"Bunt małopolski" to niekończąca się opera mydlana. Dr Oczkoś: Zaczyna się "taniec brutusów"

Konrad Bagiński
09 lipca 2024, 11:17 • 1 minuta czytania
Barbara Nowak zapowiedziała odejście, ale nie odeszła. A prezydencki minister Piotr Ćwik nie zapowiadał, ale odszedł. Razem z nim struktury partii opuścił inny radny Małopolski, Józef Gawron. Sytuacja partii Kaczyńskiego w tym regionie robi się skomplikowana jak brazylijska telenowela. Dr Mirosław Oczkoś w naTemat.pl tłumaczy, że to "agonia PiS".
Duda & Ćwik Fot. Wojciech Olkusnik/East News

Przez ostatnie tygodnie sytuacja w małopolskim PiS budziła wściekłość w centrali partii Kaczyńskiego oraz rozbawienie u obserwatorów. W pięciu kolejnych głosowaniach radni województwa odrzucali kandydaturę Łukasza Kmity na marszałka. Ten w końcu zdecydował się przerwać tę upokarzającą serię i zrezygnował. Wcześniej kandydował, bo stawiał na niego sam Jarosław Kaczyński. Za szóstym razem radni wybrali Łukasza Smółkę.


– Małopolska to jest PiS w pigułce. To jakbyśmy mieli mikroskop i włożyli pod niego wycinek partii do badań. I Małopolska to jest właśnie ten wycinek. Tam zaczęło się od sześciu głosowań. Wszyscy już wiemy, że pan prezes nie dał rady i musiał iść na kompromis. W zasadzie wszyscy w tej partii grożą sobie po cichu, zaś na zewnątrz i głośno grożą wszystkim pozostałym – mówi w rozmowie z naTemat.pl dr Mirosław Oczkoś, specjalista ds. wizerunku politycznego.

Przypomina też przykład "najsłynniejszej kurator, która uniosła się honorem, a potem wróciła". Mowa oczywiście o Barbarze Nowak.

Dla mnie zdrada to zdrada. Nie po drodze mi z takim układem – przekonywała była małopolska kuratorka oświaty w miniony czwartek, kiedy na marszałka Małopolski został wybrany Łukasz Smółka. Zapowiedziała też, że rezygnuje z mandatu radnej.

Już niedzielę w serwisie X polityczka PiS pisała, że dostaje wiele wiadomości, że nie powinna rezygnować z mandatu.

"Nadal jestem w oku cyklonu. Moi Wyborcy życzą sobie realizacji wyborczych zobowiązań! Trzeci dzień słyszę nakaz powrotu. Jedni grzecznie, inni nie – wszyscy bez wątpliwości, a ja przeciwnie – jestem jedną wielką rozterką. Zapewniam, że głosy ludzi z całej Polski są dla mnie ważne!" – brzmi jej post.

PiS traci radnych. Kaczyński nie zdążył ich wyrzucić

Dziś mamy kolejną odsłonę zawirowań w małopolskim PiS. Kaczyński już wcześniej podczas kryzysu powyborczego zawiesił w prawach członka PiS radnych Józefa Gawrona, Piotra Ćwika i byłego wojewodę, poprzedniego marszałka i obecnego wicemarszałka Witolda Kozłowskiego. Bana dostał także radny Krakowa Michał Ciechowski (dyrektor kancelarii Sejmiku).

Dwaj pierwsi nie bardzo się tym przejęli i postanowili nie czekać na rozstrzygnięcie centrali. Sami wypisali się z PiS-u.

"Złożyłem rezygnację z członkostwa w partii Prawo i Sprawiedliwość. Moja rezygnacja ma związek z ostatnimi wydarzeniami w Sejmiku Województwa Małopolskiego" – poinformował w mediach społecznościowych Józef Gawron.

"Warto być przyzwoitym. Zawsze! Zgadzam się z tymi, którzy tak twierdzą. Warto też pamiętać, że początkiem przyzwoitości jest dialog i wzajemny szacunek" – napisał z kolei Piotr Ćwik, przekazując informację o rezygnacji z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości.

Dr Oczkoś pytany o przyszłość zbuntowanych radnych odpowiada, że oni tej zmiany mocno nie odczują. Mają mandat i nikt go im nie odbierze.

– Pięć lat bycia radnym to nie jest źle. Ja bym się o nich nie martwił i oni się też pewnie o siebie nie martwią. Politycy mają to do siebie, że rzadko kto odchodzi donikąd. Przez najbliższe 5 lat bycia radnym nic złego się im nie stanie. A wręcz może się okazać, że po tym czasie Jarosław Kaczyński będzie dla nich tylko wspomnieniem, jeśli chodzi o politykę – przekonuje.

Dodaje, że konflikt w małopolskim PiS jest poważny i maczają w nim palce różne frakcje. Nie da się wykluczyć, że naprzeciwko stanęły różne grupy: Kaczyński i Terlecki kontra Szydło, być może wspierana przez Jana Tadeusza Dudę, ojca prezydenta. Ten ostatni formalnie zachowywał się powściągliwie, ale pewności czy nie spiskował, nie ma.

PiS się sypie

Tłumaczy też, że podobna sytuacja jest w całej partii Kaczyńskiego i jest to wina prezesa.

– Właśnie dlatego mówimy, że "Małopolska to PiS w pigułce". Mają tam większość radnych, miażdżącą przewagę, ale i wszystkie ambicje. Zaczęło się, gdy prezes nakazał, że marszałkiem ma być Łukasz Kmita. A oni powiedzieli "nie". I to była sytuacja przełomowa. Do tej pory prezes kazał i tak się działo. Ja podejrzewam, że gdyby nie terminy, to Kaczyński poszedłby i na szóstą porażkę. Bo prezes Kaczyński jest – to widać jak na dłoni – anarchistą politycznym. A w tej chwili nie ma za bardzo czym straszyć, nie ma posad do rozdania, pieniędzy – tłumaczy dr Oczkoś.

Dodaje, że rozpad PiS trwa od wyborów parlamentarnych. Kaczyński uciekł spod topora, bo mógł tłumaczyć, że jego partia w sumie wygrała, ale musiała oddać władzę.

Na komisji ds. Pegasusa pokazał się z dobrej strony, ale zdaniem dr. Oczkosia to wydłużyło tylko agonię PiS. Na razie nie widać jej w sondażach, ale to się w końcu wyjaśni.

– To jest klasyczny syndrom takiej partii wodzowskiej. Wiele osób mnie pyta "a czemu im nie spada". Być może będzie tak, że spadnie raz a dobrze. Pamiętajmy, że Jan Krzysztof Ardanowski montuje własną partię, wielu członkom partii puszczają nerwy, obrażają się nawzajem – tłumaczy ekspert.

– Zaczyna się "taniec brutusów", to podskórnie zawsze gdzieś tam buzuje. Tam są więzy 8 lat władzy, ale akurat radni są do tego słabiej przywiązani. Oni nie uczestniczą w jakichś wielkich ogólnopolskich naradach, strategiach. Radnych w partii jest najwięcej i najlepiej ich widać. Oni między sobą rozmawiają i zawierają sojusze. Oni już wiedzą, że Kaczyński się nie będzie liczył. Gra idzie o schedę – mówi dr Oczkoś.

Dodaje, że czas Kaczyńskiego w polityce się kończy, on się kurczy coraz bardziej.

– Teraz walka toczy się o to, kto wystawi kandydata na prezydenta. Więcej wyborów na widoku nie ma, a do końca kadencji Andrzeja Sebastiana Dudy zostało 330 dni. Oni już zaczynają przebierać nogami, żeby im znowu Kaczyński nie wystawił kogoś, kto będzie lojalny. A jeśli się dogadają, to wystawią dwóch albo trzech, a wtedy będą mieli poważny problem – tłumaczy.