Bunt wiernych, mają dość proboszcza. "To nie te czasy, gdy się klękało i księdza po rękach całowało"

Katarzyna Zuchowicz
03 sierpnia 2022, 06:16 • 1 minuta czytania
– Ludzie są w stanie księdzu bardzo wiele wybaczyć. To, że sobie popija, że ma kobietę na boku. Ale nie są w stanie mu wybaczyć tego, że jest zdziercą i bucem. Dokładnie tak się to objawia, że ludzie tak reagują – mówi naTemat Tomasz Terlikowski, katolicki publicysta. Właśnie cała Polska usłyszała, że z tego powodu w Fałkowie, godzinę drogi od Kielc, wierni podnieśli przeciwko proboszczowi bunt. Chwilę wcześniej podobnie było w Pacanowie. I jeszcze w Jaworznie. Sporo jak na krótki czas? O czym to świadczy?

Jako ostatni w buncie przeciwko proboszczowi objawił się Fałków, wieś gminna w województwie świętokrzyskim. Nowy ksiądz do tutejszej parafii pw. Świętej Trójcy zawitał zaledwie miesiąc wcześniej. Ale mieszkańcy nie byli w stanie wytrzymać z nim długo.

– Od początku coś było nie tak. Od początku ludzie podchodzili do niego nie bardzo. Nie spotkałem się z człowiekiem, który by go pochwalił. Każdy narzekał – mówi nam jeden z mieszkańców.

W ostatnią niedzielę ludzie zorganizowali się tak, że ich bunt opisały chyba wszystkie media w Polsce. "Pakuj się", "Oddaj klucze" – rozległo się pod adresem księdza. I proboszcz ustąpił.

– Szybko poszło – kwituje nasz rozmówca. Pytam, jak czują się z tym, że rozsławili bunt przeciwko proboszczowi. Bo kiedyś mogło się wydawać, że ludzie – zwłaszcza na wsi – będą zaciskać zęby i gadać po domach – ale na księdza ręki nie podniosą.

– A dlaczego nie? Przecież to wszystko jest parafian, to nie jest księży. On też musi się trochę dostosować do ludności, a nie robić swoje rządy. To nie te czasy, co dawniej, że się klękało i po rękach księdza całowało. To się zmieniło – odpowiada.

W niektórych kręgach parafianie z Fałkowa już zostali uznani za bohaterów.

Tomasz Terlikowski: Proboszcz nie jest Bogiem

– Ludzie są w stanie księdzu bardzo wiele wybaczyć. Są mu w stanie wybaczyć to, że sobie popija, że ma kobietę na boku. Ale nie są w stanie mu wybaczyć tego, że jest zdziercą i bucem. Dokładnie tak się to objawia, że ludzie tak reagują. Ludzie jakoś muszą manifestować swoją wolę. Ani biskup nie jest Bogiem i nie jest nieomylny w mianowaniu proboszcza, ani proboszcz nie jest Bogiem i ludzie nie muszą być mu tylko posłuszni – komentuje w rozmowie z naTemat Tomasz Terlikowski, katolicki publicysta i teolog.

Kiedy trzeba, mogą powiedzieć i pokazać, co o nim myślą. A jeśli biskup nie reaguje, co też się zdarza, to są inne metody. Przestaje się rzucać na tacę, wywozi się proboszcza na taczkach, nie wpuszcza się nowego.Tomasz Terlikowskipublicysta

Podkreśla jednak, że nie ma w tym nic niezwykłego, zawsze tak było. Nie jest to nowe zjawisko. Zawsze były przypadki, gdy wierni buntowali się przeciwko proboszczom. Od średniowiecza.

– Był czas, kiedy lokalny szlachcic dogadywał się z biskupem i spokojnie mógł wyrzucić proboszcza, nie było żadnego problemu. Często to on go zatrudniał. W Kościele od zawsze były okresy, że wyganiano proboszczów i nie jest to nowe zjawisko, że wierni wywożą proboszcza na taczkach albo że się z nim nie zgadzają. Trochę zmieniło się to w czasach komunizmu. Biskupi obawiali się wtedy, że te sprawy będą rozgrywane przez bezpiekę, bo były, i dużo ostrożniej podchodzili do takich sytuacji. A teraz można powiedzieć, wszystko wróciło do normy – mówi naTemat.

O co poszło w Fałkowie

W Fałkowie proboszcz miał nacisnąć parafianom na odcisk z dwóch powodów. – Najbardziej nie podobało się traktowanie pani organistki i to, że tak wywindował sobie ceny. Za chrzest wymyślił 500 zł, za pogrzeb 1100 zł, za ślub 1500 zł. Wcześniej nie było takich, jak on sobie wygórował. Za chrzest płaciło się 300 zł, a za pogrzeb, już z organistką, 1000 zł – opowiada nam jeden z mieszkańców.

Organistka od dawna była związana z tą parafią. – A on wymyślił, że w tygodniu, na mszach porannych i popołudniowych, nie będzie organistki, tylko on sam będzie robił sobie przyśpiewki. Organistka miała być tylko w niedziele i jak będzie pogrzeb. Nie mogła się z nim dogadać. On ją lekceważył, poniżał. Chciała zostać, ale nie z tym księdzem. W ostatnią niedzielę postanowiła, że się pożegna – opowiada.

W mediach pojawiły się relacje, że proboszcz miał kazać wyłączyć jej mikrofon, a ministranci odmówili. – Natychmiast podniosły się emocje – słyszymy.

W naszych rozmowach przewinął też wątek sprzątania kościoła. To inna historia, choć kto wie, czy też nie bez znaczenia. – Wcześniej kościół sprzątał kościelny, to należało do jego obowiązków. Jak odszedł, jeszcze przed poprzednim proboszczem, wikary ustalił, że do przyjścia nowego kościelnego kościół będą sprzątać wioski. Każda po kolei, tygodniowo. Tylko że nastał drugi kościelny, a wioski dalej sprzątają. To trochę nie fair – mówi mieszkaniec Fałkowa.

Na lokalnej grupie facebookowej sporo jest komentarzy, które oddają nastroje. "Ksiądz oficjalnie nie ma prawa niczego podwyższać, bo oficjalnie w Kościele nie pobiera się opłat, tylko ofiarę, a ta jest dobrowolna", "Najwyższy czas. Obudźcie się ludzie. Brawo Fałków. Czas na inne parafie" – można przeczytać.

– Atmosfera chyba trochę się oczyściła. Myślę, że teraz będzie inaczej. Zobaczymy, jak ktoś inny przyjdzie. A może będzie jeszcze gorszy? Różnie może być – zastanawia się nasz rozmówca.

Proboszcz musi liczyć się z ludźmi

Emocje w przestrzeni ogólnopolskiej jednak zostały. "Wygląda na to, że wierni zaczęli konkretniej oceniać pracę swoich księży - i rozumieją, że mogą ich z tej pracy zwolnić za brak kompetencji i paskudne zachowanie" – skomentowała na Twitterze Agata Diduszko-Zyglewska z Nowej Lewicy.

Tomasz Terlikowski: – Proboszcz, jak każdy człowiek pracujący z ludźmi, musi się z nimi liczyć. Nie może robić wszystkiego. Natomiast pewna część duchownych, szczególnie na terenach o bardzo mocnej tradycji katolickiej, uwierzyła w to, że może wszystko, a to jest nieprawda. Tak nie było i nie ma powodów, żeby było tak teraz.

– Proboszcz jest urzędem i wcale biskupowi nie jest tak łatwo go odwołać. Ale akurat wola wiernych, mocno zamanifestowana, jest dość oczywistym wskaźnikiem, który weryfikuje to, czy proboszcz nadaje się na proboszcza, czy nie. Jeśli nie dogaduje się z ludźmi, jeśli nie liczy się z ich możliwościami finansowymi, to naturalne, że ludzie chcą go odwołać. Zawsze tak robili – zaznacza.

Ale pamiętajmy, że na tzw. ziemiach odzyskanych żaden proboszcz nigdy nie mógł kłócić się z wiernymi, bo gdyby zaczął się z nimi wykłócać, tak jak czasem księża w Małopolsce, czy na Podkarpaciu, to po chwili nie miałby żadnych wiernych. I proboszczowie o tym wiedzieli.Tomasz Terlikowskipublicysta

Tu też mieli dość proboszcza

Podobnych przypadków jak Fałków nie trzeba długo szukać. Dwa dni wcześniej w mediach głośno było o awanturze w Pacanowie, również w województwie świętokrzyskim, ok. 130 km na południe od Fałkowa. Historię opisała "Polityka" w artykule pt. "Z pięściami do wiernych. W Pacanowie mają dość proboszcza".

"Taki ksiądz to nie ksiądz, tylko szatan" – usłyszał dziennikarz. Część parafian była zdania, że ksiądz "terroryzuje miasto i jego mieszkańców". "Oskarżają go o mobbing, zastraszanie, poniżanie. I zapowiadają: jak stąd nie zniknie, sami go na taczkach wywieziemy" – czytamy.

Na początku lipca głośno było o Jaworznie w woj. opolskim, gdzie księdza proboszcza część wiernych chciała wywieźć na taczkach.

– Pogłoski były różne, nawet takie, że jak ktoś pracuje w niedzielę, to należy zwolnić się z pracy, żeby można było chodzić do kościoła. Słychać jak ludzie się skarżą, że dużo wymaga np. od dzieci, które idą do komunii, czy do bierzmowania. Że z ambony ma pretensje, że rodzice nie przychodzą z nimi do kościoła. A rodzice potem się buntują – opowiadali nam mieszkańcy.

W ubiegłym roku w Nowielinie niedaleko Pyrzyc parafianie zamknęli przed księdzem kościół i odmówili oddania mu kluczy. - Nie chcemy księdza tutaj! Dziękujemy za taką posługę. Za te lata obrażania i poniżania - mówili wierni, o ich proteście też było głośno w mediach.

Czy to zmiana w społeczeństwie?

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego to nie jest oznaka nowych czasów, czy zmiany w społeczeństwie. – Polskie społeczeństwo się laicyzuje, ale to nie zlaicyzowani wierni wyrzucają proboszczów. Tych, co są zlaicyzowani, nie ma w kościele. Polskie społeczeństwo zawsze było antyklerykalne – zauważa.

Wysyp podobnych przypadków w ostatnim czasie jak Fałków ma, według Tomasza Terlikowskiego, inne przyczyny.

– Powód jest prosty. Po pierwsze teraz jest czas zmian, są mianowani nowi proboszczowie, w wielu parafiach pojawia się nowy duchowny. Czerwiec to taki miesiąc, kiedy zmienia się wikariuszy i proboszczów w całej Polsce. Czyli pojawiają się nowi proboszczowie albo wierni liczą na to, że nowy się pojawi i stary zostanie. To jest jedyny powód, dla którego tych spraw jest więcej. Drugi powód jest taki, że mamy sezon ogórkowy, w związku z tym takie rzeczy trafiają mediów. Natomiast to nie jest tak, że coś takiego się nie dzieje. Każdy biskup wie, że takie sprawy się zdarzają i że przy bardzo mocnym konflikcie wiernych z proboszczem łatwiej jest odwołać proboszcza niż wiernych – mówi.

A może dziś – zwłaszcza gdy ksiądz podnosi opłaty – ludzie po prostu bardziej uważają na swoje portfele?

- Tak było zawsze. Społeczeństwem relatywnie bogatym jesteśmy od jakiegoś czasu. Bieda zaglądała ludziom w oczy przez całe wieki. Proboszcz, który towarzyszył im w ich biedzie, a byli tacy, był zawsze uwielbiany i ludzie szli za nim w ogień. A proboszcza, który był zdziercą i wynosił się ponad środowisko, z którego bardzo często sam się wywodził, potrafiono przywołać go do porządku – mówi Tomasz Terlikowski.

Wspomina o księżach mariawickich, którzy na początku XX wieku byli pobożni i sprawowali sakramenty za darmo, bez ofiary: – I dlatego tylu ludzi do nich przyszło.