Ostry sprzeciw naszej mistrzyni, uderzyła w związek w trakcie MŚ. "To rzucanie kłód pod nogi"

Krzysztof Gaweł
19 lipca 2022, 19:15 • 1 minuta czytania
Adrianna Sułek nie gryzła się w język tuż po zajęciu czwartego miejsca i pobiciu rekordu Polski w rywalizacji siedmioboistek podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata. Bez pardonu, za to szczerze i od serca opowiedziała o tym, jak Polski Związek Lekkiej Atletyki utrudnia życie naszym sportowcom i jak wyglądają przygotowania do imprezy z perspektywy zawodnika. "To, co robi związek, to jest rzucanie kłód pod nogi i ja już mam dosyć milczenia" - zapowiedziała w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Adrianna Sułek ostro zaatakowała PZLA jeszcze podczas MŚ w Eugene. "Rzucanie kłód pod nogi" Fot. ANDREJ ISAKOVIC/AFP/East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Adrianna Sułek pojechała na MŚ w Eugene z nadzieją na miejsce w czołówce rywalizacji siedmioboistek i jako nasza cicha nadzieja medalowa. 23-letnia zawodniczka z Bydgoszczy otarła się o medal, zajęła czwarte miejsce i przy okazji pobiła rekord Polski. Z wynikiem 6672 punktów po 37 latach poprawiła wynik Małgorzaty Nowak, walcząc do końca o medal. Ten wynik dałby jej podium na każdym czempionacie w przeszłości.

Tym razem starczył jednak do miejsca czwartego, które i tak jest sukcesem naszej lekkoatletki. Adrianna Sułek to nasza wielka nadzieja na sukcesy w przyszłości, dziewczyna bardzo zaangażowana w trening, która nie gryzie się w język. Już przed startem w USA opowiedziała dziennikarzom o fatalnych warunkach, które naszym sportowcom przed czempionatem w USA przygotował Polski Związek Lekkiej Atletyki.

- Jedzenie na kampusie, gdzie mieszkaliśmy, było tragiczne. Stale musiałam dbać o to, żeby zabezpieczyć sobie jakieś śniadania i kolacje. Postanowiłam przestać milczeć, bo ile można pobłażać? Miałam jeszcze kilka dni, żeby uzupełnić organizm czymkolwiek wartościowym. Ale to, co się tutaj dzieje w kwestii pracy związku, jest moim zdaniem skandalem - grzmiała Ada Sułek w rozmowie z TVP Sport. I opisała, jak wyglądały podróże na zgrupowanie.

- Podróż ze Seattle samolotem lecącym tylko do połowy drogi i dalszy dojazd autokarem? Brak słów - opisywała załamana. Po zakończeniu rywalizacji w USA nasza siedmioboistka ujawniła kolejne szczegóły przygotowań, nad którymi czuwać miały osoby odpowiedzialne w PZLA. Obraz, który poznajemy dzięki naszej mistrzyni, jest po prostu zadziwiający. A działacze oczywiście schowali głowy w piasek.

- Słyszałam na przykład, że nie mogę być na szesnastodniowym zgrupowaniu tylko na dziesięciodniowym. Muszę wrócić na kilka dni i jechać z powrotem. Śmiesznie wyglądała też nasza podróż ze zgrupowania w Seattle na mistrzostwa świata do Eugene. Muszę pisać e-maile z prośbą o odpowiednie posiłki... - wyliczała Adrianna Sułek w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

Jak przyznała, na złe warunki narzekało więcej polskich sportowców, ale część z nich nie odważyła się mówić o problemach publicznie. Ada Sułek w język się nie gryzła. - Jedynym hamulcem wstrzymującym rozwój mojej kariery jest PZLA. To, co robi związek, to jest rzucanie kłód pod nogi i ja już mam dosyć milczenia - mówiła dziennikarzom nasza reprezentantka.

- Postanowiłam, że po tych mistrzostwach świata będę mówiła już o tym głośno i szukała kogoś, kto pozwoli mi się uniezależnić. Nie będę cicho. Zostawiam serce na bieżni i na każdym treningu, a oni tylko utrudniają nam życie i robią to z pełną premedytacją - zakończyła halowa wicemistrzyni świata i czwarta zawodniczka MŚ w Eugene.

Co na to związek? "Jak człowiek nie wie, o czym mówi, to może mówić bzdury. Bardzo trudno jest się odnieść do tych wszystkich nonsensów, które Ada powiedziała. Mogę to zrzucić na jej młody wiek i na nieznajomość tematu, który porusza" - ostro odpowiedział wiceszef PZLA Tomasz Majewski, który udzielił wywiadu portalowi Sport.pl. I zarzucił zawodniczce, że nie zna realiów finansowych polskiego sportu.

Czytaj także: https://natemat.pl/425881,sulek-atakuje-pzla-lekkoatletka-opowiedziala-o-przygotowaniach-do-ms