie z nowoczesnym silnikiem diesla. W ogólnym rozrachunku będzie tańszy w eksploatacji; nie wspominając nawet o komforcie użytkowania – przecież doładowywanie akumulatorów poza miastami wciąż może być w naszym kraju przedsięwzięciem nieco karkołomnym.

Jeżeli jednak spora część twoich przejazdów odbywa się w cyklu miejskim i mieszanym, cała sprawa zaczyna nabierać naprawdę dużego sensu, gdyż w takich warunkach hybryda plug-in naprawdę rozwija skrzydła.
Fot. mat. prasowe


Pieniądze to nie wszystko, ale…

Aby docenić naprawdę niskie koszty przejechania jednego kilometra w aucie półelektrycznym, naprawdę nie musisz być np. szczęśliwym posiadaczem paneli fotowoltaicznych. Wystarczy skorzystać chociażby z promocji takich, jak nowa propozycja Volvo Cars.

Otóż już od przyszłego roku klienci tej marki będą mogli liczyć na… zwrot kosztów energii elektrycznej za dystanse przejechane w trybie bezemisyjnym. Producent będzie sczytywał owe wartości dzięki nowatorskiej aplikacji Volvo On Call, po czym zwróci odpowiednią kwotę na konto posiadacza samochodu (ten będzie musiał jedynie pokryć niewielką opłatę za przesył energii). Takie zachęty do przemieszczania się w sposób przyjazny Matce Ziemi (przy okazji sycąc się błogą ciszą), to my rozumiemy.

Artykuł powstał przy współpracy z Volvo Car Poland.