Bart Staszewski obala narrację w głośnej sprawie Homokomando. "To nie jest problem LGBT"

Agnieszka Miastowska
04 października 2022, 10:49 • 1 minuta czytania
Znany w środowisku LGBT+ aktywista i były członek zarządu organizacji Homokomando miał dopuścić się gwałtu na innym mężczyźnie. Sprawa odbiła się w mediach szerokim echem i stałą się pożywką do tworzenia homofobicznych narracji. Skomentował ją inny aktywista LGBT Bart Staszewski: "Homokomando nie jest kłopotem środowiska LGBT" - napisał na swoim Twitterze.
Bart Staszewski o wydarzeniach w Homokomando. "Czeka ich kara" Fot. East News/Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Bart Staszewski o wydarzeniach w Homokomando

Reportaż na temat przemocy seksualnej, której dokonać miał jeden z członków organizacji Homokomando obiegł sieć. Wypowiada się w nim 29-letni Rafał, który miał zostać zgwałcony przez znanego aktywistę LGBT Macieja L. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, stała się szeroko komentowana w internecie.


Nie brak homofobicznych komentarzy, zgodnie z którymi przemoc seksualna, której dokonała osoba homoseksualna ma być dowodem na to, że cała społeczność LGBT boryka się z podobnymi problemami. Głos w tej sprawie zabrał inny znany aktywista LGBT Bart Staszewski, który jawnie potępił zachowanie sprawcy i wyraził nadzieję, że spotka go surowa kara, ale jednocześnie wyjaśnił, że sprawa Homokomando nie mówi nic o realnych kłopotach środowiska LGBT.

"Homokomando nie jest kłopotem środowiska LGBT. Tak samo jak mama Madzi z Sosnowca nie jest kłopotem dla środowiska hetero" - pisze Bart Staszewski.

"Mam nadzieje, że winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności i czeka ich surowa kara" - dodaje.

Aktywista na swoim Twitterze odniósł się także do zarzutów, zgodnie z którymi organizacja LGBT, w której dochodzi do aktów przemocy seksualnej działa na podobnej zasadzie, jak Kościół kryjący pedofilię.

"Ten [Kościół Katolicki - przyp. red.] systemowo kryje pedofili, nie współpracuje z prokuraturą, nie ujawnia teczek osobowych, przenosi księży z parafii na parafie. To system chronienia predatorów" – dodał w komentarzu pod postem.

Znany aktywista LGBT miał dopuścić się gwałtu

Przypomnijmy, że sprawa ujrzała światło dzienne po reportażu dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Dotarli oni do osób, które oskarżają Macieja L. o gwałt i molestowanie seksualne. Inne podobno wiedziały o jego niepokojących zachowaniach lub były ich świadkami.

Najpoważniejszy zarzut dotyczy gwałtu na mężczyźnie o imieniu Rafał – tancerzu, który odmówił randki z aktywistą w zeszłym roku. Maciej L. miał zgwałcić mężczyznę, przyciskając mu głowę do ziemi, a następnie grozić pistoletem.

Do spotkania zmusił ofiarę podstępem, na portalu Grindr podając się za inną, obcą ofierze osobę i wysyłając fałszywe zdjęcia. Mężczyźni umówili się na spotkanie w kominiarkach, by dbać o swoją prywatność.

Maciej L. na spotkaniu wstrzyknął swojej ofierze narkotyki, po czym zmusił do seksu oralnego. Po napaści odsłonił twarz i przyłożył mężczyźnie broń do czoła.

Okazuje się, że może to nie być jedyny akt przemocy seksualnej, którego dopuścił się Maciej L. Jak informuje "GW", przypadki molestowania seksualnego przez byłego członka zarządu Homokomanda zgłaszały też inne osoby.

Przypomnijmy, że Homokomando to organizacja zajmują się między innymi organizacją parad równości i manifestacji przeciwko dyskryminacji mniejszości seksualnych. Ma w statucie upowszechnianie i ochronę wolności i praw człowieka, ochronę i promocję zdrowia, przeciwdziałanie uzależnieniom i patologiom społecznym, prowadzenie kampanii na rzecz praworządności, sportu, kultury i ochrony zdrowia.