Dryjańska: Patosolidarność patokierowców. Rozjechana niania umarła, wcześniej wylał się hejt

Anna Dryjańska
28 lutego 2023, 16:19 • 1 minuta czytania
Patokierowcy napisaliby na jej grobie: "Tu leży święta krowa, która miała pierwszeństwo. Głupiej nie żal". Ona to niania z Lublina, zabita na pasach przez cofającego kierowcę dostawczaka, ale ta patonarracja dotyczy każdego pieszego rozjechanego na przejściu. Brutalne? To komentarze jeden do jednego. A oto kolejne patomądrości: "ulica to dżungla, auto na pasach ma zawsze pierwszeństwo, giną j**ane, tępe tłuki". 
Zdjęcie ilustracyjne. Wypadek na pasach w Bydgoszczy (2016). fot. Dariusz Bloch/Polska Press/East News

Te "j**ane, tępe tłuki" powinny mieć oczy dookoła głowy (przydatne, gdy ktoś ma najechać na plecy) i zdolność teleportacji, by zniknąć w mgnieniu oka, gdy patokierowca pruje przez pasy z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę. Przydałoby się jeszcze końskie zdrowie – patokierowca zawsze może zemdleć lub mieć gorszy dzień, pieszy nigdy (akurat niania z Lublina, wbrew kłamstwom sprawcy, nie zemdlała). Od patokierowcy mądrzejsze ma być dziecko, więcej od niego widzieć ma niewidomy, a więcej słyszeć niesłyszący. No ale piesi tego wszystkiego nie mają, dlatego głupio giną.


Przeczytaj też: Potrącił opiekunkę z 2-latkiem w wózku. Kobieta nie żyje

Patokierowcy dobrze wiedzą, kto odpowiada za to, że piesi tracą życie na przeznaczonych dla siebie przejściach. Nie chodzi tylko o drzewa, brak drzew, zmrok, dzień, deszcz i świecące słońce. Ci, którzy wspierają PiS, obwiniają "platfusy". Według tych, którzy sympatyzują z opozycją, wina leży po stronie "pisiorów". Patokierowcy – antysemici obwiniają Żydów. Skrajni prawicowcy dopatrują się spisku "eurokołchozu" i "brukselskich komunistów". Patokierowcy – antyszczepionkowcy podejrzewają Nowy Światowy Porządek, któremu nie udało się wytłuc nas covidem, więc wziął się na inny sposób.

Typowa reakcja na wypadek? Hejt na ofiarę

Te różnice są jednak w gruncie rzeczy kosmetyczne, bo na końcu tego łańcuszka zawsze znajduje się pieszy, który ośmielił się wyjść z domu. Nawet gdy zginie na (swoim) zielonym świetle, przechodząc przez drogę wielopasmową, przez kierującego pod wpływem alkoholu, narkotyków, łamiącego wszelkie przepisy, z nadmierną prędkością włącznie – od bezmyślnych kretynów i nieśmiertelnych cymbałów wyzywany jest zawsze pieszy. 

Zaraz zaraz, jaki pieszy: buciarz. Według patokierowcy wyrób człowiekopodobny, który nie ma twarzy, tylko mordę, nie ma głowy, tylko łeb, nie ma rąk, tylko łapy. Pod każdym, ale to każdym newsem o tym, że kierowca przejechał pieszego na pasach, uruchamia się patosolidarność, która może nawet byłaby zabawna, gdyby nie to, że część tych furiatów jednak siada za kółko, gdzie towarzyszy im stały brzęk korony toczącej się asfaltem. Strąciło ją obowiązujące od kilku dekad – ale patokierowcy wierzą, że zaledwie od kilku lat – pierwszeństwo pieszych na pasach.

"Osobiście dostaję szału, kiedy jadę przez centrum mojego miasta, gdzie pasy są co 50 metrów i zawsze ktoś się na te pasy wpier**li. Sprzęgło, hamulec, redukcja i tak osiem razy… Mam ochotę przed tymi pasami wcisnąć pedał w podłogę i zobaczyć, jak latają żywe kręgle" – pisze patokierowca Jan, który – sądząc po zdjęciu profilowym – chce nas obronić przed ludźmi LGBT. Pytanie brzmi: kto nas obroni przed prawdziwym zagrożeniem, czyli przed Janem? 

Z pełną kulturą o swojej niechęci do przestrzegania przepisów pisze za to Krzysztof. "Jestem uprzejmym kierowcą, ale nie lubię hamować i znowu się rozpędzać, bo jakiś pieszy nie może poczekać 10 sekund" – ubolewa. Pomysłem na to, jak dać popalić pieszym (tak ogólnie, za to, że istnieją) dzieli się patokierowca Marcin. "[Trzeba] jechać na wysokich obrotach, żeby pieszy odstąpił od zamiaru przejścia. Zawsze działa. [...] Skoro pieszy wiedząc, że ma pierwszeństwo, zatrzymał się przed samochodem, to jednoznacznie świadczy, że nie chce przejść"– podpowiada. Proste? Proste. 

Najgorsze w przejechaniu pieszego? "Prawko zabierają od razu"

Podobnie genialne protipy patokierowcy zamieszczają pod informacjami o przejechaniu pieszego na pasach. Pod tekstem o zdarzeniu, do którego doszło w biały dzień, sypią poradami o noszeniu odblasków. Doniesienia o zabiciu staruszki kwitują sentencją, że trzeba było nie wgapiać się w smartfona. No i wreszcie pod newsem o wypadku, do którego doszło w upalny dzień, wygłaszają tyrady o zabójczych (dla pieszych) kapturach.

"Najgorsze jest to, że jak potrącisz pieszego na przejściu, to prawko zabierają od razu… a za parę miesięcy sąd decyduje, czy oddać" – wzrusza się ciężką dolą swoich kompanów inny patokierowca, Paweł. "Pasy powinni zlikwidować, nikt tego nie przestrzega" – postuluje nowatorskie rozwiązanie Teresa. "Niech (piesi) grzecznie czekają, aż będzie wolne" – dorzuca swoje trzy grosze Pabi. "Macie k**wy swoje pierwszeństwo na przejściach" – cieszy się z wypadku Aleks. Jednego pieszego mniej.

W sumie piesi według patokierowców nie zasługują na współczucie, bo tylko czyhają na to, by rzucić im się pod koła. Szczwany plan buciarze wdrażają już na etapie ubierania się. Gdy założą coś białego, zlewają się z pasami, ze śniegiem albo z innymi samochodami. Gdy noszą czerń, stają się nieodróżnialni z jezdnią. Nosząc się na niebiesko, stapiają się z horyzontem. W jasnym brązie są nie do wypatrzenia na tle jesiennych liści. Zielone ciuchy maskują ich wiosną i latem.  

Jakby tego było mało, taki zakamuflowany dowolnym kolorem pieszy potrafi wtargnąć patokierowcy przed maskę już z odległości trzystu metrów. W końcu kto by się spodziewał pieszego na przejściu dla pieszych? Gdyby tylko były jakieś znaki, które o tym ostrzegają…

Pieszy Schrödingera

A gdy już buciarze znajdą się na pasach: klękajcie narody. Lezą, ale jednocześnie pojawiają się znikąd. Wbiegają, ale przy tym się wloką. Zamiast wchodzić na pasy, wpi***alają się lub nawet spadają na nie z drzewa.

Patokierowca Andrzej: Piesi nie idą, tylko kroczą jak na procesji. Patokierowca Marian: Najgorsze jest to, że robią to ostentacyjnie, jakby chciał powiedzieć jeden z drugim "ja tu rządzę". Patokierowca Bernadeta: "Urządzają sobie spacerek, a nie przejście przez pasy". "Ja dostanę mandat, ale to oni będą cierpieć" – tłumaczy się z łamania przepisów patokierowca Wu Be.

Jednak to nie koniec prześladowań. Piesi dręczą patokierowców tym, że zatrzymują się przed pasami (Marcin: "Cymbał nie przejdzie, czeka, bo auto ma się zatrzymać!"), jak i tym, że tego nie robią (Christian: "Mają czekać, aż auto się zatrzyma, dopiero mogą wejść na jezdnię").

Zdarzają się jednak chwile śmiechu i dobrej zabawy – dla niektórych rozrywką godną reakcji "ha ha" jest filmik pokazujący jak doszło do wypadku. To jest też ten moment, gdy patokierowcy trafiają na komentarze prawdziwych kierowców: o tym, że mają obowiązek zachować szczególną ostrożność, że prędkość należy dostosować do warunków, a piesi mają pierwszeństwo na pasach od dawna. 

Kierowca ciężarówki: "Nie raz miałem sytuację, że ja dałem się radę zatrzymać 40-tonowym zestawem, a z naprzeciwka osobówka nie dała rady, mając na to dwa razy więcej miejsca. [...] Może wprowadźmy taką zasadę na skrzyżowaniach, że pierwszeństwo będzie miał ten, który ma dłuższą drogę hamowania?"

Alicja: "Jakiś czas temu wracałam od rodziców. Warunki pogodowe: mgła, marznący deszcz, ciemno. Teren zabudowany, co chwila pasy, ronda. Mnie, jadącą przepisowe 50 km/h, wyprzedzali dosłownie wszyscy. A potem pretensje, że to piesi w kapturach, że ze smartfonem, że bez odblasków, że wyłażą na ulice nie wiadomo skąd, bez patrzenia. No jak we mgle się jedzie 70 czy 100 km/h, to rzeczywiście może się wydawać, że nie wiadomo skąd".

Karol: "Najlepiej, żeby ich (patokierowców) od***ała ciężarówka z podporządkowanej, to napiszemy na grobie jakieś bzdury o pierwszeństwie". 

Pieszy to kobieta w zbyt krótkiej spódniczce

Brutalne? Tak jak nasza debata o bezpieczeństwie drogowym, w której pieszy na pasach ma nadal status kobiety w "zbyt krótkiej spódniczce", a media często donoszą o wypadkach tak jakby auta prowadziły się same. W tej optyce winna jest ofiara – bo istnieje. Jakby jej nie było, sprawca nie miałby kogo rozjechać/zgwałcić.

Po kilku dekadach pracy środowisk kobiecych już nie wypada solidaryzować się z gwałcicielem – przynajmniej publicznie. Nadejdzie taki czas, że podobnie będzie z okazywaniem patosolidarności tym, którzy zabijają pieszych na pasach.