Ukraińcy mogą mieć spory problem przez Łukaszenkę. Niepokojące dane brytyjskiego wywiadu

Mateusz Przyborowski
16 maja 2022, 14:25 • 1 minuta czytania
Białoruś rozmieszcza dodatkowych żołnierzy wzdłuż granicy z Ukrainą, Polską i Litwą. Zdaniem brytyjskiego wywiadu taki ruch Łukaszenki może negatywnie wpłynąć na obronę Donbasu. Analitycy zaznaczają przy tym, że białoruski dyktator balansuje między poparciem rosyjskiej inwazji a chęcią uniknięcia bezpośredniego zaangażowania swoich wojsk.
Zdaniem brytyjskiego wywiadu ukraińska armia może mieć problem w Donbasie Fot. ANATOLII STEPANOV / AFP / East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Alaksandr Łukaszenka coraz śmielej grozi Polsce i wysyła dodatkowe wojska na granice. Jak informowaliśmy w ubiegłym tygodniu w naTemat, przy granicy z Polską, Litwą i Ukrainą pojawiły się dodatkowe oddziały białoruskiej armii. Zdaniem brytyjskiego wywiadu, taki ruch białoruskiego dyktatora może pokrzyżować plany ukraińskiej armii.

Ukraińska armia może mieć spory problem przez Łukaszenkę

"Obecność sił białoruskich w pobliżu granicy z Ukrainą prawdopodobnie spowoduje konieczność utrzymywania tam sił Kijowa, które nie będą mogły wspierać działań w Donbasie przeciw wojskom rosyjskim" – zauważają analitycy z Londynu.

Brytyjski wywiad jednocześnie zauważa, że Alaksandr Łukaszenka stara się uniknąć bezpośredniego udziału w wojnie w Ukrainie. "Pomimo wcześniejszych spekulacji, siły białoruskie nie są dotychczas bezpośrednio zaangażowane w wojnę rosyjsko-ukraińską" - przypomniano.

Czytaj także: Łukaszenka zapytany o ewentualny atak Polski. "Niech spróbują. Nie takim łamaliśmy rogi"

Analitycy z Wielkiej Brytanii podkreślają jednak, że terytorium Białorusi było wykorzystywane jako punkt wyjścia do natarcia Rosjan na Kijów i Czernihów na początku wojny. Rosja przeprowadzała też z Białorusi ataki lotnicze i rakietowe na Ukrainę.

"Prezydent Białorusi prawdopodobnie będzie balansował między poparciem rosyjskiej inwazji a chęcią uniknięcia bezpośredniego zaangażowania wojskowego ze względu na ryzyko zachodnich sankcji, zemsty Ukraińców i możliwego niezadowolenia wśród białoruskich żołnierzy" – napisano w raporcie.

Łukaszenka też nie mówi o "wojnie" w Ukrainie

Przypomnijmy, Łukaszenka ostrzegł niedawno, że białoruska armia jest gotowa do walki i może wyrządzić "niedopuszczalne szkody" państwom NATO. Dodał, że jego kraj musi się bronić, ponieważ obawia się ataku ze strony wojsk Sojuszu.

– To są oczywiście bzdury. Białoruś – nawet gdyby rzeczywiście NATO chciało ją zaatakować, a już samo myślenie o tym jest absurdem – nie obroniłaby się, ponieważ armia białoruska jest po prostu słaba – komentował w rozmowie z naTemat Alaksiej Dzikawicki, wicedyrektor Biełsat TV.

Czytaj także: Kuriozalne słowa Łukaszenki ws. groźby użycia broni jądrowej w Ukrainie. Wskazał główny argument

Z kolei w niedawnym wywiadzie z agencją Associated Press Alaksandr Łukaszenka nie mówił o "wojnie" w Ukrainie, ale o "specjalnej operacji wojskowej". Białoruski dyktator ocenił, że Władimir Putin musi działać, ponieważ Ukraina "prowokuje Rosję".

Łukaszenka przekonywał jednocześnie, że jego kraj opowiada się za pokojem i że on sam wielokrotnie wzywał do uniknięcia działań wojennych. W kwestii groźby użycia broni jądrowej głównym argumentem przeciw dla niego jest to, że "Ukraina jest tuż obok".

Czytaj także: https://natemat.pl/410062,bialorus-zaostrza-kare-smierci-zmiany-uderza-w-opozycje-i-partyzantow