Tu jest jakby luksusowo. Tak wygląda klasa biznes na ziemi

Michał Mańkowski
17 czerwca 2022, 13:59 • 1 minuta czytania
W samolotach można latać klasą biznes. W samochodach synonimem klasy biznes są topowe limuzyny legendarnej trójki: BMW, Mercedes, Audi. I choć robią to na ziemi, a nie na niebie, gwarantują obrzydliwy wręcz komfort podróży na wielu wymiarach. Audi właśnie pokazało najnowszą i odświeżoną odmianę swojego flagowca: A8. Na kilka dni rozgościliśmy się w przedłużonej wersji tej limuzyny.
Audi A8 w wersji przedłużonej. Fot. naTemat

Ludzie urodzeni w 1994 roku kończą teraz 28 lat, to już dorosłe i dojrzałe osoby. 28 lat w 2022 roku kończy też model A8, który zadebiutował na rynku właśnie w 1994 roku. Flagowa limuzyna od Audi doczekała się już czterech generacji, z czego ostatnia miała premierę w 2017 roku.


Pięć lat w branży motoryzacji i technologii to szmat czasu. Celowo dorzucam tu do pary technologię, bo w przypadku samochodów tej klasy aspekt technologiczny jest równie istotny, co sam motoryzacyjny. Ba, dziś najnowsze auta to przecież potężne komputery jeżdżące na czterech kołach.

I właśnie dlatego w swoim flagowcu Audi musiało coś zmienić. Właśnie zaprezentowano odświeżoną wersję A8-ki. Nie jest to nowa generacja, a jedynie lifting. Zmiany są raczej symboliczne, mniej wprawne oko może nawet nie zauważyć różnicy.

Jeśli jednak wiecie gdzie patrzeć, oczy błyskawicznie powędrują Wam w stronę grilla. Tam czeka nowa, jeszcze szersza osłona chłodnicy w stylu Singleframe. To potężny, chromowany grill, który jest jak korona na głowie. Wyróżnia się, przykuwa wzrok i… podoba mi się. Sprawia, że auto jest „jakieś”. No i mruga okiem w stronę bezpośredniego konkurenta BMW 7, gdzie grill jest jeszcze większy. 

Koronę przywołuję tutaj nieprzypadkowo, bo limuzyny tego typu to królowe w gamie każdego producenta. A8, BMW serii 7, Mercedes klasy S – modele, które są już marką samą w sobie. Luksus, komfort, przepych odmieniany przez wszystkie przypadki. 

Auta, w których głównym i najważniejszym miejscem nie jest to za kierownicą, ale z tyłu za fotelem przedniego pasażera. To tron z centrum zarządzania niemal wszystkim, co dzieje się wewnątrz auta. Brakuje tam chyba tylko kierownicy i dodatkowej pary pedałów. 

Nawet jeśli prowadzenie auta sprawia ci przyjemność, przejażdżka z tyłu sprawi, że zaczniesz rozumieć, że może jednak być coś ciekawego i kuszącego w tym „nudnym  byciu wożonym”.

Siedzi się w mięsistym, wygodnym fotelu, który można rozłożyć do pozycji półleżącej, nogi oprzeć na specjalnym podnóżku, a nad brzuchem wyciągnąć specjalny stolik. Jeśli chcesz, pracujesz sobie na laptopie, jesz obiad, albo oglądasz jakiś film lub serial na ekranach.

Nowego projektu doczekały się elementy z przodu auta, spasowano je jeszcze lepiej, dzięki czemu profil auta jest trochę ostrzejszy. Zmieniono m.in. boczne wloty powietrza, które są bardziej pionowe. Odświeżono też delikatnie ich stylistykę, podobnie jak w przypadku reflektorów, których dolna krawędź jest teraz nieco bardziej wyrazista. 

Podobnie stało się z tyłu. Zaprojektowano na nowo dyfuzor, a pas świetlny na tylnej klapie nie jest już jednolitą całością, ale tzw. sygnaturą. Znaczy to tyle, że jeśli będziesz kupował A8, możesz wybrać wzór, w jaki ułożą się diody. Nową odsłonę zyskał też pakiet stylistyczny S line. 

Do wyboru jest jedenaście kolorów lakieru w tym m.in. zielony czy błękitny. Nowością jest pięć wykończeń matowych m.in. znane ze sportowych modeli RS szarość daytona. Oczywiście klient nasz pan, więc w pakiecie exclusvie możesz lakierować sobie auto na dowolnie wybrany kolor. 

No dobra, tyle teorii, a jak jest w praktyce? A8, do tego w wersji przedłużonej, czyli oferującej jeszcze więcej miejsca z tyłu, wygląda potężnie i majestatycznie. Samymi gabarytami robi wrażenie wszędzie tam, gdzie się pojawi.

To także automatyczne podkreślenie statusu. Nawet jeśli sam design niektórym może wydawać się nieco nudny, to fakt jeżdżenia Audi A8L jest pewnego rodzaju deklaracją. Tym autem nie jeździ byle kto.

Z kwestiami wizualnymi można dyskutować, to w końcu kwestia gustu. Jednemu podoba się bardziej, innemu mniej. Dyskutować jednak nie można z odczuciami podczas jazdy. Słuchajcie, to, co dzieje się wewnątrz auta jest obłędne.

A co się tam dzieje? Nic. Dosłownie. I to jest w tym najlepsze. Cisza, komfort, stabilność, którą czujecie, jest jak z innej planety. Nagle okazuje się, że śpiący policjant właściwie nie robi żadnej różnicy, a nierówności na szutrowej drodze, która zazwyczaj doprowadza cię do białej gorączki, przestają mieć znaczenie. Predykcyjne zawieszenie naprawdę robi robotę. To opcja za ok. 32 tys. złotych, ale po prostu musisz je mieć w tym aucie. To będzie najlepiej wydane 30 tysięcy.

Tak jak w skrajnie sportowych autach względem cywilnych możesz dodać zawsze spory margines błędu przy wchodzeniu w zakręt, tak tutaj śmiało możesz dodać podobny margines na prędkość przejazdu po nierównościach, bo i tak ich nie poczujesz. Komputer przewiduje, co może wydarzyć się na drodze i ekspresowo i niezauważalnie dostosowuje ustawienia tak, by w środku jak najmniej poczuć to, co dzieje się na drodze.

A8L jest ogromne, ale najlepsze, że tej wielkości wcale nie czujesz. Także przy manewrach. Skrycie kocham się w skrętnej tylnej osi, która sprawia, że zawracanie limuzyną o długości ok. 5,30 m, wygląda jak żart. Nagle okazuje się, że nawrotka tym kolosem jest łatwiejsza i przyjemniejsza niż zwykłymi autami. 

Testowany model nazywał się dokładnie A8L 60 TFSI e quattro. Kryje się za tym hybrydowa jednostka benzynowa o pojemności 3 litrów i mocy 462KM, która jest wspierana przez akumulator. To istotne nie tylko dla osiągów (4,9 do setki) i momentu obrotowego (700 Nm), ale przede wszystkim komfortu. Jazda do kilkudziesięciu (mniejszych niż większych) na prądzie sprawia, że podróż jest naprawdę cicha i komfortowa. Szczerze mówiąc, najbardziej lubiłem podróżować właśnie w takim układzie. 

Najtańsze A8 zaczyna się od 442 tys. zł, testowany egzemplarz rusza w cenniku od 507 tys. zł. Na dobrą sprawę te ceny nie mają jednak znaczenia, bo ktoś, kto kupuje tego typu auto, i tak się z kosztami raczej nie liczy.